Najlepsze filmy 2017 roku!


Końcówka grudnia – jak co roku – stoi po znakiem podsumowań, dlatego też przygotowaliśmy dla Was zestawienie najlepszych filmów, jakie pojawiły się w 2017 roku na ekranach naszych kin! W przeglądzie pojawia się zaskakująco dużo produkcji superbohaterskich, gdyż był to dla ich fanów wyjątkowo dobry rok.

Manchester by the Sea

Po śmierci swojego starszego brata Joego (Kyle Chandler) Lee Chandler (Casey Affleck) jest zaszokowany wiadomością, że brat powierzył mu opiekę nad synem Patrickiem (Lucas Hedges). Mężczyzna rzuca wszystko i wraca w rodzinne okolice. Zmusza go to jednak do zmierzenia się z wydarzeniami z przeszłości, które sprawiły, że rozstał się z żoną Randi (Michelle Williams) i opuścił miasteczko, w którym wyrastał.

Dwa Oscary, Złoty Glob, dwie nagrody BAFTA, trzy Critics Choice i kilkanaście innych statuetek – krytycy i jurorzy festiwali na całym świecie nie mogli się mylić. Napisany i wyreżyserowany przez Kennetha Lonergana dramat Manchester by the Sea  to jeden z najbardziej poruszających filmów nie tylko 2017 roku, ale i ostatnich pięciu lat. Dzięki oszczędnej konstrukcji scenariusza i niezwykle realistycznym zdjęciom historia załamanego ojca oddziałuje na widzów niezależnie od ich pochodzenia i życiowych doświadczeń. Z jednej strony pozostawia ich z uczuciem totalnej beznadziei, ale z drugiej skłania do refleksji nad stanem własnej rodziny oraz relacji z innymi ludźmi. Dramat Lee i jego najbliższych staje się dowodem na to, że prosta, spokojna codzienność może być najbardziej upragnionym szczęściem.

Doskonałość filmu Manchester by the Sea opiera się na precyzyjnym scenariuszu, ale również surowej warstwie wizualnej oraz (a może przede wszystkim) na kreacjach aktorskich. Casey Affleck w roli życia, doskonały Lucas Hedges i niezapomniana Michelle Williams – czy można chcieć czegoś więcej?

Pityez

Mother!

Mistrz psychologicznego kina, lubiący wychodzić poza wszelkie schematy i szokować widza najbardziej jak się tylko da, powraca w wielkim stylu. Jego najnowszy projekt Mother! zdecydowanie podzieli widzów na zwolenników i przeciwników. Jest to dzieło bezkompromisowe i zachęcające do głębszej dyskusji. W głównej roli obsadził swoją muzę, co jest metaforycznym posunięciem dla filmu, Jennifer Lawrence, która kolejny raz udowodniła, że jest znakomitą aktorką.

Historia zawarta w Mother! w dużym uproszczeniu jest opowieścią o miłości artysty i jego muzy. O trudach związanych z procesem tworzenia oraz o poświęceniach, jakie musi ponieść najbliższa rodzina twórcy. Tytułowa matka, czyli nasza Jennifer Lawrence, stara się być perfekcyjną panią domu, by swojemu ukochanemu – w tej roli fantastyczny Javier Bardem – ułatwić artystyczne spełnienie. Cała idylla zostaje zakłócona przez tajemniczego wędrowca. Od niego zaczyna się cała mała apokalipsa według Aronofsky’ego.

Reżyser bardzo wyraźnie balansuje na krawędzi realizmu i iluzji. Zmuszając nas tym samym do wyjścia poza ogólnie przyjęte normy i schematy, byśmy sięgnęli głębiej w odległe stany naszej świadomości. Momentami kadry przypominają surrealistyczne wizje jak z obrazów Salvadora Dalego, na których rzeczywistość jest zdeformowana, wyolbrzymiona i nienaturalna. Nie każdemu się to spodoba, ale też nie każdy to zrozumie. Niemniej jednak Aronofsky’emu należy się szacunek za to, że w fabryce – jaką jest Hollywood – promuje swoje wyjątkowe i oryginalne kino, podobnie jak jego europejscy koledzy Lars Von Trier czy Yorgos Lanthimos. Może nie trafi to do mas, lecz tylko do wybranych, ale należy uważać to za zaletę niż wadę.

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji!

