Czy świat potrzebuje antybohaterów?

Autor: Hagath
Korekta: Ania "Radosiewka" Radosiewicz
20 stycznia 2013

Parę lat temu, choć nie przepadałam za anime, ogromne wrażenie zrobił na mnie Death Note. Jest to opowieść o młodym chłopaku, który odnajduje notes śmierci, gdzie wystarczy jedynie wpisać imię i nazwisko danej osoby, by ją uśmiercić w praktycznie dowolny sposób. Bohater zaczyna zwać siebie Kirą (od angielskiego killer) oraz pragnie zmienić świat, pozbywając się za pomocą notesu wszystkich przestępców. Odnosi w tym spore sukcesy, co bardzo interesuje policję, która dość szybko zaczyna go ścigać. W tym miejscu można zadać pytanie: czy ludzie potrzebują takiego bohatera? Czy potrzebujemy kogoś, kto będzie łamał zasady moralności, byle tylko zapewnić nam, zwykłym ludziom, bezpieczeństwo? Patrząc na seriale ostatnich lat wydaje się, że tak.

W ostatnich latach pojawiło się bardzo dużo seriali policyjnych. W tych bardziej tradycyjnych, typu CSI czy Bones, często widzimy podstawowy problem z łapaniem przestępców: prawo. Przepisy zdają się zabraniać wszystkiego, co mogłoby prowadzić do złapania złoczyńcy, a detektywi muszą się naprawdę namęczyć, by schwytać zbrodniarza, często narażając przy tym życie swoje, najbliższych oraz własną karierę. Dobrym przykładem jest odcinek jednego z sezonów Bones. Dr Brennan musiała uciekać, ponieważ podczas ścigania mordercy została oskarżona o zbrodnię, której nie popełniła. Telewizja oferuje jednak całą gamę opowieści o ludziach posiadających dość skomplikowany kodeks moralny.

Ciekawie cały problem przedstawia brytyjski serial Luther. Tutaj wyraźnie widać wewnętrzny konflikt bohatera, który z jednej strony pragnie łapać przestępców, z drugiej zaś, nie chce za bardzo narażać swojego sumienia na szwank. I choć jego metody często bywają kontrowersyjne oraz niezgodne z regulaminem, widać, że John Luther nie jest zawsze zadowolony z tego stanu rzeczy. Frustracja, jaka targa bohaterami serialu, spowodowana tym, że prawo staje na drodze do złapania niebezpiecznego przestępcy, sprawia, że widz zaczyna się zastanawiać nad tym, czy same przepisy są w stanie go ochronić. Czy nie potrzeba czasem bardziej radykalnych środków do zwalczania przestępczości? Chwilami można mieć bowiem wrażenie, że prawo to tylko niedoskonałe narzędzie, które częściej lepiej chroni przestępcę niż pokrzywdzonego. Zewsząd przecież bombardują nas piękne zdania o godności człowieka. Co jednak z ludźmi, którzy tej godności nie szanują? Wtedy nagle prawo nie spełnia swojej funkcji, nie zapewnia ludziom poczucia sprawiedliwości. Dlatego, wydaje się, iż potrzebujemy opowieści o osobach, które wymierzają sprawiedliwość na swój własny sposób, chociażby po to, żeby zastanowić się, czy takie rozwiązanie rzeczywiście jest słuszne.

Problem ten został w świetny sposób poruszony w serialu Dexter. Tytułowy bohater tropi, a następnie zabija najgorszych przestępców, z którymi policja nie daje sobie rady. Dzięki swojej niesamowitej osobowości zyskał sobie przydomek ulubionego seryjnego mordercy telewidzów. W tej produkcji najlepiej widać zadawane przez twórców pytania o moralność i skuteczność prawa. Czy jednostki szkodliwe powinny w ogóle żyć? W Dexterze pojawiają się bowiem takie sceny, że niejednemu włosy zjeżą się na głowie (chyba najlepszym przykładem jest sezon 5, kiedy głównym motywem były okrutne przestępstwa seksualne opierające się na zbiorowym gwałcie i torturach). Porównując frustrację z serialu Luther z prostotą rozwiązania, jakie prezentuje Dexter, widz może mieć chwilami dosłownie przekonanie, że każde większe miasto powinno mieć swojego Dextera, ot po to, by czuć się bezpiecznie. Ludzie od zawsze chcieli mieć swojego superbohatera, jednak ktoś taki jak Spider-Man czy Zielona Latarnia to tylko odległe, nierealne wyobrażenia. Natomiast zwykły człowiek, który buntuje się przeciwko systemowi oraz wymierza ostateczną sprawiedliwość, to już coś bardziej prawdopodobnego.

