Kwietniowy przegląd filmowy

Autor: Allan, Hagath
6 kwietnia 2014

Kwiecień-plecień, wciąż przeplata – polskie przysłowie bardzo dobrze pasuje do tego miesiąca. Mamy ekranizacje książek i komiksów, parę interesujących europejskich produkcji, thriller, a także filmy religijne. Nawet polskie kino w tym miesiącu jest bardzo zróżnicowane.

Niezgodna (Divergent), premiera 4 kwietnia

W metropolii wzniesionej na ruinach Chicago idealne społeczeństwo budowane jest na zasadzie selekcji. Każdy nastolatek musi przejść test predyspozycji określający jego przynależność do jednej z pięciu grup. Jeśli nie posiadasz żadnej z pięciu kluczowych cech, będziesz żyć na marginesie. Jeśli zaś masz więcej niż jedną z nich, jesteś NIEZGODNYM i czeka cię całkowita eliminacja. Chyba że – tak jak Beatrice – uda ci się uciec i znaleźć drogę do podziemnego świata ludzi, którzy zdecydowali się rzucić wyzwanie bezdusznemu systemowi. Beatrice musi znaleźć w sobie dość odwagi, by zaryzykować wszystko w walce o to, co kocha najbardziej.

Allan: Przeczytanie opisu dystrybutora było już bardzo męczące, zwiastun tylko wzmocnił uczucie znużenia. A to, że w tej produkcji pojawia się Kate Winslet? Każdy aktor chce dobrze zarabiać, a popcornowe produkcje na to mu pozwalają. Szkoda nawet cokolwiek więcej komentować.

Hagath: Książka zdobyła sporo fanów na Zachodzie, ale niestety jeszcze jej nie czytałam. Twórcy filmu ewidentnie próbują zrobić z tego kolejne Igrzyska śmierci, lecz po zwiastunach wydaje się, iż Beatrice nie dorówna Katniss.

Sarila (The Legend of Sarila), premiera 4 kwietnia

Kiedy za sprawą złych mocy szczęście odwraca się od plemienia Eskimosów, jednym sposobem na pokonanie zaklęcia pozostaje wyprawa do magicznej krainy Sarila. Na czele ekspedycji staną dzielny syn wodza Putulik i jego piękna narzeczona Apik, wspierani przez młodego czarodzieja Markussiego, psotnego leminga oraz zaprzęg wesołych psów husky. Czy bohaterom uda się dotrzeć do skrytej pośród lodowców krainy, do której wejście – jak głosi legenda – mogą odnaleźć wyłącznie osoby o dobrym i czystym sercu?

Allan: Kwadratowa animacja, ale dzieciaki kupią, a raczej ich rodzice. Razem z popcornem, wielkim napojem. Interes się kręci. Może dla młodych widzów produkcja jest dobra, w moim repertuarze film się nie znajdzie.

Hagath: Ech, wiosna, a tu bajka o Eskimosach. Zapewne w kinach można obejrzeć dużo innych, lepszych bajek i tak też radzę zrobić rodzicom.

Hardkor Disko, premiera 4 kwietnia

Współczesna, pełna kontrastów metropolia. Nowobogaccy rodzice i ich pochłonięte hedonizmem, żyjące chwilą dzieci, a wokół nich rzeczywistość, w której wzbiera gniew i napięcie bliskie eksplozji. W takiej scenerii poznajemy Marcina, młodego chłopaka, który zaraz po przyjeździe do miasta spotyka trochę młodszą od siebie Olę. Zafascynowana nim dziewczyna zaprasza go do swojego świata, w którym królują mocne używki, niekończące się imprezy artystycznej bohemy i nielegalne wyścigi samochodów. Marcin przyjechał jednak z głęboko skrywaną tajemnicą i dokładnym planem zemsty, o którym ani dziewczyna, ani jej najbliżsi nie mają pojęcia...

Allan: Ciekawy, dobrze zmontowany zwiastun, zmienne tempo i wszystko byłoby ciekawie, ale gdzieś podskórnie mam wrażenie, że to nie do końca film dla mnie. Polskie kino niewiele ostatnimi czasy ma mi do zaoferowania, może ta produkcja mogłaby to zmienić? Jeszcze nie jestem przekonany, czy wybiorę się do kina, czy raczej zaczekam na dystrybucję DVD.

Hagath: Film ma pewnie przede wszystkim szokować hedonizmem wśród młodych, seksem i używkami. Wątek Marcina ma jednak potencjał, więc efekt końcowy może się okazać całkiem interesujący.

Syn Boży (Son of God), premiera 4 kwietnia

Nowa ekranizacja najsłynniejszej historii świata ukazuje całe życie Chrystusa – od narodzin przez Jego nauczanie, ukrzyżowanie aż po zmartwychwstanie. W poruszającym kinowym obrazie nakręconym z epickim rozmachem przez twórców bijącego rekordy popularności serialu Biblia w tytułowej roli będziemy podziwiać portugalskiego aktora Diogo Morgado, a jako Marię pamiętną z dwukrotnie nominowanej do Złotego Globu roli w Dotyku anioła Romę Downey.