Monika Kokowska

Baby Driver

Baby Driver opowiada o młodym chłopaku, tytułowym Baby (Ansel Elgort), który jako kierowca wykorzystuje swoje umiejętności, pomagając w obrabianiu banków. Kierowany przez szefa Doca (Kevin Spacey) zespół ma zawsze 4 osoby – trzy odpowiadające bezpośrednio za rabunek oraz kierowcę, którego zadaniem jest tylko dowieźć i potem skutecznie uciec z miejsca zamieszania. Baby ma problemy ze słuchem – słyszy szum i, aby go zagłuszyć, słucha muzyki. Słuchawek praktycznie nie zdejmuje. Kieruje w nich, bierze udział w zebraniach grupy, a w sytuacjach, kiedy z kimś rozmawia, czyta z ruchu warg. Fabuła jest zwarta oraz jasno i konsekwentnie poprowadzona do samego końca. Akcja nie wlecze się, ale narzuca tempo odpowiednie do sytuacji. A wszystko oparte jest na dobrej muzyce. Mało tego – to właśnie genialnie dobrana ścieżka dźwiękowa jest narracją. Piosenki tworzą historię, scenariusz momentami wręcz jest pisany pod ich tekst, a scenografia, choreografia i montaż zostały tworzone pod tony i rytm. RYTM! Kiedy ktoś strzela, robi to w rytm podbijanych dźwięków w piosence, utwór przyśpiesza – bohater zaczyna biec. Takich przykładów można by wymieniać jeszcze wiele, a i tak w pełni zrozumienie przyjdzie dopiero po obejrzeniu filmu.

Kreacje stworzone przez Ansela Elgorta, Kevina Spacey’ego, Jona Bernthala czy paru innych osób są prawdziwe i przykuwają uwagę. Anselowi po prostu się wierzy, że mając w uszach słuchawki nie słyszy, co dzieje się wokół i – choć na początku miałam wątpliwości co do jego castingu – tak po seansie (niejednym) przyznaję, że nadał się do tego idealnie. Scenografię cechują wyraziste kolory, wpisujące się w lekki nastrój filmu. Sceny komediowe są nieprzesadzone, zagrane nie tylko dialogami, ale też kontrastem między bohaterami. Dla mnie to film roku, który wciąż powoduje radochę i nie nudzi – nawet po kilkukrotnym obejrzeniu.

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji!

Sal

Logan

Dlaczego ludzie kochają kino? Podstawą tej, jak i każdej innej miłości, są emocje. Logan: Wolverine dostarcza wielu takich uczuć, przyczyniając się tym samym do dobrego kina. To film, po którym wychodzi się z sali z zamkniętymi ustami tak, aby żadna myśl nie uleciała nam z głowy. W obrazie Jamesa Mangolda wykorzystany został motyw „potomstwa” – w młodej Laurze Logan widzi siebie. Nie chce, by stała się maszyną do zabijania. Chce ją obronić przed tymi pobudkami. Jednak z czasem będzie musiał przekonać się, że w pełni nie może jej od tego uchronić… bo czasami trzeba zawalczyć o to, co się kocha. Wszystko dzieje się w towarzystwie ciekawie skompletowanej ścieżki dźwiękowej, która skupia się głównie na instrumentach strunowych. Nadają obrazowi iście amerykański klimat.

Logan: Wolverine przedstawia przyszłość tytułowego bohatera. Okazuje się, że sprawuje opiekę nad chorym Profesorem X. Przebywają w kryjówce przy granicy meksykańskiej. Początkowo Logan ma ochotę nigdy więcej nie pokazywać się światu zewnętrznemu. Jednak wszystkie zamierzenia kończą się fiaskiem za sprawą młodej mutantki, która jest zaczytana w komiksach o przygodach X-menów. Wolverine nie „ulega” jej dlatego, że czyta owe opowieści. Jest ona jednym z nich – mutantów. Jaką  ma moc? Dokładnie taką samą, co Logan. Ścigają ją mroczne siły, przez co tytułowy bohater jest zmuszony wyjść ze swojego cienia, w którym tak bardzo chciał się po tych wszystkich latach zaszyć.

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji!

Kamil Żołkiewicz

LEGO Batman: Film

Po niespodziewanym sukcesie Lego Przygody można było zastanawiać się, czy była to formuła, która mogła sprawdzić się wyłącznie jeden raz, czy też uda się ją wykorzystać ponownie dzięki popularnemu bohaterowi. Na szczęście twórcy spin-offu o plastikowym Batmanie znaleźli interesujące pomysły na to, jak kreatywnie wykorzystać herosa z Gotham.

Po pierwsze LEGO Batman: Film z powodzeniem czerpie z wyglądu i mechanii klockowego świata. Animacja symulująca poklatkową nadal robi wrażenie, a przebudowywanie pojazdów „w locie” jest zabawne i kreatywne. Przede wszystkim jednak scenarzyści postanowili nie pisać po prostu nieco luźniejszej historii o Mrocznym Rycerzu. Zamiast tego postawili na totalnie zakręconą jazdę bez trzymanki, pełną odniesień do komiksów ze wszystkich epok, wcześniejszych filmów o Człowieku Nietoperzu i autotematycznych żartów. W efekcie otrzymaliśmy zabawny i wciągający film, a jednocześnie kopalnię easter eggów do oglądania z palcem na przycisku pauzy.

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji!

Spider-Man: Homecoming

Większość produkcji Marvela (oraz innych obrazów o superherosach) ma trzy główne wady. Pierwszą z nich jest wtórność fabularna. Ciągłe oglądanie genezy bohaterów (zwykle mężczyzn w średnim wieku), ich pierwszej misji i epickiego starcia finałowego na dłuższą metę jest nużące i sprawia, że poszczególne sceny filmów są ciekawsze od całości. Drugi mankament stanowi epicka skala wydarzeń – zwykle walka toczy się o miliony żyć, planetę albo cały wszechświat. Trzecim są jednowymiarowi, nieciekawi antagoniści. W nowych przygodach Człowieka-Pająka udało się uniknąć wszystkich trzech problemów.

Petera Parkera widzieliśmy już w Wojnie bohaterów, a genezę jego mocy poznajemy pośrednio dzięki dialogom oraz fragmentom youtube'owych filmików. W Homecoming obserwujemy, jak nastoletni heros próbuje pogodzić swoje szkolne życie z pragnieniem prowadzenia superbohaterskiej działalności. Skala opowieści została zaś sprowadzona do poziomu ulicy oraz problemów rodem z liceum. Walka toczy się o jeden transport pozaziemskiej technologii, ale również o zaimponowanie dziewczynie i mentorowi, dzięki czemu film nie popada w zbędny patos. Podobnie sprawa się ma z głównym złolem – motywacja Sępa jest klarowna i zrozumiała, a przy tym trudno uznać go za osobę jednoznacznie złą. Nie mówiąc już o tym, że został on wspaniale zagrany przez Michaela Keatona. Idealne wytchnienie od Epickich-Starć-z-Niewyobrażalnym-Złem.

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji!

Damian „Nox” Lesicki

Dunkierka

Najnowsza produkcja Christophera Nolana przedstawia dramatyczną ewakuację aliantów, otoczonych przez niemiecką armię, z Dunkierki podczas jednej z najbardziej zaciekłych bitew II wojny światowej. Uznany reżyser nakręcił najlepszy film wojenny od lat, który swoim napięciem wciąga widza bez reszty. Jego dzieło to film kompletny, wyróżniający się swoim klaustrofobicznym charakterem, gdyż pomimo stosunkowo sporej przestrzeni, bohaterowie na każdym kroku odczuwają zagrożenie ze strony otaczających ich Niemców. Walka żołnierzy o wydostanie się z oblężenia przypomina syzyfowe prace, a ich sytuacja z minuty na minuty staje się co raz bardziej tragiczna. My natomiast obserwujemy ich emocje, obawy i lęki, pomimo ograniczenia dialogów do minimum (w sytuacji aliantów trudno byłoby chyba jednak znaleźć czas na wielogodzinne dyskusje o farmach, rodzinach i innych głupotach, jak to miało miejsce w podobnych produkcjach). Na uwagę zasługuje również niesamowity efekt fabularnej układanki, bowiem film rozgrywa się na trzech płaszczyznach czasowych.

W kontekście Dunkierki trudno nie wspomnieć o fantastycznej stronie technicznej obrazu. Nolan, jak zawsze, odrobił lekcję w scenariuszu (tym razem dbając o prawidłowy kontekst historyczny), zadbał o realizm inscenizacyjny (mnóstwo statystów oraz prawdziwe myśliwce itp.), a także fantastyczną ścieżkę dźwiękową Hansa Zimmera, podkreślającą upływ czasu i nieuchronność klęski.

Dunkierka to kino najwyższych lotów, które powinno wreszcie przynieść Christopherowi Nolanowi Oscara za najlepszą reżyserię. Zasłużył!

Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji!

Mateusz Michałek

Blisko naszego zestawienia znalazły się również: Cicha noc, Thor: Ragnarok, Coco, Wonder Woman, To i Uciekaj!



blog comments powered by Disqus