ebeorietemethhpiti

"Będąc rysownikiem redakcyjnym, wyrabiasz sobie głębokie poczucie sprawiedliwości i potrzebę dokonania zmian. Jako malarz i rysownik codziennie pracowałem z symbolami... Do tamtej pory żaden morderca od czasów Kuby Rozpruwacza nie pisał do prasy i nie drażnił się z policją, podając wskazówki co do swojej tożsamości. Dziwaczność listu mnie usidliła".

- Robert Graysmith, "Zodiac"

Symbole greckie. Alfabet Morse'a. Symbole pogodowe. Litery z alfabetu. Semafor marynarki wojennej. Symbole astrologiczne. Takie elementy zawierał przerażając szyfr , nagryzmolony ręcznie niebieskim długopisem, który po raz pierwszy pojawiła się w listach do redakcji San Francisco Chronicle, San Francisco Examiner i The Vallejo Times-Herald 1 sierpnia 1969 r.:

"Chcę, żebyście wydrukowali ten szyfr na pierwszej stronie swojej gazety. W nim zawarta jest moja tożsamość. Jeżeli nie wydrukujecie tego szyfru do popołudnia piątku 1 sierpnia 1969 r., to w piątek wieczorem rozpocznę mordercze szaleństwo. Będę krążył przez cały weekend, zabijając samotnych ludzi pod osłoną nocy..."

Listy przychodziły jeszcze przez wiele lat, pełne ponurych szczegółów morderstw, które znali jedynie stróże prawa, twardych dowodów, takich jak fragment zakrwawionej koszuli zamordowanej ofiary oraz szczegóły planowanych zamachów bombowych i snajperskich na uczniów szkół.

Deszyfranci z CIA, FBI, Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) i wywiad marynarki wojennej nie mogli sobie dać rady. Szyfrów zabójcy nie dało się złamać.

Aż do momentu, gdy nauczyciel licealny Donald Gene Harden postanowił wykorzystać swoje dawne zainteresowania z dzieciństwa i rozwiązać zagadkę, z którą nie mogli sobie poradzić eksperci - ustalić motyw zabójcy i jego ewentualną tożsamość lub coś, co pomoże w odnalezieniu jego tożsamości.

"Kiedy historia ta została opublikowana, moja była żona wzięła się za szyfr, ale nie wiedziała, co robi" - wspomina Harden, dziś mający 78 lat, powtórnie żonaty, mieszkający w Fountain Hills w Arizonie. - "Musiałem to zrobić, żeby ją powstrzymać, bo swoimi próbami doprowadzała mnie do szaleństwa. Nie poddawała się. Zabójca wykorzystał wszystkie te znaki. Pracowałem nad szyfrem trzy dni. Wtedy nie zajmowałem się łamaniem szyfrów. Trochę to robiłem, gdy byłem skautem. Jako dziecko czytałem o tym i trochę się tym zajmowałem. Zadzwoniłem do gazety i powiedziałem im, że odczytałem szyfr, a oni na to: "Ta, świetnie, napisz do nas list"". I tak zrobił.

Po opublikowaniu wyników ich pracy Hardenowie w jednej chwili stali się gwiazdami - tego nigdy się nie spodziewali. Potem zadzwonił do nich ktoś z FBI. Mieli rację. "Nie wiem, co powiedziała im moja była żona. Nie było mnie wtedy na miejscu. Wiem tylko, że już nigdy się nie odezwali" - dodaje. - "Nie spodziewaliśmy się skutków medialnych, które nastąpiły. Przeprowadzono ze mną wywiad w programie America's Most Wanted trwający chyba pół sekundy. Ale moja była żona miała taką paranoję, że ilekroć przyjeżdżał do nas dziennikarz, zaczynała się martwić, że morderca nas odnajdzie. Musiałem kupić broń i trzymać ją pod łóżkiem. Nigdy wcześniej nie miałem pistoletu i nigdy go nie użyłem. Kupiłem go tylko po to, by ją uspokoić. Kilka lat później pozbyłem się go".

Jego uczniowie byli pełni podziwu dla biegłości swojego nauczyciela i przerażeni, podobnie jak wszystkie dzieci w rejonie Zatoki, szyfrowym zabójcą. "Kiedy opublikowano o nas artykuł, dzieci w szkole nie dawały mi spokoju. Dlatego pewnego dnia usadziłem ich wszystkich i opowiedziałem im całą historię, jak rozwiązałem zagadkę i tyle" - wspomina Harden. - "Zrobiłem to, by je uspokoić, a potem nikt już o tym nie wspominał".

Najpierw musiał opowiedzieć im o łamaniu szyfrów, żargonowym pojęciu opisującym deszyfrację lub odczytywanie szyfru, który z kolei służy do ukrywania informacji tak, by były one nieczytelne bez szczególnej wiedzy. Szyfry to zwykłe litery, znaki lub symbole zastępcze, które mogą występować samodzielnie lub w grupach w zaszyfrowanej wiadomości. Choć pojęcie "kod" używane jest zamiennie z "szyfrem" , kodami są zazwyczaj odwrócone słowa lub wyrażenia, które wykorzystywane są generalnie do skracania przekazów.

W książce Graysmitha zatytułowanej "Zodiac" Harden opowiedział, jak złamał zaszyfrowane pismo zabójcy. Najpierw sprawdził częstotliwość występowania określonych liter. "Wiedział, że E to litera często używana w języku angielskim, a następnymi po niej są T, A, O, N, I, R i S. Powszechnie występującymi podwajanymi literami są L, E i S" - napisał Graysmith. Literami, które najczęściej występują razem, są TH, HE i AN. Ponad połowa słów zaczyna się od T, A, O, S lub W, a najczęstszymi kombinacjami trzyliterowymi są THE, ING, CON i ENT.

Harden uznał, że zabójca stosuje szyfry zastępcze, w których występują symbole lub znaki, ale nie litery. Ponieważ jednak zabójca posługiwał się wieloma symbolami, niemożliwe było proste podstawienie jeden do jednego. Harden musiał ruszyć głową, wydedukować metodę powtarzania liter przez zabójcę i ograniczyć liczbę zmiennych. I wtedy doznał olśnienia - najczęściej podwajaną literą w języku angielskim jest L. Dlatego zaczął poszukiwać wzorców literowych w kryptogramie zabójcy, które pasowałyby do słowa "kill" (zabijać).