Allan: W ogóle nie moja tematyka, poprzestanę więc na komentarzu, że nie zamierzam oglądać. Jedyny, który do tej pory był w stanie ciekawie sprzedać taki temat był Mel Gibson i jego Pasja zagrana w oryginalnych językach, z ciekawym aktorstwem i naturalistycznym ujęciem. Po takiej wersji żadna inna nie wzbudzi już mojej ciekawości.

Hagath: Jak wyżej.

Droga do zapomnienia (The Railway Man), premiera 4 kwietnia

Film oparty na autobiograficznej książce Erica Lomaxa, brytyjskiego oficera, który zostaje pojmany przez Japończyków w Singapurze podczas II wojny światowej. Jako więzień obozu jenieckiego, Lomax (Firth) pracuje przy budowie Kolei Śmierci (Kolei Birmańskiej). Będąc wykształconym specjalistą od łączności, z pomocą innych osadzonych konstruuje radio, które zostaje znalezione przez strażników. Podczas brutalnych przesłuchań oficer ociera się o śmierć. Lata później, borykający się z wojenną traumą Lomax wyrusza na poszukiwanie swojego oprawcy. Ma nadzieję, że konfrontacja z dawnym wrogiem pozwoli mu rozliczyć się z przeszłością i zamknąć najstraszliwszy rozdział życia.

Allan: Jestem fanem Colina Firtha, ale obecność w filmie Nicole Kidman sprawia, że absolutnie nie mam ochoty na seans. Całe szczęście dla przeciwwagi jest jeszcze Stellan Skarsgård, ale nie zmienia to mojego nastawienia, że ten film skrojony jest pod filmowe nagrody. Z automatu na budzić podziw i zachwyt, bo przecież wielka historia i niesamowicie popularni aktorzy. Tylko, że w dorobku Jonathana Teplitzkyego brak filmów, które sugerowałaby taki rozwój, to raczej po prostu przepustka do wyższej filmowej ligi.

Hagath: Raczej poczekam na wydanie DVD, bo jakiś czas temu zmęczyły mnie te wszystkie wojenne dramaty.

Kochanie, chyba cię zabiłem, premiera 4 kwietnia

Śledczy Wierzbowski (Ireneusz Czop) – samozwańczy twardziel i naśladowca Brudnego Harry'ego, doprowadza do załamania nerwowego kolejnego partnera, do reszty wyczerpując cierpliwość szefa. Zmęczony wybrykami Wierzbowskiego przełożony skazuje go na towarzystwo funkcjonariusza Grasia (Arkadiusz Jakubik), chorobliwie przesądnego specjalisty od... papierkowej roboty. Niekonwencjonalny duet, któremu nikt nie wróży powodzenia, szybko staje przed największym wyzwaniem w karierze. Wszystko za sprawą Jana (Zbigniew Zamachowski) – który pechowo zastrzelił niewierną żonę (Iza Kuna) i jej kochanka (Leszek Lichota). Nieustępliwi policjanci ruszają tropem zabójcy, a lista ofiar kilera z przypadku niespodziewanie zaczyna się wydłużać…

Allan: Trudno mi osądzić po obejrzeniu zwiastuna, czy jest to żenująco zabawne, czy po prostu żenujące, ale raczej obstawiam przy drugim stwierdzeniu. Już powyżej wypowiadałem się o polskich filmach. Może kiedyś na VOD, lub DVD obejrzę film, ale wiele lat chyba musi minąć, na razie na kilka miesięcy wystarczy mi sama reklama polskiej komedii.

Hagath: Zwiastun budzi mieszane uczucia. Niektóre żarty są tak głupie, ze aż śmieszne, a inne po prostu głupie. Wydaje się jednak, że to może być dobry film na niezobowiązujący wypad ze znajomymi, zanim ruszy się z nimi na dalszy podbój miasta.

Test na życie (Test), premiera 4 kwietnia

San Francisco, rok 1985. Apogeum epidemii AIDS. Frankie aspiruje do obsady przedstawienia realizowanego przez wiodącą na zachodnim wybrzeżu trupę taneczną. Pomijany podczas prób, mylący się w trakcie ćwiczeń nawiązuje trudną przyjaźń z weteranem sceny Toddem, którego częste wizyty w klubach, przygodne znajomości i okazjonalne używanie narkotyków zyskują mu renomę ancymonka trupy. W tle dramatu czai się atakujący z ukrycia wirus HIV, niepewność drogi jego przenoszenia, objawów i tożsamości ofiar. Na scenie, na której występują Frankie i Todd każdy może być nosicielem, każdy może nosić w sobie potencjalny wyrok śmierci. Debiut weterana sceny tanecznej Chrisa Masona Johnsona w choreografii Sidry Bell zdobył główne nagrody na festiwalach Tampa i Outfest.

Allan: To dobrze że temat wirusa HIV powraca do kina, bo to szansa, aby przypomnieć ludziom, że epidemia na świecie wciąż istnieje. Kino przez kilka lat milczało na ten temat, a teraz po Witaj w Klubie widać, że ten motyw znów staje się żywy. Sam zwiastun jednak nie przekonuje mnie do obejrzenia filmu, brak mu emocji, choć wizualnie prezentuje się dobrze, ale to jeszcze nie powód żeby wybierać się do kina.

