Recenzja pierwszego odcinka serialu "Vegas"

Autor: Hagath

Lata 60. nie były łatwe dla Las Vegas. Miasto wypełnione było gangsterską siatką układów, a przestępstwa stanowiły codzienną normę. Pewnego dnia zjawił się jednak ktoś, kto miał zamiar zaprowadzić porządek – szeryf Ralph Lamb.

Ralph Lamb to postać historyczna. Był to najdłużej urzędujący amerykański szeryf stawiający sobie za cel zwalczenie przestępczości w Las Vegas. Potocznie nazywano go „Cowboy Sheriff”, ponieważ nigdy nie zrezygnował ze swej prawdziwej tożsamości i nie dał się wciągnąć w świat garniturów – zawsze miał na sobie kowbojski kapelusz, w ustach gumę do żucia, a za towarzyszy strzelbę i wiernego wierzchowca.

Pierwszy odcinek serialu Vegas to przede wszystkim prezentacja bohaterów. Lamb, grany przez Dennisa Quaida, jeszcze nie jest szeryfem. To przede wszystkim kowboj, któremu zależy na tym, by samoloty latające do Las Vegas przelatywały nad miastem, a nie nad jego ranczem, gdzie straszą bydło. Kiedy jednak w mieście zostaje popełnione morderstwo, a z szeryfem nie można się skontaktować, Lamb (ze względu na swoje wcześniejsze doświadczenie w poszukiwaniu morderców) zostaje zastępcą szeryfa i ma rozwiązać całą sprawę.

Ralph Lamb oczywiście nie robi tego sam. Pomagają mu dwaj członkowie rodziny. Pierwszego z nich, brata Franka Lamba, gra znany z serialu Terra Nova Jason O'Mara. Aktor odnajduje się w nowej produkcji o wiele lepiej niż w poprzedniej. Sama postać natomiast stanowi pewne przeciwieństwo praworządnego i surowego Ralpha. Frank dużo lepiej radzi sobie z ludźmi, jest miły oraz pogodny. Kolejny pomocnik to syn Ralpha, Dixon Lamb, w którego wciela się Taylor Handley. Tego młodego, roztrzepanego chłopaka poznajemy w chwili, gdy ucieka przed mężem swojej kochanki, co już pozwala nam na pewną ocenę tej postaci. W tle pojawia się jeszcze asystentka prokuratora, grana przez genialną Carrie-Anne Moss. Postać ta, póki co, niewiele pokazała, ale niewątpliwie ma ogromny potencjał.

Głównym antagonistą w serialu jest gangster i właściciel kasyna, Johnny Savino. W jego rolę wciela się Michael Chiklis – zdobywca Złotego Globu za grę w serialu Świat Gliniarzy. Savino jest bezwzględny, ale przy tym sprytny i zaradny. Gangster przybywa do Las Vegas, by wprowadzić tam swój własny porządek i zapanować nad nieradzącymi sobie zastępcami. Od razu jawi nam się jako człowiek z twardymi zasadami. Z jednej strony ratuje przesłuchiwanego przestępcę przed torturami, z drugiej katuje jego oprawcę. Z jednej strony jest gangsterem, a z drugiej zwalnia pracownika kasyna za kradzież żetonu. Savino niewątpliwie będzie godnym przeciwnikiem dla Ralpha Lamba.

Fabuła serialu to połączenie westernu i gangsterskiego kryminału. Dostajemy tu tajemnicze morderstwo, mężczyzn w kowbojskich kapeluszach, a także świat wielkich pieniędzy – skorumpowany oraz wypełniony przestępcami. Dodatkowo z tyłu głowy wciąż mamy informację, że inspiracją dla produkcji były prawdziwe wydarzenia i postaci. Jest to iście wybuchowa mieszanka, która wciąga widza, a także nie pozwala mu odejść od ekranu. Efekt uzupełnia wspaniały plan Las Vegas lat 60. Bogate kasyna, nieco kanciaste samochody, stare telefony… Wszystko prezentuje się naprawdę znakomicie.

Już po obejrzeniu pierwszego odcinka można stwierdzić, że Vegas może wystąpić w wyścigu o tytuł najlepszego debiutu tego roku. To wciągający „gangsterski western” opowiadający o jednym z najbardziej wyrazistych bohaterów Stanów Zjednoczonych XX w. Co ważne, powinien on zadowolić widzów obu płci, gdyż żaden z elementów konkretnego gatunku nie przeważa na tyle, by popsuć tym odbiór serialu. Produkcja jest niewątpliwie godna polecenia.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus