Łagów - festiwal na półmetku

Autor: materiały prasowe
28 czerwca 2007

Lubuskie Lato Filmowe minęło półmetek. Przed uczestnikami jeszcze trzy dni, wypełnione projekcjami i spotkaniami z twórcami polskiego i europejskiego kina. Pogoda jest prawdziwie filmowa: ochłodzenie i codzienne deszcze sprzyjają spędzaniu długich godzin w sali projekcyjnej. Dzięki uprzejmości Aleksandry Różdzyńskiej z Biura Prasowego imprezy prezentujemy Państwu dotychczasowe wydarzenia w telegraficznym skrócie:

Niedziela 24 czerwca

Imprezę otworzył film Zamknięci w celuloidzie Władysława Sikory, pełnometrażowy obraz grupy kabareciarzy i prześmiewców z Zielonej Góry. Główny bohater filmu odkrywa nagle, że w jego świecie czas nie płynie zwyczajnie, ale zaskakują go nagłe przeskoki czasu, brakuje pewnych spodziewanych zdarzeń, jak. scen w filmie. Twórcy opowiadają tu trzy historie, z których każda łamie jedną z reguł kina. Bohaterowie niezależnych historii rozmawiają ze sobą, a na ekranie pojawia się co jakiś czas ekipa filmowa i postacie, które nie powinny się tam pojawić. Twórcy filmu spotkali się z publicznością w łagowskim amfiteatrze. Byli gośćmi festiwalu już drugi raz. Wcześniej przyjechali w 2000 roku, by pokazać krótkie filmy z założonej przez siebie wytwórni A'Yoy.

Otwarciu festiwalu towarzyszył koncert Free Blues Band, zespołu grającego od ponad 25 lat, łączącego elementy rythm'n'blues'a, soul, funky i jazzu. Muzycy zdobyli razem nagrody na najważniejszych imprezach muzycznych w Polsce: w Jarocinie i OMPP, festiwalu Rawa Blues, czy Fama.

Poniedziałek 25 czerwca

W poniedziałek widzowie festiwalu obejrzeli Rezerwat w reżyserii Łukasza Palkowskiego, zdobywcę pięciu nagród na skończonym właśnie festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie. Film bardzo się spodobał. Po projekcji reżyser filmu i aktor Jan Stawarz spotkali się z publicznością. Zaprezentowano też mało znane polskie filmy: Miłość w przejściu podziemnym Janusza Majewskiego i dokument Grzesiuk, chłopak z ferajny Mateusza Szlachtycza i Alexa Kłosia, biograficzna opowieść o pisarzu Stanisławie Grzesiuku, który był uosobieniem warszawskiego klimatu i folkloru.

Atrakcją poniedziałku był pokaz filmów dokumentalnych pisarza Andrzeja Barta: Cafe mocca o najsłynniejszej łódzkiej kawiarni okresu powojennego, Eva Rubinstein - opowieść o skomplikowanej relacji między sławnym ojcem, a jego dziećmi i Hiob - historia Marka Rudnickiego, ocalałego z warszawskiego getta, członka AK, po wojnie przyjaciela Camusa i Ionesco.

Przed seansami festiwalowymi prezentowany jest cykl krótkich filmów Ewy Zadrzyńskiej Poezja łączy ludzi. Mój ulubiony wiersz. Bardzo różne osoby: gimnazjalistka, dziennikarz, właściciel firmy budującej elektrownie - czytają swój ulubiony wiersz i opowiadają o sobie.