Hagath: Film zapowiada się dość interesująco, ale poczekam na wydanie DVD.

Kiedy umieram (As I Lay Dying), premiera 11 kwietnia

Pozornie prosta, osadzona w realiach Południa lat 30. historia rodziny, która za wszelką cenę stara się sprostać życzeniu matki (Beth Grant), by pochować ją w pobliskim mieście. James Franco, pozostając wiernym prozie Williama Faulknera, odtwarza wielogłosowość oryginału. Przedstawia wydarzenia z punktu widzenia kolejnych postaci, na podzielonym ekranie, językiem oddającym lokalną gwarę. Reżyser (sam w jednej z ról) pewną ręką prowadzi aktorów, eksponując ich fizyczność. Zdjęcia Christiny Voros wraz z pełnym kulminacji montażem tworzą brutalny, bynajmniej nie nostalgiczny portret dawnej amerykańskiej prowincji. Bohaterowie - prości ludzie - ze ślepym uporem dążą do celu, broniąc swych nieraz absurdalnych racji oraz swojej rodziny. Historia aktualna do dziś i nie tylko w Ameryce.

Allan: Film już oglądałem w ramach T-Mobile Nowe Horyzonty Tournée. Po seansie pisałem: Trzeba przyznać, że wielką odwagą wykazał się James Franco próbując przenieść na ekran piątą powieść Williama Faulknera z 1930 roku. Powieść Kiedy umieram to opowieść przedstawiana przez 15 narratorów w 59 rozdziałach w stylu strumienia świadomości. Książka opowiada historię rodziny Bundrenów, która uparcie realizuje życzenie matki Addie pragnącej, by jej ciało zostało pochowane w rodzinnej miejscowości Jefferson obok dawno nieżyjących bliskich. Akcja umiejscowiona jest w stanie Missisipi. Czas i miejsce akcji rodzi ryzyko, że twórcy pójdą w schematy i uproszczenia. Ale nie James Franco.

Film Kiedy umieram to dzieło, które pochłonęło całą moją uwagę. Doskonałe pod względem wizualnym, odważne w podwójnej narracji prowadzonej na ekranie. Choć kamera prezentuje surowy, stateczny obraz, to już barwy sugerują bogactwo tego świata. Przewartościowanie barwy kolorów sprawia, że twarze aktorów czasami nabierają aż czerwonej barwy, kolorystyka filmu jest przepiękna. Niezwykłe jest to, że film, który zawiera w sobie tak sprzeczne elementy jest jednocześnie całkowicie spójny. Wcześniej podobne odczucia miałem po obejrzeniu Mistrza Paula Thomasa Andersona. Do tego film Franco opatrzono rewelacyjną muzyką! Ważne tylko żeby zaznaczyć, że w przypadku tego filmu zachwyt, który wyrażam jest bardzo subiektywny. Najczęściej ja i Zuzia zgadzamy się w opiniach po seansach. W przypadku filmu Franco jedyna zbieżność dotyczyła muzyki, która obydwojgu nam się podobała, ale już wszystkie inne elementy różniły naszą ocenę filmu. Ciekawy jestem, czy kiedy film znajdzie się w szerszej dystrybucji to na jego seans wybiorą się fani Franco znający go ostatnio głównie ze Spring Breakers. Dla mnie Franco jest człowiekiem renesansu, a jego wcielenie jako reżysera i aktora zaprezentowane w Kiedy umieram jest jednym z najlepszych, jakie dotąd poznałem.

Hagath: Opinia Allana bardzo zachęca, więc chyba naprawdę trzeba się zapoznać bliżej z tym filmem;).

Snowpiercer: Arka przyszłości (Snowpiercer), premiera 11 kwietnia

Rok 2031. Świat przegrał walkę z globalnym ociepleniem. Na Ziemi zapanowała wieczna zima, a życie uległo zagładzie. Jedynymi, którzy przetrwali, są pasażerowie Snowpiercera – pędzącego przez śnieżną zamieć pociągu-miasta poruszającego się dookoła globu dzięki rewolucyjnemu silnikowi potrafiącemu generować napędzającą go energię. Wewnątrz pociągu panuje system klasowy. Bogaci pasażerowie luksusowych wagonów żyją na koszt biednej większości. Wystarczy iskra, by doszło do rewolucji.

Allan: Zwiastun jest ciekawy pod względem wizualnym, ale już fabularnie całkowicie nie wzbudza mojego zainteresowania. Mało prawdopodobne, żebym obejrzał go kiedyś nawet na Blu-Ray, bo wszystko w tej produkcji wydaje mi się wyolbrzymione i pozbawione sensu.

Hagath: Kiedy zobaczyłam pierwszy zwiastun, w mojej głowie pojawiło się jedno, wielkie „what the fu…?!”. Potem jednak poświęciłam całej historii chwilę refleksji. Bo owszem, realizmu tutaj nie ma wcale – wieczna zima, a ludzkość sobie żyje w pociągu? Totalnie bez sensu. Niemniej, jeśli potraktujemy film bardziej artystycznie, jako swoistą metaforę dotyczącą nierówności społecznych (w końcu cała fabuła kręci się wokół tego, że biedni przedzierają się przez cały pociąg, by dotrzeć do żyjących w pierwszych wagonach bogaczy), to na całość można wtedy spojrzeć zupełnie inaczej. Filmu więc nie skreślam i chętnie obejrzę go w kinie, by wyrobić sobie własną opinię na jego temat.

