"Rekiny wojny" - recenzja wydania Blu-ray

Autor: osti
Korekta: Marta Kononienko
29 marca 2017

Kup pan gnata

Wojna to nic śmiesznego, ale stojący za serią Kac Vegas Todd Phillips prawdopodobnie ze wszystkiego potrafiłby zrobić komedię. Dlatego tematyka handlu bronią została w jego najnowszym filmie potraktowana z lekkim przymrużeniem oka. Nie znaczy to jednak, że Rekiny wojny to produkt bezwartościowy.

Tylko najwięksi ignoranci wierzą jeszcze, że konflikty zbrojne są w dzisiejszych czasach prowadzone z powodów innych niż pieniądze. Przedsięwzięcie tak wielkie jak prowadzenie armii to niemałe wyzwanie logistyczne i zaopatrzeniowe. Szczególnie jeśli mówimy o USA, które wydają na zbrojenia absurdalne wręcz kwoty.

Ktoś zauważył w pewnym momencie, że jedynie wielkie koncerny robią pieniądze na zapewnianiu narzędzi mordu dla amerykańskiego wojska. Co za tym idzie – zarabiają coraz więcej i zostawiają mniejsze firmy jeszcze dalej w tyle. Aby wyrównać szanse, powołano do życia serwis FedBizOpps. Jest to platforma, na której organizowane są liczne przetargi na sprzęt potrzebny amerykańskim chłopcom do wprowadzania demokracji w innych krajach. Kontrakt dla armii może wygrać tutaj każdy, ba, preferowane są nawet małe firmy, które mają wtedy okazję, aby się wykazać.

W tym miejscu poznajemy naszych bohaterów – Efraima Diveroliego i Davida Packouza. To dwóch chłopaków z Miami, którzy dzięki kilku kontaktom i odrobinie samozaparcia spełnili amerykański sen. Wygrywając kolejne przetargi na FedBizOpps pokonują drogę od pucybuta do milionera. Jak to zwykle w przypadku wątpliwych moralnie biznesów bywa, zgubiła ich chciwość (i pewnie odrobina pecha). Gwoździem do trumny ich biznesu było gigantyczne zamówienie na 100 milionów sztuk amunicji dla tworzącej się afgańskiej armii, mającej wspierać USA w walce z Talibami.

Diveroli i Packouz, aby zrealizować absurdalny (jak na ich możliwości) kontrakt, nawiązują kontakty z wieloma szemranymi typami. Jednak wszystko idzie bardzo, bardzo źle. Wtedy też dwójką młodych chłopaczków, dostarczających (nie zawsze legalnie) sprzęt dla wojska, zaczęła się interesować prasa oraz służby federalne. Nie uwierzycie, ale ta historia wydarzyła się naprawdę!

Aby „przygotować się” na seans Rekinów wojny, postanowiłem przeczytać książkę pod tym samym tytułem (na jej podstawie powstał scenariusz filmu). Dziennikarz Guy Lawson ze szczegółami opisuje kulisy działalności Diveroliego i Packouza oraz zasady działania portalu FedBizOpps, serwując czytelnikowi także obfite tło historyczne związane z wojnami w Iraku i Afganistanie. Od razu muszę przyznać, że lektura książki Lawsona znacznie wzbogaciła seans filmowy.

Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że produkcja w reżyserii Todda Phillipsa utrzymana jest w nieco innym tonie. Filmowcy skupili się w niej na rozwoju relacji między głównymi bohaterami, tworząc obraz przede wszystkim o przyjaźni (i jej upadku), a pomijając przy tym wiele ważnych wątków dotyczących działalności związanej z handlem bronią. Tym samym każdy, kto oczekuje seansu w stylu Pana życia i śmierci, może poczuć się lekko oszukany. Rekiny wojny klimatem zbliżają się bardziej do Wilka z Wall Street, aczkolwiek sporo im jeszcze brakuje do poziomu, którym zachwycił nas film Scorsese.

W tytułowych bohaterów wcielili się Miles Teller oraz Jonah Hill, którzy stworzyli naprawdę wspaniały i wiarygodny duet – mimo iż odtwarzane przez nich wydarzenia wydają się tak nierealne. Chemia między postaciami jest tutaj niemalże namacalna, a wszelkie „zmiany temperatur” w stosunkach między Diverolim i Packouzem autentycznie dotykają widza. Teller i Hill nie potrafią wprawdzie szarpać emocjami tak jak Leonardo DiCaprio w Wilku z Wall Street, ale odwalili kawał solidnej roboty. Na ekranie wspiera ich m.in. Bradley Cooper, po którego występie mogliśmy chyba spodziewać się nieco więcej. Panom towarzyszy także piękna Ana de Armas, ale niestety nie pełni ona jakiejś kluczowej roli w fabule filmu.

Wydanie Blu-ray filmu pozytywnie zaskakuje. Skromne menu, które pozwala obejrzeć Rekiny wojny z polskim lektorem lub napisami, skrywa też bardzo ciekawe dodatki. Nie ma ich wiele, ale te trzy krótkie materiały wideo zawierają dokładnie to, czego zabrakło mi w samej produkcji Todda Phillipsa. Wyjaśniają mianowicie tło prawdziwych wydarzeń, które w filmie zostały ledwie zarysowane gdzieś daleko na horyzoncie.

W ogólnym rozrachunku Rekiny wojny mogą stanowić lekkie rozczarowanie. Twórcy starali się balansować między komedią a dramatem, między wspomnianymi Panem życia i śmierci a Wilkiem z Wall Street – i ta sztuka udała im się doskonale. Jednak widz ciągle odnosi wrażenie odtwarzania czegoś, co już wcześniej widzieliśmy. Z taką obsadą i taką historią do opowiedzenia ten film mógł być naprawdę wielki – a jest niestety tylko przyzwoicie. Należy jeszcze dodać plusik za bardzo wartościowe dodatki w wydaniu Blu-ray i mamy „siódemkę” jak się patrzy.



blog comments powered by Disqus