Wtorek 26 czerwca

Spotkania twórców z publicznością są wieloletnią tradycją Lubuskiego Lata Filmowego. We wtorek zastanawiano się nad kondycją kina Europy Środkowej i Środkowej. Maksim Khoussainov, producent konkursowego filmu Graffiti mówił o polepszającej się stale od trzech lat sytuacji twórców kina w Rosji. Działa tam bardzo skuteczny system pomocy państwowej, który dotuje produkcje, promocję i dystrybucję filmów. Filmy przynoszą zyski i są pokazywane na wszystkich najważniejszych zagranicznych festiwalach, zdobywając tam istotne nagrody. Prywatni producenci, których jest około dziesięciu procent, mają takie same prawa ubiegania się o dotacje, jak twórcy obrazów robionych wyłącznie za pieniądze państwowe. Coraz więcej mieszkańców Rosji ogląda krajowe filmy - frekwencja stale rośnie, szczególnie w dużych miastach.

Trochę inaczej ma się sytuacja w Polsce, gdzie filmowcy mogą liczyć na dotacje pokrywające jedynie część budżetu., najczęściej z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Jednak znalezienie brakujących pieniędzy jest możliwe. Czasem szuka się sponsorów, czasem warto zaryzykować i wyłożyć pieniądze z własnej kieszeni. Piotr Szczepański -, reżyser i Anna Machnicka - producentka opowiadali o swojej Alei Gówniarzy. Film robiony przy użyciu niewielkiego budżetu okazał się atrakcyjną propozycja dla widowni kinowej. Nawet dystrybucja, zorganizowana za prywatne pieniądze producentów, zwróciła koszty i zaczyna przynosić zyski.

Twórcy dokumentów także korzystają z dotacji i pieniędzy inwestorów. Film Kaleka_38 Adama Lenieca powstał w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy w Warszawie, co zagwarantowało mu pieniądze na istotną część produkcji i zapewnia też prezentację filmu na międzynarodowych przeglądach i festiwalach. Nasza Ulica Marcina Latałły została z kolei wyprodukowana we współpracy z prestiżową niemiecko - francuską telewizją telewizją Arte, co także jest dla twórcy przepustką do pokazywania filmu na międzynarodowych imprezach filmowych.

Prowadzący dyskusję Andrzej Kołodyński uznał, że sytuacja polskiego i europejskiego kina jest dobra. Powstają dobre i ciekawe filyu, publiczność też coraz częściej wybiera rodzime produkcje. Młodzi twórcy mają bogate plany na przyszłość. "To dzień dzisiejszy naszego kina. Kryzys minął." - podsumował Kołodyński.

Duże zainteresowanie festiwalowej publiczności wzbudził przegląd filmów Agnieszki Arnold, dokumentalistki i reporterki telewizyjnej. Pokazano najnowszą Niepodległość bez cenzury (2006) - historię ostatniego pięćdziesięciolecia opowiedzianą z perspektywy Karola Modzelewskiego, ważnej postaci opozycji w czasach PRL, Oczyszczenie (2003) o podróży kompozytora Krzesimira Dębskiego na Ukrainę, miejsca, skąd wywodzą się jego korzenie, oraz film Przebaczenie (2003), wywołujący kontrowersje film, który przytacza wypowiedzi czołowych działaczy Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Środa 27 czerwca

Najważniejszym wydarzeniem czwartego dnia festiwalu było Forum Lubuskiego Lata Filmowego. W tym roku temat brzmiał Obsesja historii. Prawda i pojednanie.

Prowadzący dyskusję Tadeusz Sobolewski określił historę jako "opowieść snutą przez kogoś", subiektywną, mającą cechy narracji, a nie odwołującą się wyłącznie do faktów. Dlatego podkreślał, że niedobrze jest, kiedy historię łączy się z polityką, bo wzmacnia to tendencją do widzenia świata w jednoznacznych, czarno-białych kolorach.