Pancernik Potiomkin (Bronenosets Potyomkin), premiera 11 kwietnia

Oparty na faktach film opowiada historię buntu na pancerniku Potiomkinie. Początkiem protestu było podanie załodze zepsutego mięsa na kolację. Marynarze wznieśli czerwoną flagę i próbowali zapoczątkować rewolucję w ich porcie - Odessie...

Allan: Klasyk światowego kina. Z przyjemnością wybrałbym się do kina na dzieło Siergieja Eisensteina, żeby w końcu po raz pierwszy osobiście zmierzyć się z filmem, o którym tak wiele słyszałem i czytałem. Odnowiona wersja, z oryginalną muzyką symfoniczną, w pełnym wydaniu reżyserskim – to wielkie święto kina, kiedy takie filmy znów są wyświetlane na wielkim ekranie.

Hagath: Świetna sprawa, że takie dzieła wracają na ekrany i pozwalają zapoznać się z nimi nieco młodszym lub po prostu początkującym wielbicielom kina. Niewątpliwie warto się zapoznać z tą pozycją.

13 grzechów (13 Sins), premiera 11 kwietnia

Eliot jest pogrążony w długach i wszystko wskazuje na to, że nie prędko uda mu się je spłacić. Pieniądze są mu potrzebne jednak bardziej niż kiedykolwiek – wkrótce ma zamiar poślubić miłość swojego życia. Pewnego dnia odbiera telefon. Tajemniczy głos informuje go, że jest filmowany przez ukryte kamery i bierze udział w grze. Jeżeli Eliot wykona 13 zadań, wówczas wygra 6,2 miliona dolarów. Pierwsze zadanie jest proste – zabić muchę latającą po pokoju. Jednak każde następne z pozostałych 12 to kolejny krok bliżej piekła. Już wkrótce Eliot przekona się, że może dopuścić się najbardziej przerażających i ekstremalnych zachowań. Wkrótce nie będzie już powrotu.

Allan: Ciekawa obsada, ale nic więcej. Pomysły ograne aż do znudzenia i szczerzę wątpię, żeby w tej produkcji, która wydaje się mieszanką horrorów i thrillerów z ostatnich kilkunastu lat było coś ciekawego do poznania. Rutyna i nuda, więc szkoda mojego czasu.

Hagath: Sukces filmu zależy tylko i wyłącznie od tego, czy uda mu się utrzymać napięcie i klimat – wtedy nawet wtórność nie powinna przeszkadzać.

Gabriel, premiera 11 kwietnia

Głównym bohaterem filmu „Gabriel” jest dwunastoletni Tomek, który mieszka z dziadkami. Jego pasją są wyścigi gokartowe, a jedynym przyjacielem mechanik samochodowy. Wciąż doskwiera mu brak ojca, którego nie widział od lat. Pewnego dnia postanawia opuścić dom i wyruszyć w podróż, by go odnaleźć. Już na samym początku wpada w tarapaty. Pomaga mu tajemniczy przyjaciel, Gabriel, który mimo nieufności Tomka, cały czas nad nim czuwa. Tomek jest coraz bliżej poznania ojca, a także odkrycia tajemnicy Gabriela.

Allan: Niewiele na polskim rynku jest filmów młodzieżowych, w kraju nad Wisłą fabularne kino dla młodych widzów to wciąż ogromna nisza. Jest więc szansa, że Gabriel znajdzie swoją grupę docelową, choć mam wrażenie, że nastolatki oglądają dzisiaj zupełnie inne filmy. Za poważne dla dzieci, zbyt infantylne dla nastolatków? Mimo wszystko trzymam kciuki za tę produkcję.

Hagath: Od razu widać, że to wszystko zapewne zmierza do jakiejś religijnej, chrześcijańskiej metafory, a takie coś działa na mnie odstraszająco…

Locke, premiera 11 kwietnia

Ivan Locke ma idealną rodzinę, świetną pracę, a następnego dnia ma nastąpić ukoronowanie jego kariery zawodowej. Jeden telefon zmusza go do podjęcia decyzji, która stawia wszystko na jednej szali. „Locke” to wyjątkowy film, który dosłownie wciska w fotel. „Locke” przykuwa uwagę dramatyczną ludzką historią o tym, jak życie jednego człowieka bezpowrotnie się zmienia w ciągu jednej nocy jadąc samochodem z Birmingham do Londynu. W trakcie jazdy, Ivan wykonuje kilka druzgocących telefonów do swojej żony Katriny (Ruth Wilson) i dwóch synów (Tom Holland i Bill Milner). Ivan musi też poradzić sobie z telefonami od Bethan, kobiety z którą kiedyś pracował i telefonami z pracy, w tym od swojego szefa Garetha (Ben Daniels), który niechętnie, ale go zwalnia z pracy i od Donala (Andrew Scott), kolegi z pracy, który ma go zastąpić w najważniejszym wyzwaniu zawodowym, którego miał się podjąć Ivan.