"Wojskowi analitycy szyfrów przeglądają na przykład przechwycone szyfry pod kątem symboli, które zawierają słowo "attack" (atak)" - zauważa Graysmith. Idąc tym właśnie tokiem myślenia, Hardenowie dwukrotnie użyli słowa "killing" (zabijanie) oraz po jednym "killed" (zabity) i "thrilling" (ekscytujący). Innymi słowami zawierającymi podwójne L były "will" użyte cztery razy i "collecting" (zbieranie) jeden raz. Potem wykryli pułapki zastawione przez mordercę - wykorzystał symbol odwróconego Q 15 razy, by zasugerować deszyfrantom, że to E, najczęściej używana litera. Zamiast litery E zabójca używał 7 różnych symboli. Dwa różne symbole wykorzystywał zamiennie zamiast liter A i S. Ortografia zabójcy była słaba, a w niektórych przypadkach błędy były w samym szyfrze. W rezultacie:

"LUBIĘ ZABIJAĆ LUDZI PONIEWAŻ SPRAWIA MI TO RADOŚĆ WIĘCEJ RADOŚCI NIŻ ZABIJANIE ZWIERZYNY W LESSIE PONIEWAŻ CZŁOWIEK JEST NAJBARDZIEJ NIEBEZPIECZNYE ZE WSZYSTKICH ZABICIE CZEGOŚ DAJE MI NAJWIĘCEJ EKSCYTUJĄCYCH PRZEŻYĆ JEST NAWET LEPSZE NIŻ ZAMOCZYĆ W DZIEWCZYNIE NAJLEPSZA CZĘŚĆ JEST TAKE ŻE KIEDY UMRĘ URODZĘ SIĘ ZNOWU W REJU A ONE ZABICI STANĄ SIĘ MOIMI NIEWOLNIKAMI NIE PODAM WAM MOJEGO IMIENIA BO BĘDZIECIE PRÓBOWALI SPOWOLNII ALBO AATRZYMAĆ MOJE GROMADZENIG NIEWOLNIKÓW NA ŻYCIE POZAGROBOWE.

EBEORIETEMETHHPITI"

Ponieważ zabójca powiedział w kryptogramie, że nie poda swojego imienia, Hardenowie uznali, że przez anagramowanie można uzyskać nazwisko ROBERT EMMET THE HIPPIE (Robert "Hipis" Emmet). Dopiero w sierpniu 1992 r., 23 lata po odszyfrowaniu nazwiska przez Hardenów, policja dowiedziała się, że Arthur Leigh Allen był zazdrosnym rywalem z drużyny swego kolegi z klasy, Roberta Emmetta Rodifera, który w college'u został hipisem, a później przeniósł się do Niemiec.

"Nawet jeśli ludzie nie mogą się na to zgodzić" - mówi David Fincher. - "Nawet po 35 latach i tylu opiniach ekspertów nie istnieje prawda absolutna. Istnieją pewne spory co do odczytania szyfrów, w tym także odczytania nazwiska Roberta "Hipisa" Emmetta, z czym zgadza się Robert (Graysmith)".

Fincher ma rację, mówi Graysmith. Wierzy, że Emmett był wskazówką wiążącą się z tożsamością zabójcy.

"W 1969 r. para amatorów, Hardenów, złamała kryptogram złożony z 312 symboli, dzięki któremu poznaliśmy motyw Zodiaka" - dodaje Graysmith. - "Dokonali tego, co nie udało się NCIS, FBI i NSA".

Wykorzystując tłumaczenie Hardenów, Graysmith powiązał metody oprawcy z filmu wytwórni RKO z 1932 r. zatytułowanego The Most Dangerous Game z zaszyfrowanymi intencjami mordercy: polować na najniebezpieczniejszą zwierzynę. Na człowieka.

Dopiero po tym, jak Hardenowie złamali jego szyfr, zabójca zaczął nazywać siebie Zodiakiem w kolejnych listach. Niektóre symbole okazały się niezwykle kłopotliwe. Graysmith przeszukiwał książki dotyczące kodów i szyfrów i dowiedział się, że zabójca stosował niektóre znaki z XIII-wiecznego alfabetu obrazkowego zwanego "alfabetem Zodiaku". Przekonał się także, że wszystkie księgi szyfrów z okręgowych bibliotekach, włączając w to biblioteki San Francisco Presidio, Treasure Island Naval Base i Oakland Army Terminal, zostały skradzione albo zginęły.

Jeśli chodzi o Hardenów, jeden złamany szyfr wystarczył. Ich deszyfranckie dni przeminęły.

"Na pewno jednym z najbardziej kuszących aspektów sprawy są wciąż nieodczytane szyfry, które przysłał do nas Zodiak" - zauważa Graysmith. - "Nadal mam nadzieję, że ktoś, kto obejrzy film lub przeczyta książki, złamie dwa kryptogramy i mapę, która według Zodiaka ma nam podać jego nazwisko i miejsce pobytu".

Dowód rzeczowy nr 1 - 20 sierpnia 1970 r. list: nazywam się...

Elementy kamuflażu

Uznano, że odręcznie wykonany napis i niekompletny krwawy odcisk palca z miejsca śmiertelnego zastrzelenia taksówkarza z San Francisco Paula Stine'a w dniu 11 października 1969 r. były kluczem do ustalenia tożsamości Zodiaka. Takie wówczas panowało przekonanie wśród ekspertów medycyny sądowej.

Jednak dopiero dziesiątki lat później inny ekspert spojrzał na odręczne pismo Zodiaka i znalazł kamuflaż, który mógł ujawnić jego tożsamość - napisany zupełnie wyraźnie.

Gerald McMenamin, znany na świecie ekspert z dziedziny lingwistyki sądowej, profesor lingwistyki na Uniwersytecie Stanowym we Fresno i autor książki "Forensic Linguistics: Advance on Forensic Stylistics", został zatrudniony przez Finchera i Fischera do przeanalizowania listów Zodiaka i zobaczenia, co da się z nich wyciągnąć.

"Nie zwracałem zbyt wiele uwagi na szyfry, ponieważ to sztuczny język" - mówi McMenamin. - "To w naturalnym języku przejawiają się nieświadome myśli człowieka. Tam właśnie można dostrzec wzór i na to właśnie patrzyłem - jak dzieli słowa, sylaby i morfemy". Morfem to najmniejsza jednostka posiadająca znaczenie w gramatyce języka. Niesie ze sobą interpretację semantyczną.

W przeciwieństwie do badaczy dokumentów, którzy koncentrowali się na tworzeniu listów, odręcznym piśmie, papierze i tuszu z długopisu, McMenamin skupił się na języku Zodiaka i sposobie formułowania przez niego zdań, szczególnie na strukturze słów i pisowni.

Różnica pomiędzy obecnymi czasami a latami 70. polega na tym, że "eksperci badający dokumenty i grafolodzy są w gorszym położeniu, ponieważ wszystko odbywa się za pomocą komputera. Nie widuje się już byt wielu próbek prawdziwego odręcznego pisma. Nadal jednak mamy język. Będąc lingwistą sądowym, patrzy się na dwie rzeczy - na kamuflaż i sposób podziału słów przez autora tekstu" - mówi. - "David Fincher chciał, abym wykonał pracę, jaką zwykle wykonuję dla sądu".

McMenamin dostał pochodzącą z 20 września 1972 r. próbkę praworęcznego pisma, którą Allen przekazał policji i został poproszony o porównanie jej z odręcznie pisanymi listami Zodiaka. Był to jedyny znany fragment tekstu pisanego prawą ręką przez Allena, który choć naturalnie był leworęczny, przejawiał pewne zdolności praworęczne.

"Dowody, które przebadałem były związane z kwestią kamuflażu" - mówi. - "Czy Zodiak próbował ukryć swój styl pisania? Tak. Allen był oburęczny, ale jego prawa ręka była słabsza. Normalnie do pisania i wykonywania innych czynności używał lewej ręki. W piśmie Zodiaka zauważyłem podział słów na sylaby i morfemy. Z kolei u Allena do dyspozycji był tylko jeden przykład pisma praworęcznego. Znalazłem 5 wersów i 3 podziały w tym tekście, które były porównywalne do Zodiaka". Ale to nie wystarczyło. "Jakie jest moje osobiste zdanie? W tych 5 wersach jest taki sam sposób podziału słów czy segmentacji słów" - mówi.

