"Warcraft: Początek" - recenzja filmu

 

Czy Azeroth tego potrzebuje?

 

Wśród najbardziej krytykowanych produkcji filmowych praktycznie od zawsze znajdują się adaptacje gier komputerowych. Znalezienie tego typu filmu, który zgodnie zostałby uznany za dobry jest praktycznie niemożliwe. Niestety, zazwyczaj zarówno widzowie jak i krytycy mają rację. Jak dotąd różne próby przeniesienia historii ze świata wirtualnego na srebrny ekran kończyły się klapą. Teraz do kin weszła ekranizacja klasycznej komputerowej gry strategicznej Warcraft. Czy i tym razem zaserwowano widzom marne filmidło? A może jednak jest nadzieja na coś lepszego?

 

Historia z Warcraft: Początek prezentuje się bardzo podobnie do tego, co firma Blizzard zaserwowała graczom w pierwszej grze z kultowego już cyklu. Prowadzeni przez Gul’dana (Daniel Wu) orkowie by ocalić swoją wielką hordę przed zagładą, uciekają z umierającego świata przez magiczne wrota do królestwa ludzi, Azeroth. Wojownicze plemiona najeźdźców wszczynają konflikt zbrojny z mieszkańcami krainy.

 

Fabuła filmu jest dość prosta i mało zaskakująca. Pod tym względem niewiele się różni od wydanej ponad 20 lat temu gry. Miejsca, w których rozgrywa się akcja i bohaterowie zostały przeniesione z gry dość dobrze. Jednocześnie twórcy filmu postanowili wprowadzić mniej lub bardziej znaczące zmiany do historii poszczególnych postaci, a także przerobili część wydarzeń z oryginału. Raczej nie starano się zrobić rewolucji, choć zagorzali fani mogą być niezadowoleni z przeróbek.

 

 

Postacie w filmie są przedstawione podobnie do pierwowzorów z gier. Bohaterowie i czarne charaktery nie są zbyt skomplikowani, a motywacje ich działań są dość proste. W tym miejscu warto wspomnieć o obsadzie i o tym, jak aktorzy poradzili sobie z odegraniem swoich ról. Ciężkiego zadania na pewno nie mieli. Scenariusz nie jest skomplikowany praktycznie pod żadnym względem. Travis Fimmel grał już wojownika i wodza w serialu Wikingowie, lecz w odróżnieniu od Ragnara, Lothar aż tak ciekawy nie jest. Banalnie praworządny rycerz w służbie swojego króla raczej nie wywołuje wielkiego zachwytu u widzów. Choć czasem pokusi się o jakiś niewymuszony żart, to jednak trochę za mało. Ogólna charakterystyka większości postaci ludzkich wygląda podobnie. Są oni wręcz idealnymi patriotami, gotowymi do największych poświęceń dla dobra Azeroth.

 

Orkowie z kolei prezentują się nieco ciekawiej. Owszem, znajdą się wśród nich tacy, którzy są po prostu brutalni i rządni krwi, ale nie tylko. Grany przez Toby’ego Kebbela herszt Durotan jest rozdarty między potrzebą walki o przetrwanie swoich rodaków a honorowymi regułami postępowania niegdyś wyznawanymi przez jego lud. Choć bardziej złożony od Lothara, też jest postacią mało skomplikowaną i przewidywalną. Pomiędzy ludźmi a orkami mamy jeszcze postać Garony. Grana przez Paulę Patton półorczyca powinna dawać najwięcej fabule, lecz to też niezupełnie zadziałało. Pragnie ona przede wszystkim akceptacji, co także okazało się banalnym rozwiązaniem.

 

 

Warcraft jako gra to przede wszystkim różnorodne lokacje, w których rozgrywa się akcja. Jak z ich przedstawieniem poradzili sobie filmowcy? To można ocenić dwojako. Twórcy nawet nie próbowali szukać odpowiednich plenerów, dlatego na ekranie dominują miejsca wygenerowane komputerowo. Fanów pięknych widoków rodem z Władcy Pierścieni na pewno rozczaruje takie rozwiązanie. Wioski, knieje, miasta i inne miejsca, to wszystko dzieło grafików. Jak się prezentują? Też różnie. Z jednej strony mamy niedoskonałości jak chociażby wrażenie pustki i braku życia w przedstawionych miejscach, a z drugiej są one całkiem nieźle odwzorowane względem tych z gier. Fantazyjne unoszące się w chmurach miasto magów czy stolica Azeroth, Wichrogród, pomijając wspomniane już wrażenie pustki, prezentują się naprawdę dobrze.

 

Oczywiście nie można zapomnieć o wyglądzie postaci, które w grach często miały (wręcz karykaturalnie) wyolbrzymione cechy fizyczne. Z tym twórcy nieźle sobie poradzili zachowując równowagę między grami, a wymaganiami filmu. U ludzi zachowano z oryginału przerośnięte i bogato zdobione pancerze oraz broń. Orkowie z kolei wciąż mają potężną budowę ciała i charakterystyczne kły przywodzące na myśl dzika. Innymi słowy, zachowano najważniejsze elementy wyglądu, które rozsławiły postacie Blizzarda w świecie gier.

 

Trudno jednoznacznie ocenić Warcraft: Początek. Z jednej strony widzowie dostają kolejny film fantasy o nieco sztampowej fabule i z dość przeciętnymi postaciami. Z drugiej zaś jako ekranizacja klasycznej gry komputerowej jest naprawdę solidnym tytułem z dobrze odwzorowanymi bohaterami i krainami łudząco podobnymi do tych ze świata wirtualnego. Na pewno jest to produkcja dla graczy, którzy znają przedstawiony w niej świat z serii strategii, sieciowego rpg oraz powieści. Osoby nie wtajemniczone w historię z Warcrafta zapewne nie będą pod wrażeniem tego filmu. Podsumowując wszystkie argumenty, Warcraft: Początek to dzieło przeznaczone dla konkretnego odbiorcy, który zdążył dużo wcześniej poznać to, co zobaczył na ekranie.

 

Korekta: Damian "Nox" Lesicki

 

 

 


blog comments powered by Disqus