Allan: Tom Hardy wygląda na to, że stworzy ciekawą kreację. Trzymający w napięciu, mroczny i mocny zwiastun sprawia, że chętnie zobaczę te produkcję. Nie spodziewam się fabularnie czegoś niezwykłego, ale może twórcy filmu zdołają mnie zaskoczyć.

Hagath: Sposób, w jaki jest napisany opis filmu sprawia, że aż nie chce mi się go oglądać... Na szczęście zwiastun robi trochę lepsze wrażenie.

Namiętność (Passion), premiera 11 kwietnia

Christine (Rachel McAdams) to atrakcyjna i pewna siebie bizneswoman. Pod urokiem osobistym skrywa się jednak bezwzględna i przebiegła manipulantka. Nie cofnie się przed niczym. Nie pozwoli, by ktokolwiek zagroził jej pozycji na wyżynach firmowej hierarchii. Kiedy orientuje się, że jej nowa, utalentowana protegowana Isabelle (Noomi Rapace) zbyt szybko wspina się po szczeblach firmowej kariery, Christine zaczyna swoją ulubioną rozgrywkę. Z premedytacją wprowadza Isabelle w tajniki gry uwodzenia, manipulacji i dominacji. Oczarowuje ją, wyłącznie po to, by móc niczego niepodejrzewającą podwładną skompromitować przed całą firmą. Jednak tym razem Christine trafia na godną siebie przeciwniczkę.

Allan: Wprowadzanie filmu dwa lata po wyprodukowaniu go mija się dla mnie z celem, szczególnie jeżeli jest to film tak słaby. Film można już było zakupić na BD w zagranicznych sklepach, a przecież reżyserem jest Brian De Palma – mistrz sensacyjnych thrillerów. Tylko nie tym razem. Poprzedni film Briana De Palmy powstał w 2007 roku. Redacted był opowieścią o żołnierzach walczących w Iraku i skupiał się na sposobie, w jaki współczesne media przedstawiają konflikt zbrojny. Potem 5 lat przerwy i w 2012 roku światowa premiera Namiętność, który jest remakiem filmu z 2010 roku Crime d'amour z udziałem między innymi Kristin Scott Thomas. Gdy widziałem pierwszy zwiastun produkcji – nie zamierzałem jej oglądać. Dopiero nazwisko reżysera na koniec krótkiego materiału sprawił, że zmieniłem zdanie. Drugi zwiastun obiecywał dobry, trzymający w napięciu thriller. Byłem na 100% przekonany do seansu. I potem nastąpiło wielkie rozczarowanie. Opowieść o rywalizacji pomiędzy szefową agencji reklamowej (Rachel McAdams) i pracującą dla niej uzdolnioną copywriterką (Noomi Rapace) jest mdła do granic wytrzymałości. Jest seks, zbrodnia, zagadka, ale nie ma napięcia. Wcielające się w główne role aktorki może nie czują się w swoich rolach dobrze, może zabrakło im umiejętności, bo biorąc na swoje barki ciężar poprowadzenia całej historii, nie potrafią przedstawić jej ani ciekawie, ani wiarygodnie. Najlepszy z całej obsady jest Paul Anderson, ale w pojedynkę nie jest w stanie uratować tej produkcji. Chętniej sięgnę po starsze filmy De Palmy, ponieważ o tym warto jedynie jak najszybciej zapomnieć.

Hagath: Całkiem nie moje klimaty, po prostu nie lubię takich filmów.

Niebo istnieje... naprawdę (Heaven Is for Real), 16 kwietnia

Film „Niebo istnieje...” naprawdę zrealizowany został na podstawie światowego bestselleru. To prawdziwa historia Coltona Burpo (Connor Corum) - chłopca, który podczas operacji znalazł się na granicy życia i śmierci. Rodzice (Kelly Reilly i Greg Kinnear) nie spodziewali się, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszą piękną i wyjątkową opowieść o podróży chłopca do nieba i z powrotem. Czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Mówił o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a o których, jako dziecko nie mógł wiedzieć. Colton opowiadał z rozbrajającą dziecięcą niewinnością o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już odeszli z tego świata.

Allan: Katolickie święta Wielkanocne sprawiły, że 18 kwietnia w kinach nie będzie żadnych premier. Jedyny film w tym tygodniu zostanie wprowadzony do dystrybucji w środę 16 kwietnia. Na początku oglądania zwiastuna myślałem, że to będzie horror, wtedy napisałbym, że dystrybutor podejmuje odważną decyzję wprowadzając go w takim tygodniu w naszym kraju do kin, ale szybko okazuje się, że to klasyczna obyczajowa opowieść. Można więc spać spokojnie, pewnie także na seansie. Po co jednak pochrapywać w kinowym fotelu, skoro wygodniej można w domu? Dobra obsada i tak nie przekona mnie do zobaczenia filmu.

Hagath: Zgadzam się z moim przedmówcą. Film będzie prawdopodobnie bardzo przeciętny.

Inna kobieta (The Other Woman), premiera 25 kwietnia

Żona i kochanka tego samego mężczyzny odkrywają, że on zdradza je obie z trzecią kobietą. Trzy kobiety łączą swe siły, by dać mu nauczkę...