"Istotnie uważam, że Allen napisał listy Zodiaka, ale czym innym jest uważać, a czym innym udowodnić to w sądzie. Odpowiedź musi być oczywista. Muszę spełnić wymagania moich kolegów po fachu i sprawić, że dowód będzie miał charakter naukowy, ale aby to zrobić, muszę ustalić wzorzec". Ustalenie wzorca oznacza więcej przykładów wspólnych cech. A to oznaczało uzyskanie większej liczby próbek od Allena.

Ponownie dowody przeciwko głównemu podejrzanemu okazały się przekonujące.

Ponownie jednak okazały się niewystarczające.

Ulice San Francisco

Skrzyżowanie ulic Washington i Cherry.

Co roku o godzinie 9.59 11 października Dave Toschi jeździ na znajdujące się w dzielnicy Presidio Heights skrzyżowanie w San Francisco, parkuje samochód, patrzy i czeka. To rytuał, który odprawia od 36 lat.

"Postawiłem sobie z cel przejeżdżanie przez to skrzyżowanie cały czas, szczególnie w każdą rocznicę. Wielokrotnie przyjeżdżam tu i zatrzymuję się, myśląc o odciskach i krwi. Zatrzymuję się w nadziei, że może ktoś inny też zaparkuje, może pojawi się zabójca. Zawsze próbowałem dociec, gdzie popełniliśmy błąd. Nigdy nie przestałem o tym myśleć".

Rozwiązanie zagadki morderstwa taksówkarza Paula Lee Stine'a miało być najważniejszą sprawą w jego karierze - sprawą, która rozpoczęła się od rutynowego śledztwa w sprawie zabójstwa, a z powodu listu zamieniła się w część zagadki dotyczącej masowego mordercy, która miała wynieść młodego inspektora wydziału zabójstw policji San Francisco do rangi szefa policji. O tym marzył w 1969 roku. Zamiast tego sława doprowadziła go do hańby. Nie tak to miało być.

Toschi, obecnie starszawy prywatny detektyw w firmie North Star Security, jest jednym z niedocenionych bohaterów sprawy Zodiaka. Wydrwiony przez zabójcę, gdy był młodym detektywem, żyje dawnymi urazami i brakiem spełnienia.

"Czułem się zawstydzony, gdy zadzwonił Robert i powiedział, że David, Jamie i Brad chcą się ze mną spotkać. Pierwsze, co powiedział David to: "Nie chcę nakręcić kolejnego Brudnego Harry'ego (filmu, który był luźno oparty na sprawie Zodiaka). Nie byłem pewien, czy będę pamiętał, ale kiedy się z nimi spotkałem, przypomniałem sobie całkiem sporo. David i Brad zadawali mi wiele pytań, a ja pamiętam, że gdy skończyli myślałem: "Hej, Toschi, ty im się chyba wydajesz wiarygodny". Nie wiem, jak ten film zostanie odebrany, ale kiedy wychodziłem z hotelu Clift po spotkaniu tego pierwszego dnia, zdałem sobie sprawę, że tak wiele dowiedziałem się od nich".

Wiarygodność to bolesny paradoks w życiu Toschiego. Detektyw, który wierzył, że zna autora listów Zodiaka, został oskarżony przez felietonistę San Francisco Chronicle o napisanie jednego z tych listów w kwietniu 1978 r. w celu odgrzania sprawy, którą zawieszono w 1974 r. - sprawy, która przyniosła mu rozgłos. Przeszedł przez hańbiące dochodzenie wydziału spraw wewnętrznych. Choć został uniewinniony z zarzutu podrobienia listu, uznanego przez niektórych za kawał, postępowanie to stało się narzędziem politycznym służącym do wyrzucenia go z wydziału zabójstw. Toschi wypadł z łask, został zdegradowany, a po latach bardzo się pochorował. W 1981 r. zemdlał w domu. Myślał, że ma grypę. Rozmiary sprawy, z którą się zmagał z lepszym i gorszym skutkiem przez 19 lat, w końcu zebrały swoje żniwo. Pękł mu wrzód. Opieka szpitalna kosztowała go 70 000 dolarów. Do dziś co sześć miesięcy chodzi na kontrolę do internisty.

To ten sam detektyw, który kiedyś stanowił wzorzec wykorzystywany przez Hollywood w rolach bohaterskich policjantów - w rolach, po których odtwórcy zyskiwali status gwiazdorów. "Dave Toschi był bardzo znany" - mówi Fischer. - "Był pierwowzorem dla roli Steve'a McQueena w filmie Bullitt, Clinta Eastwooda w Brudnym Harrym i Michaela Douglasa w Ulicach San Francisco (długiego i popularnego serialu telewizyjnego z lat 70.)". Medavoy dodaje: "Dzięki niemu powstały legendy".

"Chyba podobała im się moja kabura" - dowcipnie kwituje Toschi. - "Zawsze tak nosiłem pistolet. Moja kabura jest specjalnie wykonana - pistolet wchodzi do niej odwrotnie. Kazałem ją sobie zrobić, żebym mógł szybciej wyciągać broń i żeby nigdy nie było jej widać, gdy rozchylałem sportową kurtkę. Noszę w niej także kajdanki i zapas nabojów. W ten sposób jest łatwiej". Choć darzył sympatią Douglasa, McQueena i Eastwooda, a nawet był na premierze Brudnego Harry'ego, wciąż jest zagorzałym fanem innego legendarnego detektywa - inspektora Scotland Yardu, Sherlocka Holmesa. Do dziś nosi spinkę z napisem 221B, czyli adresem najsłynniejszego detektywa przy Baker Street w Londynie.

"Graysmith i jego syn są zafascynowani Jamesem Bondem i bohaterskimi komiksowymi policjantami, takimi jak Dick Tracy. Są też pasjonatami łamania szyfrów i rozwiązywania zagadek" - mówi w zamyśleniu Fischer. - "Gdy Toschi przyszedł do gazety, był traktowany prawie jak gwiazdor Hollywood, który był w pewnym sensie idolem Roberta, traktowany jak ktoś, kto wyszedł z telewizora albo z komiksu do rzeczywistego świata".

Jak na ironię, Graysmith poznał Toschiego na premierze Brudnego Harry'ego wiele lat po zabójstwie Paula Lee Stine'a tej feralnej nocy w 1969 r.; lata po tym, jak Avery odszedł z gazety, a drogi Toschiego i jego długoletniego partnera Billa Armstronga rozeszły się, a Armstrong na dobre opuścił wydział zabójstw.

W tamtych czasach jednak morderstwo Stine'a z początku wyglądało jak rutynowe zabójstwo na tle rabunkowym. Morderca zabrał portfel i kluczyki taksówkarza. Troje nastolatków przyglądało się przebiegowi zbrodni z okien domu na rogu ulic Washington i Cherry. Na podstawie ich naocznych zeznań sporządzono portret pamięciowy białego mężczyzny w wieku 35-39 lat, ubranego w ciemną wiatrówkę, a brzuszkiem i włosami ostrzyżonymi na jeża. Jednak przez policyjne radio nadano komunikat do dwóch policjantów, którzy jako pierwsi przybyli na miejsce zdarzenia, Dona Fouke'ego i Erica Zelmsa, by poszukali w okolicy czarnoskórego podejrzanego. Dwie przecznice od miejsca zbrodni natrafili na mężczyznę idącego chodnikiem. Wciąż są wątpliwości, czy policjanci zatrzymali się i porozmawiali z nim, choć Fouke zaprzecza do dziś, by spotkanie trwało więcej niż jedną, dwie sekundy i by padły jakiekolwiek słowa.

Gdy Fouke i Zelms dotarli do końca przecznicy, na rogu Jackson i Cherry, zostali zatrzymani przez Armonda Pelisettiego, oficera patrolującego, zmierzającego w stronę, którą wskazali jako kierunek ucieczki młodzi świadkowie. Powiedział im, że poszukiwany mężczyzna jest biały. Zdając sobie sprawę, że mogli właśnie go wypuścić z rąk, przyspieszyli ulicą Arguello i z powrotem w Presidio, starając się przeciąć drogę mężczyźnie. Było za późno. Zniknął.

Trzy dni później do Chronicle przyszedł list z napisem "proszę pilnie przekazać redaktorowi". Adres nadawcy stanowił z grubsza nabazgrany symbol krzyża na celowniku broni, a w środku był list i skrawek zakrwawionej szaro-białej tkaniny. Był to fragment koszuli Stine'a.

Dowód rzeczowy nr 2 - 13 października 1969 r. list i skrawek koszuli stine'a

Potem zaczęły nadchodzić kolejne listy. 22 października ktoś zadzwonił do wydziału policji w Oakland, domagając się by szanowany prawnik Melvin Belli pojawił się w porannym programie telewizyjnym Jima Dunbara. Belli pojawił się, podobnie jak ten, który dzwonił. Ale to nie był Zodiak. Ustalono, że telefon wykonano ze szpitala stanowego z Napa - dzwoniącym okazał się być pacjent oddziału psychiatrycznego.

8 listopada 1969 r. Zodiak wysłał kartkę do Chronicle. Na okładce narysowane było cieknące wieczne pióro wiszące na nitce. Wewnątrz znajdował się szyfr złożony z 340 symboli ułożonych w 20 wierszy podpisany jego nagryzmolonym symbolem. Nigdy nie udało się go odczytać.

Dowód rzeczowy nr 3 - 8 listopada 1969 r. nieodczytany kryptogram złożony z 340 symboli

9 listopada Zodiak nadesłał kolejny list. Na 7 stronach twierdził, że oficerowie Fouke i Zelms rozmawiali z nim przez trzy minuty po tym, jak zastrzelił Stine'a, że zabił 7 osób i że zmieni sposób "gromadzenia niewolników" do swojego życia pozagrobowego.

"...Już nigdy nikomu nie powiem, kiedy dokonuję zabójstw - będą wyglądać jak zwyczajne napady, morderstwa ze złości i parę pozorowanych wypadków itd...".

Napisał, że nie zostawił odcisku palca, że wyglądał jak na portrecie pamięciowym tylko, gdy "robił swoje" oraz że zamówił pocztą elementy do budowy bomby.

"PS 2 policjantów wygłupiło się w 3 minuty po tym, jak odszedłem od taksówki. Szedłem wzgórzem do parku gdy zatrzymał się radiowóz a jeden z nich zawołał mnie i zapytał czy nie widziałem nikogo kto zachowywałby się podejszanie lub dziwnie w ciągu ostatnich 5 do 10 minut a ja powiedziałem tak był taki facet który przebiegał obok wymachując bronią i gliniarze dali gazu i pojechali za róg jak im powiedziałem a ja zniknąłem w parku oddalonym o półtorej przecznicy i tyle mnie widzieli... Co świnie nie wkurza was że ktoś wam udarł noza przez waszą gafę?"

"... Policja nigdy mnie nie złapie bo jestem dla nich za sprytny... Machina śmierci jest już gotowa".

Do dziś Dave Toschi jest przekonany, że Arthur Leigh Allen jest Zodiakiem.

"Jego brat skontaktował się ze mną i rozmawiał z kilkoma policjantami w Vallejo. Jego bratowa była przekonana, że to on. Bill i ja poszliśmy zobaczyć się z Jackiem Mulanaksem w rafinerii, w której pracował. Miał na ręce zegarek, który podarowała mu matka. Poprosiłem, by mi go pokazał. To był zegarek z zodiakiem, na którym znajdował symbol używany w listach. Miał mieszkanie w piwnicy domu swojej matki. Zodiak pisał o piwnicy, w której składał bomby. W tamtych czasach niewiele domów w okolicy miało piwnice. Tyle rzeczy wskazywało na niego: buty (żołnierskie), które zabójca miał na sobie nad jeziorem Berryessa, wiatrówki w jego szafie. Kiedy przeszukiwaliśmy jego przyczepę, poznał mnie z tamtej wizyty rafinerii. Ale nie byliśmy w stanie zebrać wystarczających dowodów, by uzyskać od prokuratora okręgowego nakazy przeszukania, których potrzebowaliśmy w odpowiednim czasie, aż do momentu przeszukania przyczepy. Musieliśmy prosić jego brata o zebranie dla nas dowodów, gdy Allen szedł do szkoły, a to nie jest najlepszy sposób. Mieliśmy związane ręce".

"W końcu - mówi Toschi - po tylu tysiącach podejrzanych i tylu osobach zaangażowanych w dochodzenie, stanęło na tym, że tylko Bill i ja pracowaliśmy nad sprawą Z. Tak ją nazywaliśmy. A potem zabójca się ukrył".

Patrząc z perspektywy czasu, Toschi mówi, że "Z" była pierwszym wielookręgowym dochodzeniem policji w Kalifornii. Przed tą sprawą z zasady nie podejmowano zorganizowanych wysiłków międzywydziałowych i "myślę, że Bill i ja mogliśmy nastąpić paru osobom na odcisk, bo byliśmy bardzo uparci. Jednak ten zabójca został Zodiakiem. A my tylko chcieliśmy rozwiązać sprawę i iść dalej".

Fincher uznał Toschiego za "hojnego człowieka" pod względem udzielania informacji i pomagania innym.

Fischer zastanawia się: "Jak czuli się Dave Toschi i Bill Armstrong, gdy po raz pierwszy spojrzeli w oczy Arthurowi Leigh Allenowi? Dlaczego nie uznali za konieczne poddania Dona Cheneya (byłego współlokatora i informatora Arthura Leigh Allena) badaniu na poligrafie? Praca policji, jak obaj nam powiedzieli, opiera się w dużej mierze na instynkcie, na przeczuciu, że jest się z kimś w pomieszczeniu. Ale w rzeczywistości chodzi o coś znacznie prostszego - czy są dowody. Czy może być taka sprawa, która przejdzie przez wielką ławę przysięgłych, a prokurator okręgowy będzie ją mógł potem wygrać przed sądem? Tak wyglądają realia pracy policyjnej, które rzadko widujemy w filmach. Przestępca nie zawsze bywa złapany. Brudny Harry nie będzie zawsze na miejscu, by samozwańczo wymierzyć sprawiedliwość w mieście, które traktuje go z uznaniem. Istnieje granica pomiędzy faktami a instynktem, pomiędzy tym, co wiesz w duchu, a czego możesz dowieść, pomiędzy sprawiedliwością i tym, czy można zamknąć sprawę, gdy tej sprawiedliwości nie ma... na tym polega sprawa Zodiaka. Co znaczy prawda o tej sprawie dla ludzi, którym zmieniła ona życie, dla kogoś, kto był w stanie się od niej odciąć i dla innych, którym wciąż nie daje spać tajemnica, kiedy wiedzą, że może ona nigdy nie zostać rozwikłana?"

