50 twarzy trupa – relacja z festiwalu Transatlantyk

Autor: Damian "Nox" Lesicki
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
28 sierpnia 2014

Każdego roku jedną z najciekawszych części Transatlantyk Festival jest sekcja poświęcona filmom klasy B. Podczas poprzednich dwóch edycji moją sympatię zaskarbił sobie również drugi blok, zatytułowany Poza Gatunkiem. Produkcje prezentowane w ramach obu sekcji nie dostarczały może tylu artystycznych uniesień, co filmy wyświetlane w ramach Sundance na Transatlantyku, ani nie były obsypywane taką ilością nagród, co obrazy z sekcji Sezon, Panorama czy Oscary. Były to tytuły z bardziej popularnych lub wręcz masowych (pod względem produkcji) rejonów kinematograficznej mapy świata. Niemniej jednak twórcy festiwalu dbali o to, by wybrane przez nich pozycje były niebanalne, ciekawe i dalekie od sztampy. Słowem: żeby wyróżniały się wśród standardowych produkcji swoich gatunków.

Tym bardziej więc budzi moje zdziwienie fakt, że w kolejnych relacjach z tegorocznej edycji Transatlantyku tak rzadko pojawiają się wzmianki o sekcji Kino klasy B i inne szaleństwa. W związku z tym, w mojej relacji skupię się wyłącznie na tej części programu festiwalu, która przez innych dziennikarzy potraktowana została po macoszemu. W końcu nie samym artyzmem Transatlantyk stoi.

Transatlantyk Festival 2014 został skrócony, względem lat poprzednich, o jeden dzień. Niewykluczone, że między innymi z tego powodu organizatorzy zdecydowali się na scalenie dwóch kapitalnych sekcji w jedną. Niczym Victor Frankenstein, wybrawszy odpowiednio pasujące do siebie elementy połączyli Kino klasy B – Ekstaza i mdłości oraz Poza Gatunkiem, tworząc nową sekcję – Kino klasy B i inne szaleństwa.

Porównanie do szalonego naukowca ożywiającego pozszywane zwłoki nie pojawia się tutaj przypadkowo, ponieważ tematem przewodnim nowo utworzonego bloku stały się właśnie żywe trupy. W sytuacji, w której znaleźli się organizatorzy, motyw zombie pozwolił na kompromisowe rozwiązanie problemu. Nie musieli rezygnować całkowicie z żadnej z sekcji ani drastycznie zmieniać jej charakteru, ponieważ produkcje o zombie wyświetlane na Transatlantyku 2014 idealnie realizowały założenia zarówno Ekstazy i mdłości,  jak i Poza Gatunkiem. Jedynie nazwa nowej sekcji nie została wybrana do końca trafnie, ponieważ podczas projekcji niektórych, bardziej poważnie opracowujących temat filmów odnosiło się wrażenie, że część widowni przychodziła na seans w ramach Kina klasy B bez zaznajomienia się z opisem danego tytułu, za to z założeniem, że z pewnością będzie groteskowo, śmiesznie i kiczowato. Nie da się ukryć, że nowa nazwa sekcji bardziej nawiązuje do kina drugiej kategorii, niż do ambitnego przekraczania gatunkowych ograniczeń, co może potencjalnych widzów wprowadzać w błąd.

Duże brawa należą się natomiast twórcom sekcji za dobór wyświetlanych filmów. Przed organizatorami postawiono trudne zadanie zebrania jak najbardziej różnorodnych przedstawicieli dość jednorodnego, zdawałoby się, gatunku, jakim jest film zombiczny. Okazało się jednak, że istnieje całkiem sporo nieprzeciętnych produkcji wykraczających poza utarte szlaki. W programie Kina klasy B i innych szaleństw znalazło się 10 filmów. Większość z nich wyświetlano dwukrotnie, co w sumie dało ponad 26 godzin żywych trupów w rozmaitych odmianach. Skupiające się na relacjach międzyludzkich Pustynia, Przywróceni oraz Bateria w różny sposób odnosiły się do kwestii przyjaźni i miłości, jedynie za pretekst mając trwającą zombie-apokalipsę. Pojawiły się również społeczne satyry (w końcu socjologiczna alegoria stanowi podstawę całego podgatunku zombie movie), przedstawiające oryginalne pomysły na życie pośród żywych trupów. Produkcjami tymi były Fido, w którym zombiaki stanowią tanią siłę roboczą, oraz Juan od trupów, ukazujący, jak szalejąca wokół epidemia zombizmu może stać się okazją do rozkręcenia intratnego biznesu.

Podczas Transatlantyku przypomniano również kultowy Świt żywych trupów George’a  A. Romero, w którym ojciec chrzestny współczesnego zombie w symboliczny sposób przedstawia krytykę społeczeństwa swoich czasów. Nietypowe połączenia z innymi gatunkami zaprezentowali twórcy A little bit zombie, biorąc na warsztat komedię romantyczną, oraz reżyser Rabusiów kontra zombie, wykorzystujący motyw napadu na bank.

Jak ciepłe bułeczki rozeszły się wejściówki na pierwszy pokaz Re-animatora. Kampowy film, luźno czerpiący z prozy Lovecrafta, stał się inspiracją dla tak kultowych dzieł jak Martwica mózgu czy Martwe zło (a.k.a. Złośliwy nieboszczyk), co z pewnością zachęciło miłośników kiczu i groteski. Specyficzny klimat Re-animatora podkreślała dodatkowo czytana na żywo przez lektora Tomasza Knapika lista dialogowa, przywołująca na myśl kiepskie horrory oglądane na kasetach z wypożyczalni. Z pewnością niejeden widz cofnął się myślami do minionej epoki VHS i krwawych filmów oglądanych w tajemnicy przed rodzicami.

Oprócz produkcji fabularnych, w programie Kina klasy B i innych szaleństw znalazł się również film dokumentalny. Doc of the Dead to świeżutka produkcja, podejmująca temat niesamowitej nośności motywu zombie w popkulturze. Biorąc pod uwagę popularność żywych trupów również w naszym kraju, miło byłoby zobaczyć ten tytuł na rodzimym rynku DVD.

Tegoroczna odsłona Transatlantyku nie rozczarowała fanów fantastyki i kina gatunkowego. Mimo okrojenia festiwalu, organizatorzy w genialny sposób połączyli dwie świetne sekcje, tworząc zupełnie nową jakość. Mimo wszystko mam jednak nadzieję, że w kolejnych latach uda się przywrócić poprzedni stan rzeczy. Zbyt dużo jest bowiem gatunków, które do sekcji poświęconej kinu klasy B jednak nie przystają. W Poznaniu z pewnością znajdą się setki osób, które z chęcią zobaczyłyby blok Poza Gatunkiem poświęcony na przykład filmom fantasy. Jeśli nie uda się jednak ponownie wyodrębnić obu sekcji – nic straconego. Twórcy Transatlantyk Festival 2014 pokazali, że znają się na rzeczy i potrafią połączyć dwa bloki programowe z taką precyzją, że nie widać szwów. Jedynie nazwa nowej sekcji nie zrosła się zbyt dobrze i wymaga jeszcze kosmetycznych poprawek.



blog comments powered by Disqus