Allan: W końcu jakaś sympatyczna komedia, której zwiastun nie stara się sprzedać czegoś na wyrost. Inna kobieta zapowiada się jako bardzo klasyczna humorystyczna fabuła, z miła obsadą, ale seans raczej nie będzie wymagał szczególnej uwagi od widza. Mimo wszystko wierzę, że warto ten film obejrzeć.

Hagath: Nie przepadam za takimi filmami, a humor z zwiastuna totalnie do mnie nie przemawia. Jedynym plusem tej produkcji jest Nikolaj Coster-Waldau, ale występuje w filmie zdecydowanie za krótko, by wybrać się na tę produkcję do kina. Kobiece postacie w ogóle mnie do siebie nie przekonują, ale może po prostu nie lubię takich przesadnie „kobiecych” filmów?

Camille Claudel, 1915, premiera 25 kwietnia

Akcja filmu rozpoczyna się w 1915 roku. Wysłana przez rodzinę do ośrodka dla obłąkanych na południu Francji, rzeźbiarka Camille Claudel (Juliette Binoche) czeka na odwiedziny swojego brata, Paula. Opuszczona przez najbliższych, dręczona obsesjami, miota się między paranoją a apatią. Bruno Dumont, bohater retrospektywy 11. NH pokazuje, jak wokół bohaterki wznoszą się kolejne mury. Otaczają ją zimne ściany szpitala i pozbawieni władzy nad swoim życiem pensjonariusze. Jej zmysły wykrzywia nadwrażliwość, sprzeciw wobec losu, skazującego odmienne jednostki na zamknięcie. Smutkiem przejmuje obojętność ukochanego brata Camille, poety, zachwyconego dobrocią i mądrością Boga, a nie potrafiącego dostrzec cierpienia siostry. Claudel spędziła w ośrodku następne 30 lat życia, definitywnie zrywając ze sztuką.

Allan: Film już oglądałem w ramach T-Mobile Nowe Horyzonty Tournée. Po seansie pisałem: Camille Claudel 1915 to film, który warto poznać. Akcja skupia się tylko na jednym etapie życia artystki, choć bardzo długim. Filmy o twórcach (malarzach, rzeźbiarzach) raczej prezentują przekrojowo ich życie. Zabieg więc ciekawy i odważny, W takim ujęciu, skupiając się zaledwie na jednym wątku z życia twórcy, widz może nie zaakceptować w pełni historii, jeżeli nie zna wcześniejszych lub późniejszych losów artysty. Ale film z Juliette Binoche nie popełnia tego grzechu. Nawet jeśli ten obraz nie obudził we mnie wielkich emocji, to doceniam jego dwa aspekty. Przede wszystkim genialne zdjęcia Guillaumea Deffontainesa. Camille Claudel 1915 zachwyca wizualnie i pewnie już wkrótce posłuży w trakcie wykładów na uczelniach w analizowaniu roli pracy kamery w prowadzeniu narracji filmowej. Praca Deffontainesa to dzieło. Wspaniałe, wysmakowane i przemyślane. Wspomnę tylko jedną scenę spotkania bohaterki z członkiem jej rodziny. Kiedy kamera powolnie przybliża się do twarzy aktorki, a widz ma wrażenie, jakby miął wgląd w jej wszystkie myśli i emocje. Scena wręcz podręcznikowa, ale wykonania z taką wirtuozerią, że zasługuje na najwyższe pochwały. Drugi powód zachwytu to rola Juliette Binoche. Dawno nie widziałem już aktorki w tak dojrzałej kreacji. Pisząc o aktorce w ostatnim filmie z jej udziałem, który widziałem Sponsoring, dosyć powściągliwie wspomniałem tylko, że brak jest tego talentu, który podziwiałem choćby w Zapiskach z Toskanii. Są aktorzy, którzy zawsze wypadną na ekranie dobrze, Binoche należy do tej grupy twórców, którzy muszą mieć dobry scenariusz i reżysera pewnego, co chce osiągnąć. We francuskiej produkcji aktorka miała oba warunki spełnione, mogła działać. Nie można oderwać oczu od ekranu, kiedy pojawia się na nim aktorka nagrodzona Oscarem za rolę w Angielskim pacjencie.

Oh, Boy!, premiera 25 kwietnia

Niko jest wyrzuconym z uniwersytetu dwudziestokilkulatkiem. Żyje chwilą, bezsennie włóczy się ulicami Berlina i zachwyca ludźmi, których spotyka na swojej drodze. Z dyskretną ciekawością obserwuje i analizuje ich sposoby radzenia sobie z codziennością. Nie zauważa jednak, jak szybko sam staje się outsiderem. Wszystko zmienia się dopiero, gdy Niko niespodziewanie zostaje zmuszony do konfrontacji z konsekwencjami swojej bierności. Jego dziewczyna decyduje się zakończyć ich związek, ojciec odcina mu pieniądze na życie, a psycholog określa go mianem mężczyzny „niezrównoważonego emocjonalnie”. To tylko lekarska diagnoza czy wielka metafora? W międzyczasie w życiu Niko pojawia się też osobliwej urody blondynka, która przypomina mu, ile cierpienia wyrządził jej w przeszłości oraz nowy sąsiad - szukający w nim partnera do wódki, zakąski i zwierzeń. Niko tymczasem niczego nie pragnie tak bardzo, jak kubka dobrej kawy...