Jeśli dla kogoś rozwiązanie z Dextera jest zbyt radykalne, powinien sięgnąć po serial Person of Interest (w Polsce znany również jako Impersonalni). Opowiada on o genialnym miliarderze, który stworzył dla rządu maszynę mogącą korzystać ze wszystkich dostępnych kamer w celu szukania aktów terroryzmu. Jednak maszyna widziała wszystko, także zwykłe zbrodnie z udziałem przeciętnych ludzi. To jednak rządu nie interesowało. Twórca całego systemu, Harold Finch, nie mógł się z tym pogodzić. Upozorował więc własną śmierć, zostawiając sobie przy tym furtkę do całego systemu. Teraz, z pomocą byłego żołnierza i agenta, Johna Reesa, stara się chronić zwykłych ludzi, zanim wydarzy się jakaś tragedia. Maszyna podaje Haroldowi dane osoby narażonej na niebezpieczeństwo, a John stara się jemu zapobiec, narażając się tym samym na zdobycie przydomka „człowieka w garniturze” oraz bycie poszukiwanym przez policję i tajne służby specjalne. Twórcy serialu ponownie trafili w samo sedno problemu. Głównych bohaterów nie da się nie lubić oraz nie popierać. John Reese rośnie do pozycji tajemniczego superbohatera Nowego Jorku pojawiającego się zawsze wtedy, kiedy nasze życie jest zagrożone. Pewnie praktycznie każdy z widzów będzie zdenerwowany na policję, która wydaje się ścigać Johna tylko dlatego, że wykonuje on ich pracę lepiej od nich. Person of Interest to kolejny serial stawiający przed widzem wiele pytań o moralność oraz skuteczność działania służb, które powinny nas chronić.

Przeglądając seriale o osobach będących swoistymi antybohaterami, nie sposób pominąć Synów anarchii. Serial opowiada o gangu motocyklowym starającym się chronić swoje małe miasteczko przed napływem narkotyków i prostytucji. Podejście głównych bohaterów do całego problemu jest bardzo specyficzne. Z jednej strony prowadzą bowiem sporo nielegalnej działalności, z handlem bronią na czele, z drugiej zaś, rzeczywiście nie dopuszczają organizacji narkotykowych do swojego miasteczka. Ciekawe jest to, że w swych nielegalnych działaniach są czasem wspierani przez lokalne władze, które starają się przymykać oko na pewne działania Sons of Anarchy. Trzeba jednak przyznać, iż problem nietypowej walki ze złem często w tym serialu schodzi na dalszy plan, a widz może odnieść wrażenie, że ogląda, jak grupa dużych chłopców załatwia swoje problemy w bardzo nietrafiony sposób, zamiast skupić się na tym, co naprawdę ważne.

Na koniec kilka słów pragnę poświęcić człowiekowi, który również ma kilka nielegalnych czynów na swoim koncie, ale mimo swej niezwykłej inteligencji stara się współpracować z policją. Mowa jest o serialu BBC zatytułowanym Sherlock. Twórcy spróbowali przedstawić widzom to, jak najsłynniejszy detektyw świata sprawowałby się w dzisiejszych czasach. Wydaje się, że w porównaniu z wcześniejszymi, bardziej kontrowersyjnymi bohaterami, Sherlock Holmes i Dr Watson to rozwiązanie prawie idealne dla osób o łagodniejszym usposobieniu oraz mniej radykalnych poglądach. W tym serialu ponownie widzimy bezradność policji, jednak ogromna inteligencja detektywa zawsze pomoga im ostatecznie znaleźć przestępcę. W przeciwieństwie do bohaterów z CSI czy Bones, Sherlock jest bohaterem bardzo ekstrawaganckim i chwilami trudnym do zrozumienia. Prawo jest jednak dla niego tylko  mniej znaczącym elementem tego świata. Choć w serialu rzadko widzieliśmy, żeby zabijanie kogoś było ostatecznym rozwiązaniem, to niewątpliwie doprowadzano do złapania przestępców w nie zawsze legalny sposób. Niestety, policja niejednokrotnie nie ma dostępu do niektórych miejsc bez odpowiedniego nakazu, a dla Sherlocka nawet wejście do tajnej jednostki badawczej nie stanowi specjalnego problemu.

Widzowie kochają opowieści o swoistych antybohaterach. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z niedoskonałości dzisiejszego systemu ścigania przestępstw. Często oglądając wiadomości i patrząc na wyroki zapadające w najbardziej odrażających sprawach nasze poczucie sprawiedliwości zostaje wystawione na próbę. Jesteśmy źli na sądy, prokuratorów, policjantów, państwo… I dlatego potrzebne nam są takie opowieści o bohaterach, którzy są ponad tym wszystkim, a jednocześnie wydają się być bardzo realistyczni.



blog comments powered by Disqus