Relacja z Black Bear Filmfest 2013

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Magda Kącka
17 grudnia 2013

 W czwartek zakończyła się pierwsza edycja festiwalu Black Bear Filmfest - Bój się dobrze. 7 dni, 22 pełnometrażowe filmy, 23 krótkie formy. Jak wrażenia?

Filmowo

Dobór filmów był – moim zdaniem – świetny. Od otwierającego Filmfest W imię syna – belgijskiego dramatu (i komedii zarazem) z bezbłędną rolą Astrid Whettnall (z którą z resztą zorganizowano spotkanie, podobnie jak z reżyserem Vincentem Lannoo), poprzez Młodego detektywa Dee – zachwycający wizualnie chiński film akcji z typowym dla tego kina natłokiem efektów specjalnych, czy psychologiczny dramat Tom z Xavierem Dolanem w roli głównej i jako reżyserem (znamy go z filmu Zabiłem moją matkę), aż po typowe slashery, jak Łowca zombie z Dannym Trejo w jednej z ról głównych.

Oczywiście to nie wszystko. Niemal każdy film zasługuje tu na uwagę. Delikatny, wręcz poetycki obraz irlandzkiego reżysera Brendana Muldowneya Miłość na wieczność, który z resztą zdobył nagrodę publiczności to – co ciekawe – adaptacja książki japońskiego pisarza Keia Oshi. Podobnie jak japońska proza, ten film porusza trudny, a nawet szokujący temat z ogromną dozą wrażliwości, która sprawia, że widz nie widzi nic zdrożnego w zachowaniu głównego bohatera – młodego mężczyzny, poszukującego miłości na granicy nekrofilii.

Apostoł, którego krótką recenzję możecie przeczytać na Gildii, to animowany (!) horror, który ogląda się z zachwytem i miejscami strachem. Klimatyczny, groteskowy, momentami gotycki, przekona do animacji nawet widzów, którzy dotąd rezerwowali ją dla swoich pociech.

Fascynujący, jeśli chodzi o niezwykły pomysł, byli Filozofowie, historia o zajęciach z filozofii i etyki które zamieniają się w lekcję przetrwania w postapokaliptycznym świecie i moralną przypowieść. Bo co byś zrobił gdybyś musiał wybrać 10 z 21 osób, które mają przetrwać wybuch bomby atomowej? Jaką podjąłbyś decyzję? Co ciekawe, obsada składała się w większości z młodych, nieznanych aktorów (poza Bonnie Wright, grającą w Harrym Potterze), a jednak postaci zostały wykreowane – moim zdaniem – świetnie.

Film zamykający BBF - Jesteśmy czym jesteśmy - to naprawdę dobry thriller, idealny do zakończenia festiwalu filmów grozy. Każdemu, kto lubi klimat tajemnicy i dreszcz strachu, polecam goraco.

Strzałem w dziesiątkę był też seans Upadku domu Usherów - czarno-biały, niemy film z lat 20., do którego muzykę skomponował DJ Set. Mimo że nie przyciągnął tłumów (jak wcześniej puszczony Tom), był świetną odskocznią i oddechem świeżości.

Pozostałe filmy także były dobre lub lepsze. Pod tym względem Black Bear spełnia wszelkie oczekiwania. Co ciekawe, poza nocnymi seansami większość prezentowanych obrazów trudno nazwać horrorami - dobrze więc, że na materiałach BBF znalazł się dopisek

Idealnie krótka forma

Oddzielny fragment relacji należy poświęcić krótkim formom. Na festiwalu były trzy 90-minutowe bloki filmowych nowel trwających od kilku do kilkunastu minut. Jeden z bloków – Krótkie szorty, grany we wtorek, piątego dnia festiwalu – zawierał tylko polskie produkcje. Podobnie jak w przypadku pełnometrażowych filmów, tutaj także dobór wydaje się naprawdę przemyślany i po prostu robi wrażenie. Całe spektrum gatunków – od animacji wszelkiego rodzaju, po proste produkcje kręcone w jednym pomieszczeniu – daje widzowi szansę na zapoznanie się z wieloma niezbyt go wcześniej interesującymi rodzajami kina.