Allan: W końcu ciekawy zwiastun filmu, który z przyjemnością obejrzę. Zwiastun niemieckiej produkcji przypomina tak wiele klasyków, jak wczesne filmy Woody’ego Allena, słynnego Absolwenta, ale i nowe filmy takie jak Frances Ha. Mam nadzieję, że film będzie wyświetlany w kinie studyjnym w moim mieście.

Hagath: Niemieckie kino ostatnio często raczy nas całkiem dobrymi filmami i ten chyba również taki będzie. Uważam, ze to może być dobra produkcja dla młodych ludzi, którzy jeszcze nie bardzo wiedzą, co zrobić ze swoim życiem.

Medicus (The Physician), premiera 25 kwietnia

Anglia, XI wiek. Rob Cole (Tom Payne) jako dziecko po śmierci rodziców przygarnięty został przez wędrownego balwierza (Stellan Skarsgård). Pod jego okiem uczył się reguł rządzących światem, a także opanował podstawy medycznej wiedzy. Życie chłopca odmienia spotkanie z wędrownym lekarzem, który, dostrzegając młodzieńczy talent i zapał, zaszczepia w nim marzenie o medycznych studiach pod kierunkiem sławnego na cały świat lekarza perskich królów Ibn Siny (Ben Kingsley). Podejmując decyzję o wyprawie do arabskiego Isfahanu, Cole nie zdaje sobie sprawy z czekających go przygód i niebezpieczeństw.

Allan: Kino Nowej Przygody w niemieckiej edycji? Może być ciekawie. Ale gdyby nie obecność w obsadzie Sir Bena Kingsleya, w ogóle ten film nie zainteresowałby mnie. Może więc kiedyś obejrzę na Blu-Ray lub DVD, zamiast w kinie.

Hagath: Pewnie zdecydowanie szybciej sięgnę po ten film niż po Oh, Boy!. Nie mogę się doczekać, co Niemcy mają widzom do zaoferowania, bo zwiastun prezentuje się dość obiecująco. Niemniej, to trochę dziwne, że za produkcję odpowiadają Niemcy, oryginał jest po angielsku, ale Niemcy i tak musieli wcisnąć do produkcji swój dubbing.  Dlatego też poniżej zamieszczamy dwa zwiastuny, dla porównania.

Niesamowity Spider-Man 2 (The Amazing Spider-Man 2), premiera 25 kwietnia

Druga część filmu w reżyserii Marca Webba. Tym razem Spider-Man (Andrew Garfield) będzie miał dwóch przeciwników - Electro oraz Rhino czyli potężnego Człowieka-Nosorożca.

Allan: Batman, Kapitan Ameryka, Avengers – tylko dla tego zestawu superbohaterów czynię wyjątek i wybieram się do kina. Pierwszą część nowej odsłony przygód człowieka pająka obejrzałem dopiero na DVD i nie wzbudziła ona mojego zainteresowania. Kontynuacji więc nie zamierzam oglądać, choć nie wątpię, że film będzie komercyjnym sukcesem.

Hagath: Od najmłodszych lat mam niezwykły sentyment do Spider-Mana, który wciąż pozostaje moim ulubionym superbohaterem. Nowa odsłona z Andrew Garfieldem podobała mi się, ale czasem mam wątpliwości, czy to dlatego, że rzeczywiście była ciekawa i zabawna, czy też dlatego, że wszystko dla mnie jest lepsze od poprzednich trzech filmów z Tobey’m Maguirem i Kirsten Dunst. Jeśli chodzi o nowy film, trochę się boję o ilość złoczyńców – fabule grozi przez to poważny chaos i nie wiem, czy nie lepiej byłoby się ograniczyć tylko do Electro, ewentualnie do Electro i Osbourne’ów. Trochę też obawiam się, czy nie przesadzono u Spider-Mana z jego pewnością siebie oraz pewnym szpanerstwem. Niewątpliwie jednak film będzie bardzo widowiskowy, bo wiele scen jest zrobionych z myślą o technologii 3D.

Brick Mansions. Najlepszy z najlepszych (Brick Mansions), premiera 25 kwietnia

Niedaleka przyszłość. Tajny agent policji Damien (Paul Walker) ma zaledwie 24 godziny, by odszukać skradziony pocisk z głowicą nuklearną i powstrzymać katastrofę. Wszelkie tropy wiodą do bezwzględnego handlarza narkotyków, rezydującego w odciętym od świata getcie, zwanym Brick Mansions. W niebezpiecznej misji, na terenie niepodzielnie rządzonym przez gangi, Damien zyskuje nieoczekiwanego sprzymierzeńca – twardziela o imieniu Lino (David Belle), mistrza walk ulicznych i parkouru, który zna getto jak własną kieszeń i ma prywatne porachunki z bossem przestępczego podziemia.

Allan: Udział w produkcji niedawno zmarłego Paula Walkera na pewno dla jego fanów będzie powodem, żeby wybrać się do kina, ale ja do tej grupy nie należę. Filmy takie jak ten w ogóle mnie nie interesują.