W 1992 r. władze analizowały nowe dowody, które udało się zdobyć przeciwko Allenowi, w tym bomby znalezione pod jego domem przy Fresno Street, wskazanie go przez Mike'a Mageau i badanie poligrafem Dona Cheneya - człowieka, który jako pierwszy wskazał Allena - badnie, które wykazało, że Don mówi prawdę. Dowody te stanowiłyby podstawę do podjęcia decyzji przez prokuratora okręgu Solano o tym, czy występować przeciwko Allenowi i aresztować go za zabójstwa przypisywane Zodiakowi w mieście Vallejo i hrabstwie Solan. 28 sierpnia 1992, zanim można było podjąć tę decyzję, Arthur Leigh Allen zmarł na zawał w swoim domu przy Fresno Street.

Tymczasem sprawa "Z" jest nadal otwarta, a zabójca według wszelkich ustaleń znajduje się wciąż na wolności.

Obawa przed niezdecydowaniem

Jak na film, który nigdy nie miał mieć autorskiej muzyki, to właśnie ona miała szalenie ważne znaczenie dla opowieści o Zodiaku.

Miały to być utwory z epoki - 40 wskazówek, które towarzyszyłyby historii Zodiaka obejmującej prawie czterdzieści lat. Czasami miały służyć jako przerywniki w kontinuum opowieści, gdy zabójca się ukrył.

Ale to nie wystarczyło.

Obsesyjna natura, która przytłacza każdy aspekt narracji w Zodiaku, przeniknęła też do wyboru utworów - potrzeba było czegoś innego.

"Dopiero gdy przeszliśmy do aktu drugiego i trzeciego, zdaliśmy sobie sprawę, że musimy ukazać emocjonalną stronę filmu w innym świetle" - wyjaśnia dźwiękowiec Ren Klyce. - "Najpierw było 10 minut, potem 20, a budżet mieliśmy jedynie na 40 praw autorskich, a nie na muzykę" - na utwory od lat 60. do końca 80. Przekonał się dopiero, gdy złożył tymczasową ścieżkę, wykorzystując utwory z Rozmowy Franica Forda Coppoli i Wszystkich ludzi prezydenta Alana Pakuli. Chciał zatrudnić Davida Shire'a, kompozytora obu ścieżek filmowych. "To film o utracie życia w tajemnicy, której nie da się rozwiązać, a jednocześnie historia z gazety" - dodaje Klyce. - "Choć wytwórnia była informowana, że potrzeba jest nam muzyka, musiałem to robić nieco poza zasięgiem radaru". Klyce i Fincher przyjaźnią się od 18. roku życia, a ten pierwszy komponował, montował albo udźwiękawiał każdy z filmów Finchera, ale w budżecie Zodiaka po prostu nie przewidziano pieniędzy na muzykę. "Wiedziałem, że podkładam głowę pod topór".

Fincher wiedział, że 70-letni Shire to utalentowany kompozytor. Zaufał przekonaniu Klyce'a. Jednak "początkowo nie byłem pewien, czy chcę muzykę i wiedziałem, że nie chcę pieśni pogrzebowej; nie miałem zamiaru naśladować niczego, co zostało już wcześniej zrobione" - mówi Fincher.

Przez cały czas pracy nad Zodiakiem Fincher konsekwentnie starał się odróżnić od nominowanego do Oscara filmu Pakuli z 1976 r. "Pamiętam, że David od początku powtarzał: "Nie chcę robić kolejnego filmu o seryjnym mordercy. Chcę nakręcić ostatni film o seryjnym mordercy". A z drugiej strony mówił: 'to nie jest prawdziwy film o seryjnym mordercy - to tak naprawdę historia z gazety'" - mówi Fischer. - "Wzorował się na Wszystkich ludziach prezydenta, który także był opowieścią opartą na faktach, o prawdziwych wydarzeniach i prawdziwych ludziach". Fincher zauważa szybko: "Film Wszyscy ludzie prezydenta pokazuje znacznie bardziej wzniosły warsztat dziennikarski. A tu mamy opowieść o reporterze zdeterminowanym, by złapać historię za wszelką cenę, o kimś dla kogo dziennikarstwo śledcze było nowością. Wszystko przez jego obsesję na punkcie poznania prawdy".

Shire skomponował 27 minut muzyki, która pobrzmiewa w filmie. Większość z niej opiera się na rosnącym ciśnieniu i dysonansie pomiędzy policją a prasą - ukrytej nucie, którą - jak mówi Fincher - "trzeba było grać ostrożnie".

"Pierwszy akord, jaki słyszycie, to nuta niezdefiniowana" - mówi Shire. - "Jest 12 znaków zodiaku i jest możliwość wykorzystania muzyki atonalnej i tonalnej. Zastosowaliśmy 12 tonów, nigdy ich nie powtarzając, ale manipulując nimi. Staraliśmy się znaleźć wzorce, dzięki którym moglibyśmy grać na samym klimacie historii, wzorce seryjnego mordercy".

Shire starał się napisać subtelną, ale trzymającą w napięciu muzykę "która prowadziłaby film, ale nie w sposób nachalny. Chcieli, by muzyka dodawała obrazowi innego wymiaru. Zadaniem muzyki nie jest zobrazowanie sceny, ale zagłębienie się w dusze i umysły bohaterów. Myślałem o tym, by instrumenty w pewnym sensie reprezentowały postacie. Trąbka była Toschim, fortepian solowy był Graysmithem, a dysonansowe pociągnięcia strun były seryjnym mordercą Zodiakiem".

Shire zaczerpnął inspirację z arcydzieła amerykańskiego kompozytora Charlesa Ivesa z 1906 r. zatytułowanego "The Unanswered Question". Wielowątkowy utwór wymaga napisania partytury dla kwartetu smyczkowego, sekcji dętej i trąbki solowej, przy czym każda warstwa ma własne tempo i tonację. Ives nazwał to "krajobrazem kosmicznym", w którym instrumenty strunowe odzwierciedlają "cisze druidów, którzy nic nie wiedzą, nie widzą i nie słyszą". Trąbka zadaje "odwieczne pytanie o istnienie" sześć razy, a za każdym razem sekcja dęta poszukuje "niewidzialnej odpowiedzi", ale w końcu sfrustrowana porzuca starania. Kompozytor Leonard Bernstein opisał wysiłki sekcji dętej jako ilustrację naszych ludzkich wysiłków, kiedy stajemy się coraz bardziej niecierpliwi i pełni desperacji w dążeniu do odpowiedzenia na to, na co nie ma odpowiedzi, aż w końcu wszystkie wysiłki tracą sens. Na koniec jedynie "cisze" znają odpowiedź.

"Cały ten film to wielkie pytanie bez odpowiedzi" - mówi Shire. - "Nawet na koniec nie ma stuprocentowej odpowiedzi; nawet po ponad 20 latach pytanie jest otwarte. Jest w nim obawa przed niezdecydowaniem".

