Chmielowy ekstrakt kina

Autor: Rafał Pawłowski
8 maja 2012

Zakończona właśnie w Cieszynie 14. edycja Kina na Granicy przypadła w tym roku na czas najdłużej majówki XXI wieku. I doskonale wpisała się w jej atmosferę. Przy pięknej, słonecznej pogodzie nad Olzą mieliśmy wspaniałą ucztę kina nasyconą atmosferą przyjaźni i refleksji.

W związku ze zbliżającym się Euro 2012, w którym zmierzą się ze sobą reprezentacje Polski i Czech, organizatorzy KnG, obok prezentacji najnowszych dokonań rodzimych kinematografii, postawili w tym roku na piłkę nożną. W ramach cyklu „Futbolowa gorączka” można było dowiedzieć się, że w Czechach piłkarze i kibice byli bohaterami ekranu już w latach 30. XX wieku (Chłopcy z rezerwy Svatopluka Innemana z 1931 roku i Klub Jedenastu Ladislava Broma z 1938), odkryć krótkometrażowe perełki jak Nudne popołudnie Ivana Passera czy Męskie zabawy Jana Svamkmajera, a także przypomnieć sobie najsłynniejsze „kopane” produkcje jak Piłkarski poker Janusza Zaorskiego czy Dlaczego? Karela Smyczka. Sportowe elementy obecne były oczywiście w oprawie graficznej imprezy, a licznie przybyli do Cieszyna uczestnicy paradowali w festiwalowych koszulkach z 14. na plecach. Ukoronowaniem futbolowego święta był natomiast mecz na stadionie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Cieszynie. Zmierzyły się w nim Reprezentacja Artystów Polskich i AMFORA - Reprezentacja Osobowości Czeskiej Kultury. Toczona w przyjacielskiej atmosferze rozgrywka była bardzo wyrównana. W regulaminowym czasie na tablicy wyników widniał remis 3:3. Ostatecznie po serii rzutów karnych Polacy zwyciężyli 5:3. Dochód z meczu przeznaczony został na na leczenie dzieci chorych na białaczkę na Oddziale Hematologii i Onkologii Dziecięcej Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 w Zabrzu.

Alternatywą wobec piłkarskich emocji było środkowoeuropejskie kino kryminalno-gangsterskie. Tu również nie zabrakło kultowych obrazów jak Vabank Juliusza Machulskiego, Psy Władysława Pasikowskiego czy słynnych czeskich czarnych komedii Trup w każdej szafie i Adela nie jadła jeszcze kolacji Oldricha Lipsky'ego pokazujących jak w czasach socjalizmu Czesi trawestowali zachodnie produkcje gatunkowe. W komediowy nurt wpisał się także cykl poświęcony postaci Jary Cimrmana – porównywanego z Leonardem da Vinci najsłynniejszego Czecha, jednego z najwybitniejszych umysłów jaki kiedykolwiek NIE istniał.

Poszukującym poważniejszych doznań organizatorzy zaproponowali również cykl ph. „Granice i mury świata: Romowe i biali” ukazujący problemy społeczności cygańskiej zamieszkującej Europę Środkową. Wydarzeniem tego punktu programu był, otwierający cieszyńską imprezę, najnowszy film Martina Sulika Cygan – romska wariacja na temat szekspirowskiego Makbeta.

Wśród nowości nie zabrakło także Niewinności Jana Hrebejka, Czterech słońc Bohdana Slamy oraz Aloisa Nebela Tomasa Lunaka. Te, a także inne nowe produkcje czeskiej i słowackiej kinematografii w dość poważny, jak na naszych południowych sąsiadów, sposób mierzą się ze współczesnymi cywilizacyjnymi problemami. Mówią o niepewności jutra, kryzysie instytucji rodziny, poszukiwaniu życiowych drogowskazów. Jednocześnie pokazują, że choć żyjemy w różnych krajach, więcej nas jednak łączy niż dzieli.

Jak co roku cieszyńska impreza gościła także bohaterów retrospektyw. Tym razem w Cieszynie swój dorobek zaprezentowali: twórca Czarnego czwartku Antoni Krauze oraz aktor, scenarzysta i reżyser Zdenek Sverak. Kinematografię słowacką reprezentowały natomiast filmy, zmarłego w 1993 roku, Stefana Uhra.

Kolejne dni wieńczyły, tradycyjnie już, koncerty polskich i czeskich zespołów w klubie festiwalowym. Publiczności najbardziej przypadły do gustu Julia Marcell oraz reggae'owa formacja Fast Food Orchestra, która dosłownie rozbujała mury cieszyńskiego zamku.

Kino na Granicy ma w sobie coś z obficie lejącego się w trakcie jego trwania czeskiego piwa. Wraz z coroczną zmianą zawartości ekstraktu lub, jak kto woli, numerem kolejnej edycji coraz mocniej uwodzi głębokim, wyrazistym smakiem. Warzący je doświadczeni organizatorzy-piwowarzy dbają jednocześnie o to, by przyjemności sycenia się nim nie zepsuć przesadną ilością procentów. To wszystko sprawia, że festiwal wprawia widzów w lekki, przyjemny rausz, który utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas po zakończeniu imprezy. Na zdraví!



blog comments powered by Disqus