XXXI Festiwal Polskich Filmów Fabularnych - dzień drugi

Autor: Wojciech Szot
13 września 2006

Dzień drugi - Chęciński wyciągnął asa z rękawa, czy ktoś przebije?

Za nami drugi dzień 31 FPFF w Gdyni, był to dzień kolejnych debiutów, potwierdzający, że poziom filmów prezentowanych w konkursie głównym jest bardzo różnorodny.

Xawery ŻuławskiPierwszym wyświetlanym filmem był Chaos Xawerego Żuławskiego, który nie zachwycił publiczności. Film, jak sam tytuł mówi jest chaotyczny, brak w nim przyciągającej widza fabuły, a mądry i wartościowy przekaz rozmywa się w zbyt nachalnie przedłużanych scenach. Na konferencji reżyser przyznał, że znane nazwisko nie pomaga robić w Polsce filmów, choć jeśli ktoś może sobie pozwolić na takie dłużyzny, to jednak musi mieć na to zarówno pieniądze jak i odwagę.

Niespodziewanym sukcesem okazał się Przebacz w reżyserii Marka Stacharskiego. Na pozór kolejna historia o blokowiskach i „trudnej młodzieży”, jednak celem reżysera nie było stworzenie banalnego moralitetu (patrz film Andrzeja Seweryna), udało się zrobić dzieło wielowymiarowe, głębokie a jednocześnie bardzo proste, niewyszukane formalnie. Główny bohater dokonuje gwałtu na młodej dziewczynie, nie mogąc poradzić sobie z ciężarem tego czynu chce jej zadośćuczynić, jednocześnie próbuje wyrwać się ze swojego środowiska. Świetne kreacje aktorskie – Aleksandra Nieśpielak (Marta) w roli zgwałconej kobiety jest olśniewająca, gra z wyczuciem i temperamentem nawet najtrudniejsze sceny. Partnerujący jej Bartosz Turzyński (Stan) spisał się również na medal, choć jego podobieństwo do Macieja Stuhra jest uderzające. Matkę Stana gra Gabriela Kownacka, która występując tylko w kilku epizodach mogłaby być nauczycielką aktorstwa dla wielu młodych ludzi, którzy grywają w pokazywanych w Gdyni filmach. Doskonały scenariusz, ciekawa historia i tylko jeden minus – bardzo słaba jakość techniczna obrazu. Brak funduszy zabił efekt końcowy– obraz jest monochromatyczny, nieostry, co niestety utrudnia odbiór. Poza tym – rewelacja festiwalu.

Marek Stacharski, Aleksandra Nieśpielak

Aleksandra Nieśpielak i Bartosz Turzyński

Aleksandra Nieśpielak

Aleksandra Nieśpielak i Bartosz Turzyński

Sylwester ChęcińskiStarzy mistrzowie kina maja w Gdyni również swoje pięć minut. Świetnie wykorzystał je Sylwester Chęciński filmem Przybyli ułani. Sam mówi o tym obrazie, jako quasi-kontynuacji Samych swoich. Przybyli ułani to komedia, której nie brakuje wielu wątków historycznych, opowiadających o wojnie polsko-bolszewickiej bez ciężaru historycznego, bez balastu, który obserwujemy w dziełach innych twórców. A wszystko dzieje się w popegieerowskim Osieku, gdzie z okazji odsłonięcia tablicy upamiętniającej zwycięstwo na bolszewikami cała wieś przygotowuje się do wielkiej uroczystości. Szczególnie zaangażowani są w nią Marian (Zbigniew Zamachowski) i jego żona Jadźka (Kinga Preis), którzy za wszelką cenę chcą, by wstęgę przeciął ojciec Jadźki, podobno weteran tamtych walk. Przykład tego, jak można zrobić film o elementach historycznych a zarazem współczesny, komedie mądrą i wzruszającą. Przybyli ułani to tragikomedia, farsa, rewelacyjnie wyreżyserowana, z plejadą gwiazd polskiego kina. Nawet najtrudniejsze problemy są w niej powodem do mądrego śmiechu. Do tej pory z pewnością najlepszy film festiwalu.

Piotr Uklański zacięcie broni swojego filmuChęciński rozpalił oczekiwania publiczności festiwalowe. Niestety kolejny film – Summer Love Piotra Uklańskiego to porażka na całym froncie. Western z Valem Kilmerem w roli trupa, parodia spaghetti-westernów z zapożyczeniami z filmów i literatury lat 70-tych i 80-tych. Pomysł owszem i ciekawy, ale nie za pomysły dostaje się nagrody. Film jest nudny, ciągnie się w nieskończoność, co szczególnie dała do zrozumienia publiczność wychodząc lub głośno komentując obraz w czasie projekcji. Summer Love to film w języku angielskim, chyba na nieszczęście reżysera. Polscy aktorzy mówią po angielsku w sposób tragiczny, a ich gra jest po prostu fatalna. Bogusław Linda może i gra postać, która ma w jakiś sposób sparodiować topos szeryfa na Dzikim Zachodzie, ale oglądamy pokrwawionego potworka, który ciągle pije wódkę i majaczy niewiadomo za bardzo o czym. Fabuła w Summer Love nie ma najmniejszego sensu i nadal nie wiem, czy jest to surrealizm, abstrakcja czy po prostu dno. Jedyny dobry punkt filmu – Katarzyna Figura w roli barmanki-prostytutki. W zasadzie zagrała monodram - przerażający i wstrząsający. Udało się Figurze w tak słabym filmie stworzyć postać pełnowymiarową i tragiczną, a to chyba potrafią tylko najlepsi. Niestety – co było widać na konferencji prasowej – Piotr Uklański bardzo źle znosi krytykę, więc lepiej żeby w Gdyni zbyt często się nie pokazywał.

Robert KrzempekNa koniec dnia – Czeka na nas świat Roberta Krzempka, który możemy oglądać już w kinach. Chwilami zabawna, chwilami przerażająca, lekko surrealistyczna historia chłopaka, który do trzydziestego roku życia utrzymuje się z pensji matki i musi nagle znaleźć pracę. Historia o odnajdywaniu się młodych ludzi w nowej rzeczywistości, o transformacji ustrojowej, a jednocześnie obraz współczesnej Polski w bardzo krzywym zwierciadle. W rolę 30 letniego nieudacznika wcielił się Sebastian Pawlak. Na jego bohaterze skupia się uwaga widza przez cały film, gra przekonywująco, stworzył postać, której ufamy, że jest taka, jaką chcą nam w filmie pokazać – idiotyczna, słaba, nabywająca dopiero życiowej mądrości. Polecam szczególnie rodzicom, którzy już mają dość „inwestowania” w pociechy. Jasny punkt drugiego dnia festiwalu. 

Do rozstrzygnięć jeszcze daleko – jutro ważne filmy jak Jasminum Jana Jakuba Kolskiego i Plac Zbawiciela Katarzyny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Powoli jednak widać, że hasło 31 festiwalu - „festiwal debiutów” wcale nie oznacza, że jest to festiwal dobrych filmów.

Zdjęcia:

1. Xawery Żuławski
2,3,4,5.  Marek Stacharski, Aleksandra Nieśpielak i Bartosz Turzyński
6. Sylwester Chęciński
7. Piotr Uklański zacięcie broni swojego filmu
8. Robert Krzempek

Foto: autor



blog comments powered by Disqus