Poczucie niepewności i napięcie zostały nasilone przez dodanie ulubionego stylu Klyce'a - musique concrete. To francuskie pojęcie wymyślone przez Pierre'a Schaeffera w 1939 r. opisuje muzykę elektroniczną złożoną z dźwięków instrumentalnych i naturalnych, które zostały zmienione i zdeformowane w procesie nagrywania. Później pod wpływem tego stylu komponowali tacy współcześni muzycy, jak Frank Zappa, Beatlesi w swojej piosence "Revolution 9" czy Pink Floyd w utworze "Bike" z płyty "The Dark Side of the Moon".

"Bardzo podobała mi się stylistyka tych kompozytorów z lat 20., 30. i 40., którzy w pewnym sensie na nowo zdefiniowali dźwięk" - mówi Klyce. - "To tak jakby posiekać fragmenty nagranej muzyki, wyrzucić je w powietrze, a potem skleić je ze sobą, takie analogowe nagrywanie i sklejanie".

Shire kierował się tą właśnie wskazówką od Klyce'a. "Musique concrete naprawdę składa się z tekstur rzeczywistych dźwięków świata, które wpisuje się w swoistą podstawę teksturową biegącą w tle sceny. Starałem się więc wymyślić muzykę, która odpowiadałaby temu zamysłowi".

W końcu muzykę, którą słyszymy w filmie, wykonała 54-osobowa sekcja smyczkowa Orkiestry San Francisco. Całość nagrano w studio Skywalker Sound.

"Najważniejszym uczuciem w tym filmie jest obsesja. Mam nadzieję, że moja muzyką ją uchwyciła" - powiedział Shire. Bez wątpienia uchwyciła ona jego obsesję.

Naginanie paradygmatu

"Jedną z najwspanialszych rzeczy we współpracy z tak kreatywnymi reżyserami jak David jest możliwość nauczenia się wielu rzeczy. Można zobaczyć, co planują, czego próbują. Zawsze robią coś pomysłowego, coś, na czym można się uczyć" - mówi Messer. - "Nikt nie zamierzał przeciwstawiać się Davidowi. Wszyscy chcieliśmy zrozumieć, jak to działa".

"To", czyli kamera Thomson Viper Filmstream, kamera wideo typu high-definition, ale której Zodiak jest fabularnym debiutem. Wcześniej była używana w reklamach i pomniejszych filmach, głównie zagranicznych. Krótko mówiąc, chodzi o nieskompresowany obraz wideo, który bardziej efektywnie wykorzystuje otaczające światło.

"Wybrałem Vipera, ponieważ chciałem sprawdzić, czy prawdą były informacje o jej możliwościach" - mówi Fincher. - "Wcześniej kręciłem za jej pomocą filmy reklamowe, ale nigdy fabularne. Czułem, że przyszedł czas ją wypróbować. Lubię proces pracy z obrazem cyfrowym i nie lubię czekać do następnego dnia, by przekonać się, co nakręciłem".

Inżynier nadzorujący, Wayne R. Tidwell, który wcześniej pracował jako asystent Finchera przy filmach Gra, Podziemny krąg i Azyl, jest jedynym członkiem ekipy Zodiaka, który miał już wcześniej do czynienia z systemem Viper. Tidwell pełnił u Finchera rolę technika ds. rejestrowania danych przy pięciu filmach reklamowych, które Fincher nakręcił dla firm Nike, Hewlett Packard, Heineken i Lexus - wszystkie były niewielkimi projektami i wszystkie pozwoliły mu zaznajomić się ze sprzętem, wyeliminować usterki i zachować to, co dobre.

"David Fincher nigdy nie ma wątpliwości" - mówi Tidwell. - "Wie, czego chce. Zamiast przez cały dzień przeglądać materiał nakręcony poprzedniego dnia, od razu przeglądamy obraz w kamerze przy pełnej rozdzielczości. Obraz jest negatywowy, a nie uzyskany za pomocą technologii regeneracji. To ostateczny materiał filmowy - cyfrowy obraz oświetlenia, cieni, wszystko to widać na planie. Nie ma korekcji barw. Nieobrobione dane poddaje się postprodukcji". Zadaniem Tidwella jako technika ds. rejestrowania danych było rejestrowanie danych za pomocą cyfrowej nagrywarki przenośnej wyprodukowanej przez S.Two Corp, a następnie przenoszenie ich na dysk twardy.

Fincher zna popularny pogląd, że taśma zapewnia lepszą jakość obrazu.

"Ale nie wydaje mi się, by był jakikolwiek problem z gorszą jakością w przypadku obrazu cyfrowego, jak twierdzi wielu ludzi. Nie wydaje mi się, by widzowie byli w stanie odróżnić obraz uwieczniony na taśmie od cyfrowego" - mówi Fincher. - "Co nie oznacza, że nigdy nie będę stosował taśmy. Czasami tak się robi. Nie wydaje mi się, bym z kamerą Viper miał jechać w Himalaje, na pustynię albo do dżungli - w jakiekolwiek miejsce o skrajnych temperaturach. Ten sprzęt jest dość nowy i choć nie oznacza to, że musi być używany w sterylnych warunkach, to nie ma wątpliwości, że taśma filmowa wytrzyma pracę w znacznie gorszych warunkach". I dodaje: "Myślę, że oszczędności będą większe w przyszłości, gdy uda się udoskonalić ten proces".

Tidwell mówi, że już są. "Obawialiśmy się o niezawodność sprzętu. Okazuje się, że mieliśmy znacznie mniej awarii niż na normalnym planie filmowym. W sumie mieliśmy może z godzinę do półtorej przestoju z powodu usterek" - wspomina. - "Przy taśmie zdarza się, że kamera się zatnie, a czasem, kiedy kręci się w negatywie, można znaleźć włosy w zastawce albo zarysowanie na taśmie negatywowej. Tutaj nie ma zastawki ani taśmy, które można by uszkodzić, ponieważ dane obrazu są przesyłane bezpośrednio na twardy dysk".

Przez trzy lata, gdy Fincher i Tidwell pracowali na kamerach Viper nad reklamówkami, Fincher wymyślił kolejny sposób na oszczędności dla filmowców. To oszczędzająca czas funkcja zwana automatycznym klapsem. "Pierwsze pięć kadrów każdego ujęcia ma normalny, wizualny klaps - patyk, którym uderza się na (początku) każdej sceny. Proces ten zajmuje czas, parę ładnych sekund, które się nakładają. Przy automatycznym klapsie kamera go zaznacza i rusza. Powiedzmy, że klaps zajmuje 10 sekund - pomnóżcie to przez 250 do 500 ujęć dziennie, które udało nam się wyeliminować. Czas to pieniądz. Taki był zamysł Davida, jego wizja, która przyszła mu do głowy rok temu przy okazji kręcenia reklamówek. Tu też się sprawdziła".

Ale jego pomysłowość nie skończyła się na tym. Fincher dokonał przełomu w procesie montażu, stosując Final Cut Pro.