Hagath: To będzie strasznie naiwny film akcji, niemniej zwiastun zapowiada niezwykłe widowisko dla fanów walk ulicznych oraz parkour. Chętnie zobaczę, jeśli będę się chciała nieco „odmóżdżyć”.

Amazonia. Przygody małpki Sai (Amazonia), premiera 25 kwietnia

Sai, wychowana w mieście małpka kapucynka, w wyniku przypadku trafia w samo serce amazońskiej dżungli. Nieprzygotowana do życia wśród dzikiej natury i zdana wyłącznie na siebie zmierzy się z wyzwaniami, które przygotowała dla niej przyroda: będzie musiała nauczyć się żyć wśród innych zwierząt, zdobywać pożywienie, unikać niebezpieczeństw. Sai odkryje bogaty świat, o którym nie miała pojęcia, a gdy z czasem znajdzie przyjaciół pośród innych małpek, ten odsłoni swą przyjazną stronę.

Allan: Ludzie z Gutek Film wiedzą nie tylko jak dbać o dorosłych widzów, ale również o tych młodszych. Istnieją filmy dla dzieci, które mogą uczyć, pokazywać świat i być wyrazem sztuki. Ta produkcja wydaje się właśnie taka być, sam chętnie bym ją obejrzał i coś wydaje mi się, że ta produkcja potrafiłaby mnie zarówno rozbawić, jak i wzruszyć.

Hagath: Wygląda na to, ze do kin wreszcie trafi jakaś inteligentna i ładnie wykonana produkcja dla całej rodziny. Nie wiem tylko, czy niektórych dzieci nie znudzi brak jakiegokolwiek tekstu, bo teraz nawet tak młody widz ma specyficzne wymagania.

Imigrantka (The Immigrant), premiera 25 kwietnia

Jest rok 1921. Dwie młode Polki, siostry – Ewa i Magda wyruszają do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Zanim jednak spełni się ich amerykański sen muszą przejść selekcję na Ellis Island. Chora na gruźlicę Magda zostaje zatrzymana i poddana kwarantannie, a zdana tylko na siebie Ewa rozpoczyna zdobywanie Ameryki na własną rękę. Niestety szybko przekonuje się, że młoda Polka bez znajomości i referencji na Manhattanie nie może liczyć na zbyt wiele. Trafia na ulicę, gdzie jej przewodnikiem i opiekunem zostaje Bruno (Joaquin Phoenix), który wciąga ją w nowojorski półświatek brudnych interesów i prostytucji. Ewa przypadkowo poznaje również kuzyna Brunona – Orlando (Jeremy Renner), który swoimi obietnicami na nowo rozbudzi w dziewczynie marzenia i nadzieje.

Allan: Za każdym razem, gdy widzę ten zwiastun zaczynam się śmiać, gdy Marion Cotillard krzyczy kwestie w języku polskim. Nie jestem fanem tej aktorki, podobnie jak nie darzę sympatią występującego w filmie Jeremy’ego Rennera. Jednak udział Joaquina Phoenixa przeważa szalę i tylko dla jego roli chcę tę produkcję zobaczyć.

Hagath: Jeśli chodzi o Joaquina Phoenixa, chyba już do końca życia będę w nim widziała Kommodusa z Gladiatora, więc zawsze strasznie dziwnie mi się go ogląda w bardziej pozytywnych rolach. Cieszę się, że Jeremy Renner pojawia się w coraz poważniejszych produkcjach i nie zamknął się tylko w filmach akcji.

Salvo. Ocalony (Salvo), premiera 25 kwietnia

Samotny, pozbawiony uczuć i bezwzględny trzydziestolatek Salvo należy do sycylijskiej mafii. W akcie zemsty zakrada się do domu innego mafioza, który zorganizował na niego nieudany zamach. Przez przypadek spotyka tam jego siostrę Ritę – piękną, niewidomą dziewczynę, która mimowolnie jest świadkiem, jak Salvo zabija jej brata. Gdy ten z niewiadomych dla siebie przyczyn decyduje się ją porwać, w ich życiu zaczyna dziać się coś wyjątkowego – w Salvo nieoczekiwanie rodzi się miłość. Salvo to filmowy debiut reżyserskiego duetu dwóch włoskich reżyserów – Fabio Grassadonii i Antonio Piazzy, który okazuje się ciekawym połączeniem filmowego realizmu z kinem noir. Film otrzymał Grand Prix Międzynarodowego Tygodnia Krytyki na MFF Cannes 2013.

Allan: Warstwa fabularna włoskich produkcji przewyższa czasami ich treść, ale nie przeszkadza mi to cieszyć się kinematografią tego pięknego kraju. Tutaj w koprodukcji z Francją wydaje się, że powstało kino – rzeczywiście jak głoszą hasła – intrygujące. Opowieść przypomina nowo falowe kino koreańskie, ciekaw więc jestem jak taka fabuła prezentuje się na gruncie europejskim. Z chęcią zobaczę ten film.

Hagath: Trochę dużo tych „Ocalonych” w ostatnim czasie, niemniej film powinien przypaść do gustu fanom bardziej ambitnego, europejskiego kina.

Opisy dystrybutorów



blog comments powered by Disqus