Twardy piernik do zgryzienia

Autor: Rafał Pawłowski
18 lipca 2005

Widz przywiązuje się do miejsc. To trudna i gorzka prawda, o której przekonali się organizatorzy 11. Lata Filmowego przenosząc w tym roku swoją imprezę z nadwiślańskiego Kazimierza do Torunia. Władze Kazimierza zapowiedziały na początek sierpnia własną imprezę, wsparła ich TVP 2, a miłośnicy kina także ominęli Toruń szerokim łukiem.

A miało być tak pięknie...

...nowa, duża baza kinowa - licząca 900 miejsc aula Uniwersytetu Mikołaja Kopernika oraz dwa kina na starówce, i noclegowa - położone w centrum miasta akademiki UMK. Mnóstwo imprez towarzyszących - w tym koncerty, panele dyskusyjne, wystawy fotografii i plakatów i wiele, wiele innych atrakcji. A nade wszystko program festiwalowy, który także złapał trochę świeżego wiatru w żagle, obok znanego z naszych ekranów repertuaru i polskiego kina niezależnego, sięgając po kinematografię czeską i izraelską.
Toruń ze swoją magiczną atmosferą i mnóstwem równolegle rozgrywających się imprez (m.in. Festiwal Teatrów Ulicznych Bulwar) prezentował się z pewnością atrakcyjnie i wydawać by się mogło, że w mający markę festiwal zyska tutaj zastrzyk świeżej krwi i możliwości.

Organizatorzy znakomicie postarali się by festiwalową aurę zaszczepić w przestrzeni krzyżackiego Starego Miasta - słupy ogłoszeniowe "krzyczały" festiwalowymi plakatami Szymona Salińskiego, miejskie galerie i puby tętniły imprezami towarzyszącymi, znakomicie prezentował się, stworzony na potrzeby festiwalu, bar mleczny Miś z talerzami przykręconymi do stołu, jak w tej kultowej polskiej komedii, a Dwór Artusa...

...powinien był być oblegany przez uczestników.

Niestety...

...w niepamięć odeszły kazimierskie kolejki po bilety, w których na gorąco dyskutowano ostatnio obejrzane dzieła. Do wspomnianej już festiwalowej auli dostać się można było bez problemu, bowiem na sali zajęta była maksymalnie 1/4 miejsc. Nielepiej wyglądały inne festiwalowe kina. W bolesnej konfrontacji z rzeczywistością okazało się, że swoich fanów ma festiwalowy Kazmierz, nie zaś Lato Filmów jako takie. Długo można by dywagować co tkwi u podstaw tej porażki. Mimo swojej niewątpliwej atrakcyjności Toruń to chyba raczej nie miejsce na letni festiwal filmowy, a przynajmniej nie w zaproponowanym w tym roku rozwiązaniu - gdy z jednego kina do drugiego trzeba jechać autobusem i gubić w ten sposób resztki czasu pomiędzy seansami. Kazimierz żył festiwalem a jego uczestników było więcej niż rodzimych mieszkańców, w Toruniu nawet kilka tysięcy osób niknie w tłumie 150-tysięcznej aglomeracji. Sytuacja ta z pewnością zdeprymowała organizatorów Festiwalu, na tyle, że przydarzały im się wpadki, które przy jedenastoletniej tradycji tworzenia tego typu imprez nie powinny mieć miejsca. Wpadki takie jak brak 1/3 dialogów w czeskiej komedii obyczajowej Pupendo czy nieczynne wszystkie trzy z podanych w materiałach festiwalowych komórkowych numerów Biura 11. Lata Filmów. Kompletnie sztucznym i doczepionym na siłę wydaje się też pomysł organizacji konkursu filmów z najlepszym scenariuszem, który w żaden sposób nie przydał atrakcji toruńskiej imprezie, powiększając tylko światową listę nagród filmowych czwartej kategorii.

Kiedy 6 lat temu podziękowanowano za współpracę przy kazimierskim Festiwalu Romanowi Gutkowi, jego odejście i stworzenie, odnoszącego sukcesy, festiwalu Nowe Horyzonty mocno zachwiało pozycją Lata Filmów. Teraz, po raz kolejny, organizatorzy strzelili sobie przysłowiowego gola do własnej bramki. I nie wiadomo, czy nie jest to bynajmniej złoty strzał.

Jeśli w przyszłym roku ma odbyć się gdziekolwiek 12. Lato Filmów, to jego organizatorzy mają już dziś twardy piernik do zgryzienia.



blog comments powered by Disqus