"Proces montażu za pomocą Final Cut Pro to pomysł wykorzystania gotowej technologii na Maca" - mówi Fincher. Generalnie, "Naprawdę wkurzałem się na firmę AVID, ponieważ nie reagowała na potrzeby filmowców. Wydawało się, że im nie zależy. Podchodzili do tego nonszalancko. Z kolei firma Apple weszła w tę branżę i stworzyła naprawdę wspaniały system, który świetnie się sprawdza. Jest prosty, bezpośredni i zapewnia oszczędności".

Z punktu widzenia montażysty Angusa Walla, "ta technologia pozwala na prawie całkowitą samodzielność montażysty, co jest wspaniałe i znacznie bardziej wydajne. Jest prostsza, ponieważ jest się codziennie zaangażowanym w produkcję. I nie ma żadnych odpadów chemicznych jak przy taśmie filmowej, a to ważne. Wielu młodych filmowców interesowało się naszym sposobem wykorzystania tego sprzętu. Jedna kobieta z amerykańskiego Samoa, która kręciła film dokumentalny, chciała dowiedzieć się wszystkiego o wykorzystanym sprzęcie i procesie pracy z nim".

Dokładnie sprzęt wykorzystany do nakręcenia Zodiaka obejmował: wyjście z kamery na taśmę, 2 kamery Thomson Viper Filmstream, każda kamera nagrywa na dwie cyfrowe nagrywarki - przenośne S Two D.Mag, 2 x Back Focuser, 2 x 6-calowe monitory pokładowe Astro HD oraz 8 x akumulatory litowe 29 V 18 A. Podstawowe akcesoria: przypinane matte boxy/follow focus/małe/standardowe statywy/wysokie/niskie płyty; 2 x głowice O'Connor Ultimate 2575 Fluid Head oraz 1 x głowica Lambda. Podstawowy pakiet filtrów: NDs/Polas/optyczne FLA/Tiff Diffusion/Dioptor. Wszystkie obiektywy cyfrowe są firmy Zeiss: 5 mm t 1,9; 7 mm t 1,6; 10 mm t 1,6; 14 mm t 1,6; 20 mm t, 1,6; 28 mm t 1,6; 40 mm t 1/6; 70 mm t 1,6 close focus oraz 2 x Zeiss 6-24 mm zoom t1,9.

Operator Harris Savides, ASC, wyjaśnia szczegóły techniczne działania sprzętu:

"Viper to kamera wideo typu high-definition (HD), która rejestruje nieprzetworzone dane - czyli kamera przekazuje dane obrazu z mikroprocesorów bez zmian. Mikroprocesory HD generują ogromną ilość danych. Początkowo - kontynuuje - kamery HD nagrywały obraz na taśmę - nośnik, który nie jest w stanie obsłużyć wysokiej szybkości danych HD. Producenci kamer postanowili więc wyeliminować tę wadę poprzez kompresowanie danych i zmniejszenie szybkości danych do takiej wartości, z którą poradzi sobie taśma filmowa. Kiedy dane są kompresowane, w trakcie procesu kompresji należy podjąć decyzje o balansie barw, kontraście, jasności itp. Po zadecydowaniu i skompresowaniu wyników wszelkie kolejne modyfikacje obniżają jakość obrazu. W rezultacie filmowcy musieli dawać sobie radę z tym, co zostało nagrane na taśmę. Viper to radykalne odejście od tego paradygmatu. Zamiast zmuszać do podejmowania decyzji o obróbce obrazu i kompresowaniu danych, Viper jedynie rejestruje dane i przekazuje je w niezmodyfikowanej, nieprzetworzonej formie. Nie mając wbudowanego urządzenia nagrywającego, Viper jest zależny od zewnętrznej nagrywarki. Filmowcy mogą nagrywać na taśmę, np. w systemie taśmowym Sony HDCAM. W takim przypadku podejmowane są decyzje o obrazie, a dane zostają skompresowane. Jednak dzięki dostępności cyfrowych nagrywarek przenośnych S Two i nagrywarek danych Thomson Venom, filmowcy mogą rejestrować nieprzetworzone dane. Urządzenia te to wysoko wydajne, szybkie nagrywarki, które bez problemu obsługują nieskompresowane dane HD. W rezultacie filmowcy mogą modyfikować dane dowolnie, nie pogarszając jakości obrazu. Ponadto mają dostęp do pełnego zestawu kontrolerów obrazu zawartych w narzędziach postprodukcyjnych i nie muszą czuć się ograniczeni kontrolerami obrazu wbudowanymi w kamerach".

Savides wcześniej pracował z Fincherem przy filmach Siedem i Gra. Podobnie jak reżyser, mówi: "Lubię balansować na granicy". Rzeczywiście. Savides nakręcił napisy do filmu Finchera Siedem - napisy, które do granic naciągnęły paradygmat i wpłynęły na wygląd napisów filmowych w kolejnych latach.

"Gdyby tylko ludzie wiedzieli" - żartuje Savides. - "To była świetna zabawa. Po prostu wygłupialiśmy się z kamerą. Trwało to ze dwa dni. Po prostu obijaliśmy się z tymi potłuczonymi lustrami. Kręciłem kiedyś materiał z potłuczonymi lustrami i pomyślałem, czemu nie! Wygłupialiśmy się. Była taka sekwencja, w której zaczęliśmy robić zbliżenia sznurka bardzo mocno zawiązanego wokół palca jednego faceta, chcąc ukazać go w sposób przerażający i intensywny. Zacząłem się tak śmiać, że kamera zaczęła się chwiać i po prostu tak to zostawiliśmy! W ten sposób wymyśliliśmy ten efekt nieregularnego ruchu obrazu! To zabawne, że się potem przyjął".

Kiedy wiec Fincher poruszył z Savidesem kwestie wypróbowania kamer Viper, Savides był zachwycony. "Sprawa z Viperem wygląda tak, że plan oświetlany jest bez mierników" - wyjaśnia Savides. - "Przy oświetleniu liczy się rozmieszczenie światła i cienia. Przy taśmie są pewne tolerancje, a ja wiem, dokąd to zmierza. Ciekawe jest to, że mimo wszystko nie wiem, jak pod pewnymi względami zareaguje taśma. W Viperze świetne jest to, że w ogóle nie ma problemu z kompresją. A jedyną wadą - zauważa - jest kręcenie przy intensywnym oświetleniu, gdy zdjęcia są robione pod słońce lub światło w oknach - kamera nie radzi sobie z problemem światła odbitego tak dobrze, jak taśma. To jeden z nieodłącznych problemów kamery cyfrowej".

Savides pracuje nad dwoma kolejnymi filmami, które kręci na taśmie filmowej. "Porównywanie doświadczenia związanego z kręceniem za pomocą Vipera ze zdjęciami na taśmie jest pozbawione sensu" - mówi. - "Dla mnie to było nowe wyzwanie. Musieliśmy pracować z surowymi obrazami".

I to właśnie, zdaniem Walla, było zaletą. "Ten cały proces jest jeszcze w powijakach i myślę, że za kilka lat przyjrzymy się mu i będziemy zaskoczeni, jak daleko udało nam się dotrzeć. Myślę, że właśnie tak będą kręcone filmy w przyszłości".