Krytyk filmowy Andrzej Werner zapytał: "Czym jest naprawdę historia? Jak bardzo jest ważna?". Otóż kluczem do przedstawiania na ekranie historii jest to, aby była ona ciekawa dla wszystkich. Jednak dążenie do uniwersalności za wszelką cenę może prowadzić do efektu przeciwnego. Opowieść może stracić zupełnie swój charakter i nie znaleźć odbiorców. Polska tendencja, aby sprowadzać przeżycia jednostki do mesjanizmu i romantycznego "poświęcenia wszystkiego dla sprawy" jest zdaniem Wernera błędem, bo odbiera ludziom władzę nad ich własnym losem, nie pozwala dokonywać wyborów i wpływać na swój los. Nasza przypadłość narodowa, czyli kolekcjonowanie i rozpamiętywanie własnych krzywd z przeszłości - widoczna także w filmach - jest jałowa. Zawsze przy ocenie dzieła, należy więc widzieć jego wartość literacką czy artystyczną, bez względu na zawarte tam uwikłania historyczne bohaterów.

Łódzki filmoznawca Konrad Klejsa podkreślał znaczenie pamięci w kontekście historycznym. Wszystkie filmy historyczne powstają właśnie z potrzeby pamięci. Projekt "Solidarność, Solidarność", czyli jeden film składający się z trzynastu nowel powiązanych z tematyką Solidarności, jest filmową potrzeba afirmacji, zrozumienia początków, tak zwanego "mitu założycielskiego".

Feliks Falk dodał, że twórcy nie mogą odwoływać się do historii w atmosferze akceptacji, bo w ten sposób nie da się stworzyć interesującego utworu. Inspiracją dla artystów są dramaty człowieka i to, jak on się odnajduje w wydarzeniach historycznych.

Czwartek 28 czerwca

Klub festiwalowy był pełny ludzi na zorganizowanym przed południem spotkaniu publiczności z twórcami filmów pokazywanych wczoraj. Prowadzący Andrzej Kołodyński zastanawiał się, czy każdy film powinien być przeznaczony w pierwszej kolejności do dystrybucji kinowej. Wiążą się z tym duże koszty, a przecież telewizja zawsze trafia do znacznie większej liczby widzów, niż dystrybucja kinowa. Festiwalowe kino, a więc nie to z głównego komercyjnego nurtu, ale przeznaczonej raczej dla widowni bardzo wymagającej, nie zawsze radzi sobie na rynku kinowym. Czasem jednak niszowe filmy, które obliczone są na niewielką, elitarną publiczność, odnoszą sukces. W tym roku było tak na przykład z obrazem Parę osób, mały czas Andrzeja Barańskiego.

Na spotkaniu obecny był reżyser wyświetlanego wczoraj austriackiego filmu Szalony świat Jakob Moritz Erwa. Jego zdaniem twórca powinien zawsze przedstawiać na ekranie opowieść z różnych punktów widzenia, bo w życiu jest zwykle tak, że każdy inaczej patrzy na dziejące się sprawy. Nie ma jednej prawdy. Dlatego w jego filmie bohaterowie pochodzący z różnych grup społecznych nie dostrzegają problemów innych. Ci, którzy są w najgorszym położeniu- niewidomy chłopak i prostytutka, wcale nie mają dobrego serca, jak to bywa w hollywoodzkich produkcjach. Są wściekli na świat za to, że jest tak niesprawiedliwy. Posuwają się do zabójstwa, by "wyrównać rachunki" z otoczeniem, które ich lekceważy. Inaczej nieco przedstawia świat Rosjanin Akim Sałbijew, twórca Jedenastu listów do Boga. U niego ludzie są dobrzy, to otoczenie polityczne powoduje w ich życiu napięcie. Internat w republice Osetii, sąsiadującej z Czeczenią, ma być zlikwidowany. Jego wychowanek pisze do Boga listy błagając, by ten uratował jego dom.

Artur Barciś, odtwórca głównej roli w filmie Andrzeja Barańskiego Braciszek - biograficznej historii brata Alojzego, franciszkańskiego mnicha, zauważył w polskim kinie powrót do tematyki religijnej. Spowodowane jest to zapewne obecną atmosferą społeczną, powrotem do tradycyjnych wartości po śmierci Jana Pawła II. - Dzięki temu takie filmy znajdują teraz w Polsce zrozumienie - powiedział aktor.

Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus