Gildia Filmu radzi, co obejrzeć w walentynki

Autor: Redakcja Gildii Filmu
12 lutego 2014

Zbliżają się walentynki - dzień wyjątkowy dla wielu par. Niektórzy jednak nie wiedzą jeszcze, jak go spędzić. Bez różnicy - z drugą połówką czy w samotności - zawsze warto obejrzeć jakąś komedię romantyczną, melodramat albo inny film z romansem w tle. Niekoniecznie musi być to jednak Notting Hill albo Titanic. Przedstawiamy Wam nasz subiektywny przegląd produkcji o miłości, które warto przypomnieć sobie w okolicach 14 lutego.

 

Turyści, reż. Ben Wheatley

Jedna z najbardziej oryginalnych komedii „romantycznych”, jakie powstały w ciągu ostatnich lat, a przy tym idealna pozycja dla fanów czarnego humoru. Jeśli ktoś ma dość sztampowych walentynkowych filmów, Turyści go zachwycą. Jest to historia pary, która podróżuje przyczepą kempingową, chcąc zobaczyć najbardziej nietypowe atrakcje Anglii - chociażby muzeum tramwajów czy muzeum ołówków. Jednakże, kiedy tylko na ich drodze staje ktoś, kto może zmącić ich spokój (jak na przykład niedbający o porządek turysta), para usuwa go na stałe, nie przebierając w środkach. Oprócz pełnej absurdów fabuły dodatkową zaletą tej produkcji jest świetna kreacja głównych bohaterów, którzy mają wyglądać na najbardziej przeciętną angielską parę, jaka tylko istnieje – z tym, że do przeciętności im naprawdę daleko.

Przeczytaj także: Recenzja filmu Turyści

 

Poradnik pozytywnego myślenia, reż. David O. Russell

Kolejna nie do końca tradycyjna komedia romantyczna, bardziej nawet komediodramat. Główni bohaterowie, Pat i Tiffany, grani odpowiednio Bradleya Coopera i Jennifer Lawrence, to dwójka młodych ludzi, którzy przeżyli zdecydowanie za dużo negatywnych wydarzeń, co bardzo odbiło się na ich psychice. Pat przyłapał swoją żonę na zdradzie, a niepogodzenie się z utraconą miłością doprowadziło nawet do tego, że musiał spędzić trochę czasu w szpitalu psychiatrycznym. Tiffany jest młodą wdową, która minusy życia stara się zakryć przygodnym seksem i bezczelnym zachowaniem. Losy tej pary oryginałów splatają się, co prowadzi do kolejnych, interesujących wypadków.

Film nie nudzi się ani przez chwilę. Świetnie dobrana obsada oraz humor, który nie jest banalny, a zmusza do myślenia, stanowią najlepsze cechy Poradnika pozytywnego myślenia. Produkcja pokazuje, że nigdy nie należy się poddawać, ale zawsze trzeba mieć nadzieję na poprawę swojego losu. Bardzo dobrze są w niej też przedstawione relacje rodzinne bohaterów. Pod koniec filmu naprawdę można się zastanawiać, kto tu tak naprawdę jest wariatem – może nikt, a może wszyscy. Każda nagroda, jaką zdobył obraz Russella, była jak najbardziej zasłużona.

Przeczytaj także: Recenzja filmu Poradnik pozytywnego myślenia

 

Jak stracić chłopaka w 10 dni, reż. Donald Petrie

Pracująca w ekskluzywnym czasopiśmie utalentowana dziennikarka Andie Anderson (Kate Hudson) jest znudzona ciągłym pisaniem porad dla czytelniczek. Kiedy więc dostaje szansę na przejście do działu politycznego, nie może uwierzyć we własne szczęście. Jednak jest mały warunek – musi napisać artykuł, swoisty antyporadnik o tym, jak pozbyć się ze swojego życia faceta w ciągu rekordowych 10 dni. Zadanie wydaje się nie być skomplikowane, jednak za obiekt swoich badań dziennikarka obiera playboya Bena Barry’ego (Matthew McConaughey), który z kolei założył się ze swoim szefem, że wytrzyma z nowo poderwaną dziewczyną więcej niż 10 dni. Od momentu ich spotkania rozpoczyna się seria zabawnych sytuacji, która prowadzi do nieoczekiwanego dla obojga finału.

Film Donalda Petrie idealnie nadaje się na walentynkowy wieczór - jest lekki, przyjemny, pełen humoru, a przede wszystkim o miłości, której pragnie niejedna kobieta. Oglądając go ze swoim partnerem można mu udowodnić, że wcale nie jest się taką zołzą za jaką cię uważa – o tym, że są gorsze, przekonuje nas Andie Anderson.

 

Władcy umysłów, reż. George Nolfi

Doskonała walentynkowa propozycja zarówno dla niej jak i dla niego. Ten romantyczny thriller w duchu science fiction, luźno oparty na prozie Phillipa K. Dicka, to trochę inna opowieść o miłości z przyjemnym przesłaniem i porządnie dopracowaną akcją. Do tego doskonałe role Matta Damona i Emily Blunt jako pary, której głębokie uczucie może przetrwać wszystkie przeciwności losu, w tym kontrolę umysłu i majstrowanie przy wolnej woli człowieka. O przeznaczeniu i o miłości ponad wszystko, z wątkiem sensacyjnym w tle. Idealny, ale inny niż wszystkie, wybór na walentynkowy wieczór.

 

Co się zdarzyło w Las Vegas?, reż. Tom Vaughan

Las Vegas - „miasto grzechu”. To określenie nabiera dosłownego znaczenia w filmie Toma Vaughana. Pewnego ranka dwójka zupełnie różnych i obcych sobie ludzi – Joy (Cameron Diaz) i Jack (Ashton Kutcher), budzi się po suto zakrapianym wieczorze z obrączkami na palcach. Przerażeni, że nie pamiętają co się stało, usiłują przypomnieć sobie, jak doszło do ślubu. Gdy mija pierwszy szok, uspokajają się – przecież istnieją rozwody. Jednak sytuacja komplikuje się, gdy okazuje się, że nowożeńcy wygrali 3 miliony dolarów! Próbując sprawiedliwie podzielić wygraną, sięgają po pomoc sądu. Ten jednak nie chce tak szybko ich rozdzielić i w wyroku nakazuje młodej parze żyć wspólnie jeszcze przez pół roku! Czy im się to uda?

Pełna humoru komedia przekazuje nam 3 prawdy: unikaj Las Vegas, alkoholu w dużych ilościach i pamiętaj, że czasami z pozoru niepasujące do siebie światy okazują się być jednym jedynym, jaki można sobie wyobrazić.

 

Lipna panna młoda, reż. Sheree Folkson

Film opowiada o międzynarodowej gwieździe kina Larze Tyler (Alice Eve), która pragnie wyjść za mąż za swojego chłopaka (David Tennant). Po kolejnej nieudanej próbie małżeństwa decyduje się na ślub na nieco zapomnianej przez świat, odległej szkockiej wyspie Hegg. Chcąc uniknąć paparazzich, menadżer Larry zatrudnia miejscową dziewczynę Katie (Kelly Macdonald) jako tytułową przynętę. Niespodziewanie pomiędzy przyszłym mężem a fałszywą panną młodą zaczyna mocno iskrzyć.

Lipna panna młoda jest jednym z filmów, po których człowiekowi świat wydaje się być zdecydowanie przyjemniejszym. Pewna szkocka zaściankowość, uroki wyspy i mimo wszystko intrygujący wątek miłosny powodują, że niemal półtorej godziny seansu mija w okamgnieniu. Największą zaletą produkcji jest niepowtarzalny scenariusz zdecydowanie odmienny od przerysowanych, ckliwych i kiczowatych romansideł. O jego sile stanowią również ciekawie nakreśleni bohaterowie. Z zainteresowaniem przyglądamy się rozwijającemu się uczuciu pomiędzy lokalnym kopciuszkiem oraz popularnym pisarzem z blokadą twórczą. Już pierwsza wspólna scena Katie i Jamesa może wskazywać, że nadają na tych samych falach. Ich wielkie i niespodziewane uczucie zaskakuje - wydaje się być równie nierealne, co  przyjemne, urokliwe i skromne, ale w urzekającej formie. Scenarzyści stawiają na genialną prostotę oraz minimalizm, dzięki czemu ograniczonymi środkami budują nastrojowy klimat produkcji. To wszystko sprawia, że w Lipnej pannie młodej jest coś niezwykłego, niepowtarzalnego i nastrojowego, powodującego, że na sercu robi się cieplej.

 

Tej nocy będziesz mój, reż. David Mackenzie

Oryginalny, muzyczny i bardzo uroczy film o narodzinach szalonej miłości. Para muzyków (w rolach głównych świetni Luke Treadaway i Natalia Tena), a jednocześnie liderów dwóch zupełnie różnych zespołów, grających zupełnie różną muzykę, całkiem przypadkiem zostaje skuta kajdankami przez kręcącego się po festiwalowych ścieżkach kaznodzieję. Wszystko w imię miłości. A festiwal przecież trwać musi - zespoły mają grać. W ten sposób rodzi się wyjątkowe uczucie w duchu dobrej, niezapomnianej zabawy. Tej nocy będziesz mój to obraz wyjątkowy, zaskakujący i doskonały na wieczór we dwoje.

 

Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom, reż. Wes Anderson

O wspomnieniu pierwszej wielkiej miłości w oryginalnym, bo andersonowskim wydaniu. Pewnego lata kilkunastoletni skaut Sam ucieka z obozu, by połączyć się ze swoją dziewczyną Susie. Kilkudniowa wyprawa zamienia się w przygodę życia i rodzi piękne, silne uczucie. Jest niebezpiecznie, zabawnie i bardzo nostalgicznie. Na dokładkę oko cieszy plejada gwiazd: Bruce Willis, Bill Murray, Tilda Swinton, Frances McDormand, Edward Norton i inni, którzy wraz z reżyserem wypracowali doskonały klimat przerysowanych lat sześćdziesiątych. A w tle piosenka Francoise Hardy.

Przeczytaj także: Recenzja filmu Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom

 

Wszystko, co kocham, reż. Jacek Borcuch

W gąszczu hollywoodzkich komedii romantycznych, którymi co roku przy okazji walentynek raczą nas kina, nie można zapomnieć o polskich produkcjach. W 2010 roku na ekrany kin wszedł głośny film Jacka Borcucha o znamiennym tytule: Wszystko co kocham. Obraz stał się wówczas jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń roku. To za sprawą tej produkcji po raz pierwszy usłyszeliśmy o Mateuszu Kościukiewiczu czy Kubie Gierszale, którzy właśnie rolą u Borcucha rozwinęli aktorskie skrzydła. Niezwykła była również atmosfera wokół całej produkcji. Ekipa składała się z młodych, zbuntowanych studentów szkół teatralnych, którzy w jednej chwili stali się wschodzącymi gwiazdami kina. Czemu warto o tym wspomnieć? Bo aby poczuć i zrozumieć fenomen tego filmu, należy poznać kulisy jego powstania.

Wszystko co kocham to historia o grupie przyjaciół zakochanych w punk rocku. Akcja dzieje się w latach osiemdziesiątych w Trójmieście, w samym centrum solidarnościowych strajków. Wszystko co kocham zgodnie z tytułem jest filmem o miłości – ale miłości w ogóle. Pierwsze muzyczne fascynacje, pierwszy bunt, pierwsze zauroczenie, pierwszy seks. Mimo uciążliwych czasów, w jakich przyszło mu żyć, główny bohater Janek może mówić o dużym szczęściu. Jest wokalistą w punkrockowym zespole, ma oddanych przyjaciół, a na dodatek przeżywa pierwsze w swoim życiu zauroczenie. Wszystko to okraszone jest sugestywną muzyką Daniela Blooma, wspaniałymi zdjęciami Michała Englerta oraz grą „młodych gniewnych” polskiego kina. Nie jest to z pewnością komedia romantyczna, ale to właśnie miłość odgrywa w tej produkcji najważniejszą rolę. Młodzi widzowie mogą zobaczyć jak wyglądały ówczesne realia, a Ci nieco starsi być może odnajdą w tym filmie namiastkę własnej młodości. 