Zdjęcia do Zodiaka

"Stary pokój redakcji informacyjnej miał długość przecznicy. Wszystko było prawdziwe - mocowania lamp, stare maszyny do pisania, sztukaterie, stół redakcyjny w kształcie litery "U". Wszystko działało - stare telefony, wodotryski z wodą pitną, windy i stanowiska pocztowe. W szufladach biurek znajdowały się nawet notatniki firmowe Chronicle i ołówki firmy Eagle. Ale kto by poznał po tylu latach, gdyby szczegóły się nie zgadzały? David Fincher na pewno".

- Robert Graysmith.

 Wyglądem filmu Zodiak kierował tylko jeden nakaz - powściągliwość.

Choć jest to film w epoki, a właściwie z kilku epok, to "nie chciałem robić pastiszu czy pokazywać kiczu początku lat 70. Żaden Starsky i Hutch, żadnych urządzeń w kolorze złota i awokado ani hołdu dla Petera Maksa" - mówi Fincher. - "Chciałem jednak zachować autentyczność, a to oznaczało otoczenie, o którym opowiadało starsze rodzeństwo, świat, który pokazywałby czasy naszych rodziców i domy, w których się wychowali. Wszyscy mamy rzeczy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Można to zobaczyć w kawalerskim mieszkanku Roberta. Myślę, że można było pokazać więcej Volkswagenów garbusów, ale i tak to, co pokazaliśmy stanowi niezłe odzwierciedlenie epoki. Nie jest doskonałe technicznie. Istnieją pewne wady, ale niektóre z nich są zamierzone. Na pewno zauważycie je po muzyce".

Fischer powiedział, że przez pięć tygodni zdjęcia były kręcone w okolicy Zatoki, a przez resztę czasu w Los Angeles. Chwali producentkę Ceán Chaffin za bezproblemowy przebieg zdjęć. "Ceán udało się pokierować niesamowicie skomplikowaną produkcją trwająca ponad 100 dni realizowaną z rejonie Zatoki i w Los Angeles, i przy tym zmieścić się w budżecie. Jest jedną z najlepszych producentek w branży" - mówi Fischer. - "Umie spełnić oczekiwania reżysera, mieszcząc się przy tym w ograniczeniach finansowych filmu i będąc szanowaną i podziwianą przez ekipę".

W Los Angeles redakcję San Francisco Chronicle zbudowano w starym urzędzie pocztowym w Terminal Annex Building znajdującym się w śródmieściu. Budynek przy Spring Street zagrał sąd i posterunek policji San Francisco. Ponieważ klub golfowy Blue Rock Springs dziś wygląda zupełnie inaczej niż w 1969 roku, posłużono się innymi lokalizacjami poza Los Angeles. Również Vallejo przeszło poważne zmiany, więc niektóre sceny zostały nakręcone w Downey. W rejonie Zatoki ekipa kręciła zdjęcia przez pięć tygodni.

Kierownik produkcji Donald Graham Burt powiedział, że jedną z najbardziej kosztownych lokalizacji było jezioro Berryessa, gdzie zaatakowani zostali Shepherd i Hartnell. "Gdy tam dojechaliśmy, okazało się, że jest tam niewielki cypel, przypominający mały półwysep, który sterczy z wody. Nie było już dębów, za którymi zniknął zabójca. Musieliśmy przenieść helikopterem dwa wielkie dęby. Wydrążyliśmy dziury w ziemi i zwieźliśmy wodę, żeby drzewa nie powysychały. Ustawiliśmy je na 3, 4 dni przed zdjęciami, wiedząc, że mamy na wszystko ledwie kilka dni" - mówi Burt. - "Naprawdę zrekonstruowaliśmy je na podstawie zdjęć miejsca zbrodni zrobionych za dnia".

Fischer mówi, że drzewa miały ogromne znaczenie dla opowieści, "ponieważ Zodiak skrył się za dębami, a Cecilia go tam widziała. To był jakiś chroniony gatunek dębów kalifornijskich! Sporo nas kosztował ten rekwizyt".

Jeśli chodzi o garderobę, Graysmith przekazał projektantowi kostiumów Caseyowi Stormowi zdjęcia z lat 60. i 70. "prawdopodobnie zrobione przez fotografa prasowego. Ponieważ wiele osób pokazanych w filmie nadal żyje, bardzo ważne było uspokojenie ich co do sposobu przedstawienia ich postaci w filmie. Tak naprawdę nigdy nie pracowałem przy filmie, w którym występowałoby tyle autentycznych postaci. Generalnie chcieliśmy zachować rzeczywisty wygląd ludzi, ponieważ film opowiada głównie o reporterach i policjantach, którzy na ogół nie należą do największych modnisiów".

Storm mówi, że skorzystał ze zdjęć policyjnych, na których sfotografowano odzież zamordowanych ofiar. "Dokładnie skopiowaliśmy strój Darlene Ferrin - błękitny kombinezon bez rękawów. Zeskanowaliśmy obraz i od zera stworzyliśmy tkaninę" - mówi Storm. - "Jest w tym coś makabrycznego, ale mamy do czynienia z prawdziwą historią, więc dla Finchera ważne było zwracanie szczególnej uwagi na fakty i osoby zaangażowane w wydarzenia". Jedna z ofiar, które przeżyły atak, Bryan Hartnell gra w filmie niewielką rolę gościnną. "Gra detektywa w sądzie i ma na sobie szare spodnie oraz tweedowy płaszcz".

Savides mówi, że paleta barw i wygląd filmu ukazuje "intensywny realizm, ale nie w ostry sposób. Nie lubię mówić za dużo o wyglądzie, ponieważ kiedy pracuję nad filmem, lubię pozwalać ludziom interpretować obraz na swój sposób. Jednak ta opowieść narzuca pewien styl. Jak to jednak bywa, nieco zatarł się on, gdy rozpoczęliśmy pracę. Dla mnie był to naturalizm (fotografów) Williama Egglestona, Todda Hido i Stevena Shore'a".

"Cokolwiek by nie mówić, David nakręcił film, jaki sobie wymarzył. To jego wizja" - mówi Medavoy. Mimo że film trwa 2 godziny i 34 minuty, "dla mnie opowieść ta jest tak absorbująca, że nie zauważam upływu czasu, ponieważ oglądam te nieustanne zmagania bohaterów i identyfikuję się z nimi. Długość filmu była dla mnie zawsze funkcją proporcjonalną do zainteresowania. Jeżeli film cię interesuje, to nie zauważasz jego długości".

Produkcja rozpoczęła się 12 września 2005 r. i zakończyła w lutym 2006. "David jest mistrzem narracji i technologii oraz ma wielkie zdolności przywódcze, więc cała produkcja funkcjonowała jak dobrze naoliwiona maszyna" - mówi producent wykonawczy Louis Phillips.

Robert Graysmith pisze właśnie książkę o tej dobrze naoliwionej maszynie:

"Nagrałem ich w miejscach zbrodni, które odwiedzali z prawdziwymi detektywami, robiłem zdjęcia jednorazowymi aparatami i korzystałem z możliwości rozmowy ze wspaniałym reżyserem, który nie jest znany z udzielania wywiadów. Obserwowałem ich, jak odkrywali nowe, zaskakujące fakty. Byli nieugięci. Moja książka jest jeszcze w przygotowaniu. Kończy się tam, gdzie zwykle zaczynają się książki o filmach, czyli w miejscu, gdy Zodiak dostał zielone światło. Jej tytuł brzmi Shooting Zodiac".


blog comments powered by Disqus