Tym, co najbardziej robiło wrażenie, była świadomość, że w kilkunastu minutach można zawrzeć nie tylko humoreskę rodem z YouTube, ale pełen emocji i wyrazu obraz filmowy (imponujący Le Lac Noir), pełnokrwistą czarną komedię (Cukier) czy dramat (otwierający festiwal przed W imię syna krótki metraż Śmierć cienia). Wiele z tych filmów było – nie bójmy się tego słowa – zachwycających. Pamiętajmy jednak, że pisze to osoba, która krótkie formy i animację stawia ponad standardowym pełnym metrażem.

Technicznie

Organizatorzy Black Bear Filmfest - Paperboat Films, czyli dwóch pasjonatów filmu: Artur Brzozowski i Tom Lukaszewicz - mieli nieco pecha. Piątek, czyli noc otwarcia BBF, przyniósł najpierw wichurę, potem śnieżycę. Z tego powodu, mimo przesunięcia pierwszego seansu, część widzów, nawet ci z wykupionymi biletami, nie dotarła na W imię syna. Jednak wśród tych, którzy mieli szczęście zobaczyć film, a potem odwiedzić imprezę w Cafe Kulturalna na pewno nie byli rozczarowani.

Każdy seans rozpoczynał się krótką animacją z dość przerażającymi misiami, która wprowadzała widzów w nastrój grozy i niepokoju. Była czarno-biała i w przyjemny sposób dziwna, świetnie firmowała Black Bear Filmfest.

W trakcie festiwalu pojawiły się niewielkie problemy techniczne. Sala - kameralna, jedna ze średnich w Kinotece - miała niewielki ekran, napisy wyświetlano więc na podczepionym niżej białym materiale. Pomysł się sprawdzał, jakkolwiek sprawiało to wrażenie spontanicznej prowizorki. Mi to odpowiadało, czy innym - nie wiem.

Organizatorom należy się pochwała za piekną reakcję na problemy techniczne. Podczas seansu Młodego detektywa Dee były duże problemy z napisami - opóźniały się dość znacznie w stosunku do filmu. Mimo restartu filmu nie udało się tego poprawić. Dlatego każdy widz z biletem na ten film dostał możliwość wstępu za darmo na inny dowolny seans festiwalu. Bardzo miły gest i szybka reakcja - ogromna pochwała.

Całość była prowadzona ciekawie i dobrze. Organizatorzy zadbali zarówno o szybką reakcję na wszelkie problemy, róznorodność filmów, ale też o zapewnienie uczestnikom innej rozrywki - poza imprezą w Cafe Kulturalna były spotkania z aktorami i reżyserami, czy takie drobnostki jak możliwość zrobienia zdjęcia polaroidem na tle festiwalowej ścianki.

Tym, co niepokoi, było nikłe zainteresowanie widzów. Na zalewdie kilku filmach była pełna sala. Na większości seansów osób widzów było niewielu - być może jest to kwestią braku odpowiedniej reklamy. A szkoda, ponieważ filmowo było to naprawdę genialne wydarzenie. Za rok, miejmy nadzieję, ściągnie więcej osób. Być może pomogłoby w tym wprowadzenie biletu na kilka filmów lub karnetu na cały festiwal - tegoroczna edycja niestety nie dawała takiej możliwości. Dostępne były tylko pojedyncze bilety na konkretne seanse.

Podsumowując: za rok na pewno pójdę ponownie na Black Bear Filmfest i przyprowadzę więcej znajomych. Jeśli poziom utrzyma się taki, jak w tym roku, będą to naprawdę dobrze spędzone godziny.




blog comments powered by Disqus