"X-men: Apocalypse" - recenzja filmu

Autor: Korni

Jazda bez trzymanki

X-Men: Apocalypse recenzjaGłosy zachwytów filmem Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów jeszcze nie ucichły, a obok niego w kinowym repertuarze pojawił się silny konkurent, czyli najnowsza część X-Menów. Komiksowych adaptacji nigdy nie za wiele, szczególnie gdy najnowszy film Bryana Singera jest pełen widowiskowych scen, autoironii i świetnie zarysowanych bohaterów.

Jesteśmy w latach 80. ubiegłego wieku. Pierwszy mutant noszący złowieszcze imię Apocalypse odrodził się z zamiarem zamienienia w pył wszystkiego, co zbudowała ludzka cywilizacja. Naprzeciw jego pragnieniu oddania naszej planety w ręce mutantów stają X-Meni. Brzmi banalnie? Być może, ale dzięki doskonale wykreowanemu uniwersum i wartkiej akcji całość skleja się o wiele lepiej niż inne ekranizacje komiksów.

Singer świetnie poradził sobie z umiejętnym przedstawieniem historii wielu postaci w jednym filmie. Nie jest to łatwa sztuka – w końcu każdy bohater, a także i antagonista, posiada własnych fanów. Mamy więc spore grono osób do zadowolenia. W X-Men: Apocalypse mutanci dostają wystarczającą ilość czasu na ekranie na to, abyśmy mogli zaspokoić swoją ciekawość na temat tego, co działo się z nimi po Przeszłości, która nadejdzie. Dzięki temu możemy ich też lepiej poznać. I tak Raven (Jennifer Lawrence) nie może pogodzić się ze stratą swoich przyjaciół z pierwszej grupy X-Menów, Magneto (Michael Fassbender) zamieszkał w Polsce i założył rodzinę, a Bestia (Nicholas Hoult) zapanował nad swoimi zdolnościami. Chyba tylko Xavier (James McAvoy) pozostał taki sam – zawsze wierny swoim ideałom – co stanowi zresztą świetny punkt odniesienia dla postaw innych członków grupy, sprawiając, że widz daje się wciągnąć w moralne dylematy. Pojawiają się też nowe postacie, które stanowią doskonałą zapowiedź następnych części: odrzucona przez rówieśników Jean (Sophie Turner), Cyclops (Tye Sheridan) i Nightcrawler (Kodi Smit-McPhee). Najnowsi X-Meni nie zawiodą również wielbicieli Quicksilvera (Evan Peters) – to właśnie on dopełnia komediową warstwę filmu. Wszyscy bohaterowie są na tyle ciekawi, że nie czujemy zmęczenia wielowątkowym materiałem.

X-Men: Apocalypse recenzja Jean Grey Cyclops Nightcrawler

Fabuła co chwilę zmienia miejsce akcji – co ciekawe, część wydarzeń dzieje się w Polsce. I tu dochodzimy do sporego zgrzytu w produkcji. O ile inni zagraniczni widzowie nie zwrócą na to uwagi, to my – szczególnie wyczuleni na wszelkie polskie aspekty filmowe – dość mocno zareagujemy na kaleczoną polską mowę i przedstawienie naszego kraju jako przaśnej wsi. Oczywiście należy docenić Michaela Fassbendera za to, że w ogóle spróbował mówić w naszym ojczystym języku, ale bardziej przypomina to bełkot pijanego niż wypowiedź nierodowitego Polaka. Niestety, z wypowiedziami aktorów grających naszych krajan nie jest lepiej.

Pod kątem efektów specjalnych X-Meni bronią się świetnie. W porównaniu do wywołanej już do tablicy ostatniej części Kapitana Ameryki wojna jest prawdziwą wojną, a nie bieganiną garstki bohaterów po lotnisku. Choć liczba postaci jest porównywalna, to tutaj bitwa toczy się naprawdę: jest krew, pot, łzy i każdy z uczestników potyczki ma możliwość pokazania spectrum swoich umiejętności. To niewątpliwy atut produkcji – mutanci dysponują przeróżnymi mocami, które z każdą akcją przybierają na sile i są eksponowane w inny sposób. Dzięki temu, mimo że podobne sceny walki typu „wszyscy na jednego” widzieliśmy już nieraz, podczas starć X-Menów nie sposób się nudzić. Wszystkie widowiskowe zdarzenia zyskują na efektywności, kiedy oglądamy je w technologii 4D: wtedy na własnej skórze dane jest nam się przekonać, jak to jest znaleźć się w centrum fantastycznej rozgrywki.

X-Men: Apocalypse recenzja Jeźdzcy Apokalipsy Storm Psyloce Angel Magneto

Pomimo tego, że to już dziewiąte spotkanie z X-Menami, twórcom udało się wprowadzić świeżość do cyklu tych produkcji. Młoda krew napędza akcję, a na temat dobrze znanych nam bohaterów odkrywamy ciągle coś nowego, m.in. dowiadujemy się, co spowodowało wyłysienie Profesora X i jak Storm posiadła swoje śnieżnobiałe włosy. Dodatkowo spotkanie z Wolverinem na pewno ucieszy fanów historii mutantów, ale, co ważniejsze, film bez trudu mogą obejrzeć także niezaznajomieni z treścią komiksów. Nowi aktorzy świetnie wróżą serii, która miała zakończyć się na trylogii. Łatwo jednak wywnioskować z fabuły, że Fox na Apokalipsie nie poprzestanie. I słusznie, bo to kino science fiction w najlepszym wydaniu.

Korekta: Anna Ruszczak

X-Men Apocalypse recenzja Gildia Filmu


blog comments powered by Disqus