Zobacz także: Galeria zdjęć z filmu Wszystko, co kocham

 

P.S. Kocham Cię, reż. Richard LaGravenese

Film w reżyserii Richarda LaGravenese to z pewnością jeden tych obrazów, które znakomicie sprawdzą się w walentynkowy wieczór.

Należy jednak zaznaczyć, że P.S. Kocham Cię nie jest jedynie, a może nawet wcale komedią romantyczną. Chociaż nie brak w nim zabawnych momentów, to przede wszystkim jest to melodramat. Początkowo historia zaczyna się niewinnie – poznajemy dwójkę zakochanych w sobie młodych ludzi, którzy znają się lepiej niż ktokolwiek inny. Potrafią czytać sobie w myślach, przewidywać swoje reakcje, a nawet dokańczać zdania. Jednak jak to w życiu – sielanka nie może trwać wiecznie. Na przekór wszystkiemu P.S, Kocham Cię udowadnia, że koniec jest nowym początkiem. O czym mogła marzyć kobieta w dniu swoich 30 urodzin, która właśnie straciła miłość swojego życia? Zapewne, by ten jedyny ukochany mężczyzna był dalej przy niej. Marzenie, choć wydaje się być zupełnie nierzeczywiste, staje się częściowo faktem.

Ci, którzy zdecydowaliby się na tę propozycję w walentynkowy wieczór, muszą pamiętać o chusteczkach, bo z pewnością nie zabraknie im momentów wzruszenia. Powstały ponad dziesięć lat temu film z Hilary Swank w roli głównej udowadnia, że miłość jest czymś więcej niż jedynie ulotnym zauroczeniem. Jest odpowiedzialnością za drugą osobę. P.S. Kocham Cię to ekranizacja książki Ceceli Ahern pod tym samym tytułem. Tych, którym film przypadnie do gustu, warto odesłać do pierwowzoru. Być może lektura książki stanie się równie dobrym sposobem na spędzenie walentynek.

 

Ona, reż. Spike Jonze

Na koniec – propozycja na wyjście do kina. Polski dystrybutor filmu Ona wyznaczył premierę obrazu na walentynki i wiedział, co robi. Najnowsza produkcja z Joaquinem Phoenixem to udane połączenie romansu i sci-fi, historia o uczuciach w nie tak odległej przyszłości, która pokazuje, że o miłości można  mówić nie tylko w banalny sposób. Ona to film ładny i klimatyczny, która spodoba się nie tylko miłośnikom komedii romantycznych, ale również tym, którzy szukają prawdy o człowieku. Czy w dobie Facebooka, Twittera oraz innych mediów społecznościowych jesteśmy w stanie nawiązywać prawdziwe relacje? Czy potrafimy kochać osobę, a nie tylko jej zdjęcie i opis na profilu?

Sfrustrowany i samotny pisarz Theodore kupuje nową wersję systemu operacyjnego, który według producenta „ma zaspokajać wszystkie jego potrzeby”. Wyobraźcie sobie zdziwienie mężczyzny, gdy  program okazuje się sztuczną inteligencją z głosem kobiety troszczącej się o swojego użytkownika w każdy możliwy sposób, a od człowieka różni ją tylko brak ciała i brak własnego życia. Theodore zakochuje się w głosie z komputera i odzyskuje radość życia.

Przeczytaj także: Recenzja filmu "Ona"



blog comments powered by Disqus