Kino nad granicą - refleksje po festiwalu


Cieszyński Festiwal Kino na granicy wkroczył w tym roku w drugą dekadę istnienia. Nie zrobił tego z hukiem - jak podkreślają sami organizatorzy, ich celem nie jest "pompowanie" imprezy do nie wiadomo jakich rozmiarów i ściganie się z czerwonymi dywanami Cannes - lecz z gracją i konsekwencją, która towarzyszy mu od początku. 11 edycja czesko-polskich spotkań filmowych zbiegła się w czasie z wyróżnieniem jej twórców przez Polski Instytut Sztuki Filmowej nominacją do nagrody w kategorii "najważniejsze wydarzenie filmowe 2008 roku".

Przez 10 lat istnienia festiwalu rzeczywistość, w której powstaje Kino na granicy zmieniła się diametralnie. Zniknęły graniczne szlabany i kontrole na Olzie, cieszyński Most Przyjaźni pozbył się obskurnego zadaszenia chroniącego niegdyś celników i kierowców przed skwarem i deszczem, odświeżeniu uległa kultowa czeska Restauracja u Huberta, a obie części miasta dzięki unijnym funduszom nabierają coraz większego blasku. Niezmienne pozostały za to kinowe sale Piasta i Centrala, pamiętający czasy cesarza Franciszka Józefa Teatr im. A. Mickiewicza, a przede wszystkim publiczność przyjeżdżająca licznie do Cieszyna - spragniona filmów, czeskiego piwa i niezobowiązującego wypoczynku w gronie podobnych sobie miłośników filmowej strawy.

Próbujący odpowiadać na ich potrzeby festiwal łączy w sobie rokrocznie pokazy najnowszych produkcji polskich i czeskich (co oczywiste), a dodatkowo okrasza je także obrazami ze Słowacji i Węgier stając się de facto filmową reprezentacją krajów Funduszu Wyszehradzkiego. Perełkami imprezy nie są jednak nowości (choć Cieszyn to jedyne miejsce na mapie Polski, gdzie można zapoznać się ze spectrum najnowszych produkcji naszych południowych sąsiadów) lecz różnego rodzaju retrospektywy i przeglądy dzieł wyszperanych niejednokrotnie w zapomnianych działach filmowych archiwów.

Tegoroczny festiwal upłynął pod znakiem fantastyki. W programie znalazł się obszerny blok filmów powiązanych z twórczością Stanisława Lema (szkoda, że zabrakło w nim węgierskiej produkcji Zoltana Verebesa 1 na bazie słynnej Biblioteki XXI wieku), zestaw środkowoeuropejskich s-f rodem z PRLu i Czechosłowacji, a także blok poświęcony filmowym portretom Elżbiety Batory - węgierskiej arystokratki, pani zamku w Czachticach, która wg legendy, aby zachować młodość, kąpała się w krwi dziewic, praktykowała czarną magię i kanibalizm. Z jej rąk zginęło prawdopodobnie kilkadziesiąt - a według niektórych doniesień kilkaset - osób...

Odkryciem dla wielu z widzów okazały się retrospektywy, których bohaterami byli Evald Schorm oraz Pavel Barabas. Pierwszy z nich to jeden z luminarzy czechosłowackiej nowej fali - w 1971 roku "spacyfikowany" przez cenzurę i dopiero dziś odrywany na nowo w Czechach, i poza ich granicami. Barabas zaś to najbardziej niestrudzony z podróżników-dokumentalistów świata. Człowiek, który nie wyłącza kamery nawet na kilkudziesięciostopniowym mrozie i przedziera się z nią przez najbardziej niedostępne rejony wszystkich kontynentów. Jego pokonywanie granic uznać można za ideę przyświecającą także twórcom cieszyńskiego festiwalu, którzy premierowo w tym roku połączyli brzegi granicznej Olzy filmowym mostem. Siedząca po czeskiej stronie rzeki publiczność mogła oglądać filmy na ekranie umieszczonym po polskiej części miasta. W ten sposób Kino na granicy nie tylko wyszło w plener, ale także, zadając symbolicznie pytanie o to, co jest kinem, obnażyło absurdalność obostrzeń producentów i dystrybutorów narzucających miejsce (kraj) emisji, "kupczących" możliwością zagranicznej premiery itp.

"Budowanie mostów" od zawsze było jedną z zalet sztuki, która potrafiła wznieść się ponad partykularne interesy. Z misji tej od lat cieszyński festiwal wywiązuje się znakomicie. Kilkadziesiąt lat temu Śląsk Cieszyński był przedmiotem polsko-czeskich sporów politycznych. Dziś, także dzięki Kinu na granicy, to przykład europejskiego zjednoczenia w mikroskali.

obrazek

obrazek

obrazek


obrazek

obrazek

obrazek


obrazek

obrazek

obrazek


Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus