Nowe Horyzonty. Chwile, które łączą...

Autor: Rafał Pawłowski
1 sierpnia 2011

11 edycję Nowych Horyzontów śmiało nazwać można zdecydowanie inną od wszystkich poprzednich. Po raz pierwszy bowiem festiwal zdominowany został przez „złe” kino - dotąd goszczące jedynie w wieczornym paśmie Nocnego Szaleństwa. Program A.D. 2011 za sprawą trzech cykli: 'Round Midnight, Czerwone Westerny oraz Za różową kurtyną dosłownie kipiał od campowych produkcji. Nad tym wszystkim zaś unosił się duch Terry'ego Gilliama – ex-członka grupy Monty Python, który gościł we Wrocławiu ze retrospektywą będącą świadectwem jego nieograniczonej wyobraźni. Mimo siedemdziesięciu lat na karku, przez cztery dni pełen energii reżyser zapowiadał swoje filmy i z werwą odpowiadał na pytania widzów.

Można było więc zacząć dzień od śniadania z japońską erotyką, popołudniową kawę zagryźć nrdowskim westernem, zjeść obiad z poszukiwaczami Świętego Grala, zaś wieczorem wpaść na urodzinowe przyjęcie do najobrzydliwszej na świecie Divine Trash. Wybuchające co rusz na kolejnych seansach salwy śmiechu skutecznie zrównoważyły gęstniejącą z roku na rok atmosferę kina nowohoryzontowego – autorskich, często bezkompromisowych propozycji eksplorujących obrzeża języka filmowego i zakamarki ludzkiej psychiki.

Nie znaczy to bynajmniej, że miłośnicy kina sygnowanego marką Gutek Film, mogli czuć się zawiedzeni. Nie zabrakło bowiem obrazów które, jak w poprzednich latach, wywoływały gorące dyskusje. Do takich należał choćby najnowszy film Belli Tarra Koń Turyński, ostatnia produkcja, obecnego od lat w programie Nowych Horyzontów, Bruno Dumonta Poza Szatanem (francuski reżyser miał w tym roku na NH swoją retrospektywę), czy też nowe, znów bardzo osobiste i autotematyczne dzieło Jonathana CaouetteWalk Away Renee, w którym twórca Tarnation kieruje kamerę na swoją chorą matkę. Wiele kontrowersji wzbudził także bardzo osobisty dokument Kim Ki-duka Arirang, w którym koreański artysta zwrócił obiektyw ku sobie, by opowiedzieć o depresji i niemocy twórczej.

Tradycyjnie już zbiorem nazwisk doskonale znanych stałym bywalcom wrocławskiej imprezy była sekcja Panorama. W jej programie znalazł się m.in. wykpiwający w pogodny sposób absurdy wiary film Nanni Morettiego Habemus Papam – mamy papieża, będący podręcznikową wręcz lekcją, jak skonstruować dobry scenariusz filmowy, irański obraz Rozstanie Asghara Farhadiego (podczas festiwalu prowadzono akcję na rzecz uwolnienia przetrzymywanych przez służbę bezpieczeństwa w Iranie kolegów reżysera - Jafara Panahiego i Mohammada Rasoulofa więcej...), osadzone w konwencji kina noir Pewnego razu w Anatolii Nuri Bilge Ceylana czy, pokazane na zamknięcie festiwalu, najnowsze dzieło Pedro Almodovara Skóra, w której żyję. Najważniejszą jednak propozycją tegorocznych Nowych Horyzontów był oczekiwany przez wszystkich dokument Wima Wendersa Pina. Dzięki technologii stereoskopowej twórcy Lisbon Story udało się ucieleśnić na ekranie materię tańca opanowaną do perfekcji przez Tantztheater Wuppertal. To symptomatyczne, że pierwsze dwie produkcje artystyczne w 3D są dziełem Niemców. Ojczyzna ekspresjonizmu znów ma swoje filmowe pięć minut.

Organizatorzy imprezy sięgnęli zresztą w tym roku do historii niemieckiej kinematografii, stwarzając możliwość poznania postaci Wernera Nekesa – kinowego eksperymentatora zafascynowanego zjawiskami iluzji optycznej i od lat badającego tradycję praktyk konstruowania i wyświetlania obrazu. W programie znalazła się retrospektywa jego filmów, zaś gromadzoną latami kolekcję, w której znajdziemy m.in. takie urządzenia jak camera obscura czy laterna magica oglądać można w obiektach wrocławskiego BWA do 28 sierpnia. Cieniem na tej niezwykłej ekspozycji kładzie się jedynie fakt, że władze galerii nie potrafiły do końca wpasować się w ramy festiwalu uniemożliwiając oglądanie wystawy w ostatni dzień imprezy – niedzielę – kinomanom opuszczającym Europejską Stolicę Kultury 2016.

Drugim z krajów mocno obecnych na tegorocznym festiwalu była Norwegia. Miłośnicy ekranowej socjologii mogli zgłębić kino Anji Breien, zaś pozostali poznać przekrój współczesnej kinematografii Kraju Fiordów – od kina autorskiego przez produkcje mainstreamowe (bardzo przeciętny dramat Upperdog z gościnną rolą Agnieszki Grochowskiej) po odwołujące się do campowej tradycji obrazy Zombie SS, Łowca trolli czy Komandor Treholt i grupa specjalna Ninja.

Dominujący w tym roku camp zagościł zresztą na festiwalu jakby wbrew obawom części kinomanów, że po powołaniu do życia jesiennego American Film Festiwal, produkcje zza Oceanu znikną prawie całkiem z programu NH. Umieszczając w wieczornym paśmie sześć legendarnych Midnight Movies, które w latach 70. zmieniły oblicze amerykańskiej rozrywki, twórcy imprezy zafundowali horyzontowiczom swoistą podróż w czasie. Ci zaś doskonale odnaleźli się w klimacie schyłku epoki dzieci kwiatów. Seansom towarzyszył więc charakterystyczny zapach trawki i choć kinowych sal nie spowijały ogromne kłęby dymu, a publiczność nie przebrała się za bohaterów musicalu Rocky Horror Picture Show - jak podczas seansów w słynnym nowojorskim Elgin Theatre, to jednak co bardziej wtajemniczeni zdobyli się na odwagę by podczas pokazów tego filmu rzucać w kierunku ekranu rolkami papieru toaletowego.

Tę swoistą lekcję kontrkultury znakomicie dopełniły dokumenty, zarówno te bezpośrednio odnoszące się do fenomenu kina o północy (Midnight Movies. Z marginesu do głównego nurtu oraz będący portretem Johna Watersa Divine Trash), jak i te dotyczące undergroundowych korzeni amerykańskiej sztuki jak Zamknij się, człowieczku! (jedno z odkryć festiwalu!), Powstanie umarłych: Tajemnica płytek Toynbee czy !Woman Art Revolution. Zaś jedenasta odsłona Nowych Horyzontów przypominać mogła, pokazaną w kolejnym z dokumentów - Magic Trip - podróż słynnym kolorowym autobusem Prankstersów, w którym przed laty na narkotykowym haju Stany Zjednoczone przemierzał amerykański pisarz Ken Kesey. Marihuana, meskalina, lsd – filmowy trip NH 2011 dałoby się ułożyć pod każdą z wymienionych używek. Bowiem dobre kino jest jak narkotyk. A Roman Gutek to najlepszy diler na mieście.



blog comments powered by Disqus