Gdynia "mocna filmowo"

Autor: Rafał Pawłowski
16 września 2008

Za nami pierwszy dzień najważniejszej imprezy polskiego kina. Dzień, który ujawnił bezdyskusyjnego faworyta tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych. Jest nim obraz Małgorzaty Szumowskiej 33 sceny z życia - zrealizowane w międzynarodowej obsadzie i koprodukcji studium rozpadu świata młodej kobiety, która zmierzyć się musi ze śmiertelną chorobą swojej matki. Chorobą, która wywołuje efekt domina - burząc rodzinne relacje, dekonstruując życie prywatne i zawodowe oraz obnażając kruchość świata budowanego z wartości intelektualnych i materialnych. Film Szumowskiej w narracji bliski dramatom Franocis Ozona, a także ekshibicjonistycznym obrazom spod znaku Dogmy jak Festen Thomasa Vinterberga (jednym z producentów 33 scen jest zresztą duńska Zentropa Larsa von Triera) to produkcja na europejskim poziomie będąca aktorskim popisem Julii Jentsch. Jedynym "zgrzytem" realizacyjnym jest tu fatalnie podłożony przez Dominikę Ostałowską dubbing głównej bohaterki.

Nagrodzony wcześniej Srebrnym Lampartem w Locarno obraz Szumowskiej zepchnął w cień, prezentowaną na gali otwarcia festiwalu, Rysę Michała Rosy. Subtelny dramat twórcy Ciszy to także porcja solidnego aktorskiego warsztatu w wykonaniu Jadwigi Jankowskiej-Cieślak oraz parnterującego jej Krzysztofa Stroińskiego.

Kolejną z konkursowych produkcji wartą odnotowania po pierwszym dniu festiwalu są Lekcje Pana Kuki Dariusza Gajewskiego. Nagrodzony Złotymi Lwami za Warszawę reżyser powraca na ekrany adaptacją prozy Radka Knappa. Nieco niespójny fabularnie w początkowej części opowieści film imponuje przede wszystkim warstwą realizacyjną. Przemyślane ujęcia i kadry każą widzieć w nim kandydata do nagród technicznych. O inne będzie raczej trudno.

Pusty jak blondynka

Gdyby przyznawano nagrodę za najgłupszy film festiwalu zdobyłby ją z pewnością Krzysztof Zanussi. Jego "film z Dodą" - Serce na dłoni - to dowód na to, iż słynnego reżysera zawodzi zawodowa intuicja i powinien raczej skupić się na produkcji. W ten sposób jego nazwiskiem podpisany jest bowiem obiecujący obraz Kasi Adamik Boisko bezdomnych - znakomicie zrealizowana komercyjna, w dobrym tego słowa znaczeniu, opowieść o grupie życiowych wykolejeńców, którzy organizują się w piłkarską drużynę, by zagrać na mistrzostwach świata bezdomnych. Grający rolę trenera Marcin Dorociński to, jak na razie, faworyt do nagrody za najlepszą rolę męską.

Za nami także pokazy fabularnego debiutu Jacka Bławuta Jeszcze nie wieczór oraz ostatniej produkcji Witolda Leszczyńskiego Stary człowiek i pies. Niestety oba filmy trudno zaliczyć do udanych, choć nie sposób odmówić im twórczych ambicji. Atutem Bławuta, który pokazuje pensjonariuszy konstancińskiego Domu Aktora, jest dokumentalna warstwa filmu. Niestety rys fabularny, z "zacną" kreacją Jana Nowickiego, się nie broni. Między bohaterami zwyczajnie brak chemii, która generować powinna ekranowe emocje. Z kolei u Leszczyńskiego, który odważył się zmierzyć na ekranie z własnym uzależnieniem od alkoholu, dramat niestety zamienia się w źle zagraną, telenowelową farsę. Na plus filmu warto zapisać portret polskiego środowiska filmowego, które skreśliło lekką ręką jednego z najbardziej docenionych na świecie polskich reżyserów filmowych, a teraz z ochotą podpisuje się pod pośmiertnym dziełem twórcy Żywotu Mateusza.

Porażka Kuczoka i Piekorz

Po nagrodzie Nike za powieść Gnój Wojciech Kuczok był na ustach wszystkich, a zrealizowana przez Piekorz ekranizacja reprezentowała Polskę w oscarowym wyścigu. Niestety drugi film tej pary, w którym zresztą także pojawia się Michał Żebrowski, to największe rozczarowanie tegorocznej imprezy. W Senności słabe jest wszystko: od scenariusza i dialogów począwszy, a na aktorstwie i reżyserii skończywszy. Obraz ten przegrywa konfrontację nawet z takimi dziełami jak Ranczo Wilkowyje czy Lejdis, o których można by dyskutować czy powinny znaleźć się w Konkursie Głównym, ale przynajmniej do niczego nie aspirują.

Legnica wierzy łzom

Dużym zaskoczeniem in plus okazał się natomiast pokaz Małej Moskwy Waldemara Krzystka - rozgrywającego się w 1968 roku klasycznego melodramatu, który opowiada o uczuciu, jakie wybucha pomiędzy żoną stacjonującego w Legnicy pilota rosyjskich wojsk, a polskim oficerem. Ta tragiczna historia, której tłem jest przepięknie zaśpiewana po rosyjsku piosenka Ewy Demarczyk Grande Valse Brillante, zainspirowana została prawdziwymi wydarzeniami. Siłą tego filmu jest uniwersalizm ekranowej historii oraz znakomite aktorstwo. O roli Swietłany Hodczenkowej mówi się w kategorii możliwej nagrody.

Dziś wieczorem 33. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych przejdzie do historii. Swoją nagrodę przyznali już dziennikarze. Jej laureatem jest film Małgorzaty Szumowskiej 33 sceny z życia. Pytanie, czy Jury Konkursu Głównego będzie równie odważne.



blog comments powered by Disqus