„Westworld” – przedpremierowa recenzja pierwszego odcinka

O mamo!

HBO całkiem ładnie reklamuje swoje najnowsze serialowe dziecko – Westworld. Informacje można znaleźć w sumie wszędzie, dziennikarze mieli okazję zapoznać się z pierwszym odcinkiem (a niektórzy nawet z czterema) i ich entuzjastyczne reakcje tylko zachęcają, by 3 października odpalić telewizor. Czy słusznie? Powiem krótko: TAK. 

Pierwsze wrażenie może być mylące. Westworld to nie western, chociaż sporo w nim elementów poetyki tegoż. To rasowe, cudowne science fiction, którego wielu widzom mogło od lat brakować. Z jednej strony mieliśmy świetne Falling Skies (inwazja wrogich Obcych i formowanie ruchu oporu), z drugiej wart uwagi The Expanse (historia kosmicznego spisku i eskalującego konfliktu między Ziemią a jej osadnikami), poza tym sporo niezłych, ale nie powalających (Warehouse 13, Dark Matter czy Continuum) oraz rzeszę raczej średnich, których nie ma sensu wymieniać. Teraz twórcy HBO sięgnęli po motyw SI – sztucznej inteligencji – oraz, jak na prawdziwe science fiction przystało, sekcji ludzkiej psychiki.

O czym jest Westworld? O parku rozrywki przyszłości, gdzie bogaci i znudzeni goście mogą na jakiś czas wcielić się w piękne damy, kowbojów czy bandytów. Całość odwzorowywana jest z fotograficzną precyzją, a scenariusze dla gości odgrywają hosty – sztucznie stworzone humanoidalne… androidy? Co ważne, sztuczni ludzie nie mają pojęcia, czym są – dla nich świat Dzikiego Zachodu jest rzeczywistością. A goście, jeśli zechcą, mogą zrobić im wszystko. 

Już w pierwszym odcinku dostajemy ogromną dawkę świetnej fabuły. Widać, że motywem przewodnim będzie tu przebudzenie robota – hosty po najnowszej aktualizacji danych zaczynają wykazywać błędy. Wynikają z tego niepokojące dla zarządu wydarzenia. Rozpoczynają się poszukiwania wirusa, a twórcy i programiści liczą zyski i straty. Nie wszyscy jednak – pierwszy twórca hostów, doktor Ford (jak zawsze genialny Anthony Hopkins) ma najwyraźniej jakiś własny cel w niedokładnych poprawkach kodu, a jego następca, Lowe, najwyraźniej traktuje lalki-androidy w pewnym stopniu jak substytut swojego syna. Co z tego wyniknie? 

Serial niepozbawiony jest ogromnej dawki brutalności – widać to już w trailerze, a i pierwszy odcinek daje sporo do myślenia. W krwawych i okrutnych akcjach przoduje tajemniczy mężczyzna w czerni, gość parku, który znęca się nad nieświadomymi hostami, posuwając się do gwałtów czy tortur. Jednak strzelaniny czy zabójstwa nie są tu tylko jego domeną – zobaczymy ich multum. Nawet rozładowująca napięcie humorystyczna scena rabunku (swoją drogą cudownie zrobiona i z genialną muzyką) niesie w sobie raczej gorzki i bardzo krwawy ładunek. Jednocześnie w przebitkach na „centrum zarządzania” parku dostajemy wizję innego wymiaru okrucieństwa: tego, jak kształtują się relacje pracowników z hostami, którymi się opiekują.

Westworld to jednak nie tylko ciekawa fabuła. To także na równi z nią – fenomenalne zdjęcia (zwłaszcza krajobrazów – ujęcia pustyni w Nevadzie, gdzie na moje oko je kręcono, zapierają dech w piersiach), cudowna muzyka oraz… gra aktorska. Nie tylko gwiazdy – wspomniany Hopkins oraz grający brutala w czerni Ed Harris – brylują. Świetna jest Evan Rachel Woods, można powiedzieć, że główna bohaterka-host, Rodrigo Santoro idealnie wciela się w rolę zawadiackiego, ale bezlitosnego bandyty, a James Marsden świetnie wpasowuje się w swoją postać – naiwnego, przystojnego młodzieńca. 

Nade wszystko jednak nie można nie zauważyć ogromnej pieczołowitości reżysera, Jonathana Nolana (tak, brata Christophera), który dbałość o szczegóły doprowadził do perfekcji. W tym serialu wszystko się zgadza – tak po stronie westernowej, jak cybernetycznej. Każda scena została wycyzelowana z chirurgiczną dokładnością, każdy rekwizyt sprawdzony kilka razy. Efekt – oszałamiający.

Nie ukrywam, że zdaję sobie sprawę, że części widzów Westworld niekoniecznie się spodoba – już na premierze słyszałam kilka głosów na nie (fakt, że były to głównie stwierdzenia „bo Gra o Tron lepsza”). Jednak mnie ten serial zachwycił. To będzie naprawdę dobre 10 odcinków – i oby na kolejne sezony nie trzeba było tak długo czekać.

Premiera światowa – 3 października nad ranem (w Polsce o 3 w nocy, można obejrzeć równo z amerykańską). Polska powtórka tego samego dnia o 21. Polecam! 

Korekta: Damian Lesicki



blog comments powered by Disqus