Nasiąkanie poczuciem humoru

Autor: Rafał Pawłowski
5 maja 2011

Od momentu wejścia w życie układu z Schengen, który spowodował zniesienie granic sztucznie odgradzających Cesky Tesin od polskiego Cieszyna, wschodni brzeg Olzy w coraz szybszym tempie nasiąka czeskim dystansem do rzeczywistości i ożywczym poczuciem humoru. Leżą one także u podstaw, obchodzącego w tym roku 13. urodziny festiwalu Kino na granicy. Korzenie imprezy sięgają jednak głębiej. Jego twórcy wywodzą się bowiem z pięknej tradycji Solidarności polsko-czesko-słowackiej i dysydenckich spotkań na karkonoskiej Śnieżce, a sama impreza to spełnienie ich marzeń o wolności pozwalającej swobodnie się spotykać i przy piwie / boroviczce / śliwowicy dyskutować o życiu / literaturze / kinie.

Miarą wspomnianego dystansu są, proponowane od kilku lat, gatunkowe monografie pokazujące jak kino za żelazną kurtyną „oswajało” imperialistyczną rozrywkę przenosząc ją w realia socjalizmu. W tym roku głównym wehikułem czasu był western, a może raczej eastern z kultowymi Lemoniadowym Joe Oldricha Lipskiego oraz Prawem i pięścią Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego na czele. Jednak o jakości cieszyńskiej imprezy nie stanowią tak zacne lokomotywy lecz wyciągnięte z zapomnienia perły w stylu Damy z tramwaju Ladislava Rychmana. Feministyczny manifest sprzed 45 lat, który w musicalowej formie pokazuje zemstę zdradzonej przez męża motorniczej praskiego tramwaju postanawiającej przehulać wszystkie rodzinne oszczędności, wzbudzał na widowni salwy śmiechu (a niżej podpisanego doprowadził do spazmatycznych łez). Film nie tylko nie stracił na aktualności, ale widziany z dystansu niezwykle celnie punktuje nie tylko absurdy epoki, lecz przede wszystkim ludzką obłudę i kołtunerię.

Czesi i Słowacy to zresztą mistrzowie obserwacji ludzkich zachowań w mikroskali. Zarówno w momencie, gdy rozliczają się ze swoimi osobistymi przeżyciami, jak wracający do wielkiej formy w Przeżyć swoje życie (teoria i praktyka) słynny animator Jan Svankmajer. Lecz także w rozlicznych dokumentach, którymi nasycony był cieszyński festiwal – od poświęconego tarczy antyrakietowej filmu Czeski pokój autorstwa Filipa Remudy i Vita Klusaka (twórców słynnego Czeskiego snu) przez absurdalny lecz niezwykle celny Miejski serwis randkowy Eriki Hnikowej, aż po posługującą się dokumentalnymi elementami komedię Największy z Czechów Roberta Sedlacka. Trudno jednak spodziewać się czegoś innego po spadkobiercach jedynego kraju bloku wschodniego, którego dysydenci wśród idei założycielskich opozycji zapisali, że obowiązkowo muszą być one realizowane „z poczuciem humoru”. Stąd też nierzadko spojrzenie naszych południowych sąsiadów na polskie kino zamyka się w zdaniu "oh to polský pesimismus”. A obecni w Cieszynie polscy twórcy i widzowie wyjeżdżają stąd odrobinę odmienieni, jakby zarażeni tym czeskim bakcylem pogodnego racjonalizmu. Jego permanentna obecność można dostrzec dosłownie wszędzie – nawet w pozornie przeznaczonym wyłącznie dla młodych widzów najnowszym obrazie Jana Sveraka Kuky se vraci. Ta lalkowa opowieść o perypetiach różowego czerwonego pluszaka, który wyrusza w drogę do domu z wysypiska śmieci, obfituje w celne filozoficzne puenty zarówno na temat ludzi, jak i... wiary w boga. Przysłowiowe ostatnie słowo w kwestii dystansu i rewolucji z poczuciem humoru należy oddać jednak Vaclavowi Havlowi. Były czeski prezydent swoim debiutanckim filmem Odejścia pokazuje, że choć przez jakiś czas pracował jako polityk, to nade wszystko pozostał dramaturgiem, którego pióro nie stępiło się ani odrobinę. I choć samemu dziełu zarzucić można realizacyjną toporność wynikającą z teatralnego rodowodu Havla, to śmiem wątpić, czy kiedykolwiek dożyjemy czasów, gdy któryś z czołowych polskich polityków stworzy na emeryturze taką satyrę na siebie i swoje środowisko.

W tym roku po raz pierwszy czeskiego bakcyla można było łyknąć podczas warsztatów filmowych zorganizowanych dla studentów z Polski, Czech i Słowacji. Nad krótkimi etiudami pracowali oni pod okiem Petera Zelenki, Leszka Wosiewicza i Miloslava Luthera. A efekt ich prac można było zobaczyć podczas wieńczącego festiwal pożegnania w cieszyńskim Teatrze im. Adama Mickiewicza. Jakości warsztatowych spotkań najlepszą opinię wystawili studenci praskiej FAMU, którzy stwierdzili, że w ciągu kilku dni w Cieszynie nauczyli się dużo więcej niż w trakcie kilku miesięcy studiów. Po takiej rekomendacji aplikację na przyszłoroczną edycję warsztatów chętni powinni wysyłać już dziś ;)

Tak, jak my Polacy odkrywamy Czechy i Słowację, tak cieszyńska impreza daje okazję do zanurzenia się w polskim kinie naszym sąsiadom. W tym roku przewodnikiem po nim był Krzysztof Komeda. Przegląd filmów z jego muzyką był hołdem dla zmarłego tragicznie pianisty w 80. rocznicę jego urodzin. Obok polskich produkcji nad Olzę udało się ściągnąć kopię Dziecka Rosemary i w ten sposób komedowa „Kołysanka” zabrzmiała w zabytkowym budynku teatru. Do pełni szczęścia na festiwalowej scenie zabrakło tylko Adama Pierończyka, który nie tak dawno wydał płytę ze znakomitymi interpretacjami jego kompozycji.

Kino na granicy od trzech lat co roku nominowane jest do Nagrody PISF w kategorii najważniejszego międzynarodowego wydarzenia filmowego. Dotąd festiwal przegrał kolejno z Planete Doc Review, Camerimage i Era Nowe Horyzonty. Głęboko wierzę, że choć być może w tym roku będzie jeszcze musiał uznać wyższość najstarszego w Polsce Krakowskiego Festiwalu Filmowego, to najpóźniej w przyszłym dołączy do grona laureatów. Lecz tak naprawdę ta impreza zwycięzcą została już dawno. Na żadnej innej bowiem "nebudete citit se jako doma".



blog comments powered by Disqus