Parę słów o "Szklanej pułapce"

Autor: Falleen, Redil
Korekta: Hagath
12 lutego 2013

Mało kto wie, że zanim rolę nowojorskiego gliniarza Johna McClane’a powierzono Bruce’owi Willisowi, najpierw próbowano zaangażować inne ówczesne gwiazdy wielkiego ekranu, pośród których znajdowały się takie nazwiska jak Schwarzenegger, Stallone czy Gibson. Jednak niczego nie ujmując tamtym twardzielom, z których wszyscy w omawianym okresie wystąpili w filmach, z jakimi do dzisiaj kojarzy się ich nazwiska (Terminator, Rambo, Zabójcza broń), to trudno któregokolwiek z nich wyobrazić sobie wypowiadającego kultowe: „Yippee-ki-yay, motherf…er!” z równym wdziękiem, co Bruce Willis. Samo powiedzonko, tak naprawdę znaczące niewiele (swojego czasu „yippee” było używane przez amerykańskich poganiaczy bydła), szybko znalazło sobie miejsce w popkulturze, zagościło we wszelakich rankingach na najlepsze filmowe cytaty oraz pojawiało się w kolejnych częściach przygód McClane’a. Od czasu powstania pierwszej części serii, przez najbliższe dwadzieścia lat bohater powracał w następnych odsłonach, pokonując coraz to groźniejszych przeciwników i wzbudzając przy tym niezapomniane dreszcze emocji u widzów. Wygląda na to, że mimo upływu lat, a przy okazji utraty włosów, John McClane ciągle znajduje się w świetnej formie, bowiem właśnie powraca w piątej już części, zapowiadanej na prawdziwy hit. Dość powiedzieć, że tym razem stawką intrygi będzie międzynarodowy pokój.

Wszystko zaczęło się w 1988 roku, kiedy to na ekrany kin weszła pierwsza część filmu. Sukces z całą pewnością był planowany, ponieważ za produkcję odpowiadali Joel Silver oraz Lawrence Gordon – producenci takich hitów jak Zabójcza broń, czy Predator. Za kamerą tego ostatniego stał rok wcześniej John McTiernan i to temu, w dalszym ciągu mało doświadczonemu twórcy, postanowiono powierzyć stołek reżysera Die Hard. Być może dobrze układająca się współpraca McTiernana ze Schwarzeneggerem na planie Predatora sprawiła, że to właśnie pochodzącego z Austrii mięśniaka początkowo planowano obsadzić w głównej roli (inne źródła podają, że film w zamierzeniu miał stanowić kontynuację Komando, również wyprodukowanego przez Silvera, a dopiero po rezygnacji Arniego obraz zaczął nabierać nowego kształtu). Willis jednak – choć jeszcze nie tak wówczas znany – nie był traktowany jako wybór z konieczności, powodowany brakiem chętnych; za angaż w filmie otrzymał aż 5 milionów dolarów. Producenci dobrze wiedzieli, jak wykorzystać pieniądze. Film nie tylko odniósł gigantyczny sukces, ale co najważniejsze - został pokochany przez widzów, a kariera samego Willisa zdecydowanie nabrała tempa.

Jak zapowiadał sam McTiernan, Die Hard miał stanowić zupełnie nową jakość kina akcji. Sama fabuła być może nie raziła oryginalnością, za to sposób jej przedstawienia już jak najbardziej. Luźne i pełne humoru podejście do sprawy stało się wizytówką Szklanej pułapki. Dialogi McClane’a z równym skutkiem bawią kolejne pokolenie widzów, a wiele z jego tekstów na stałe zapisało się w historii kina. Wielką zaletą produkcji jest także widowiskowość. Bohaterowie ściśnięci są w jednym budynku (słynnym Nakatomi Plaza) wypchanego akcją po ostatnie piętra. Nie brak efektownych strzelanin i wybuchów, które każdy fan sensacyjnego kina ceni sobie najbardziej. Nie zapominajmy jednak o największej zalecie produkcji - czarnym charakterze. Hans Gruber, w którego z powodzeniem wcielił się Alan Rickman, to bez wątpienia bad guy, jakiego ówczesni widzowie jeszcze nie widzieli. Nie jest jedynie jednowymiarową maszyną do zabijania jak jego pomocnicy. Gruber to bohater niepozbawiony głębi. Jest równie mądry i sprytny, co McClane, przez co ich rywalizacja, mimo iż niemal przez cały film nie mają ze sobą bezpośredniego kontaktu, nieustannie trzyma w napięciu.

Polscy dystrybutorzy nie tylko dzisiaj potrafią skopać kwestię tłumaczenia tytułów. Co starsi widzowie z pewnością pamiętają Elektronicznego mordercę czy Wirujący sex. W tym wypadku rezultat był dość podobny. O ile bowiem tytuł Szklana pułapka bardzo dobrze oddawał charakter pierwszej części, o tyle nijak nie pasuje do kolejnych odsłon. Rodzimi dystrybutorzy nie przewidzieli widocznie, że seria dobije do piątego filmu, który ze szkłem będzie miał tyle wspólnego, co John McClane z emeryturą.

Szklana pułapka 2 posiadała budżet niemal trzy razy większy niż pierwsza część. A to mogło oznaczać tylko jedno: w kontynuacji będzie wszystkiego więcej. Więcej akcji, więcej strzelanin, więcej efektów specjalnych. Słowem – rozrywka pełną gębą. Ale już zmiana na stołku reżysera niekoniecznie wróżyła powodzenie. Tym bardziej, że McTiernana zastąpił pochodzący z Finlandii Renny Harlin – twórca, który jeszcze nie miał na swoim koncie wielkiego sukcesu.

W drugiej części McClane nie jest już tym samym nieznanym, działającym z ukrycia gliniarzem. O jego wybrykach w Nakatomi Plaza słyszał niemal każdy, więc bliżej mu do gwiazdy, niż do szarego policjanta. Ale tym razem znów znalazł się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. Po tym jak grupa terrorystów opanowała lotnisko, bohater po raz kolejny staje do nierównej walki o życie niewinnych ludzi. Harlin jednak nie jest w stanie odtworzyć już tego samego klimatu, co McTiernan, nie jest w stanie zaoferować widzowi podobnych emocji. Nadrabia za to odpowiednim  wyczuciem akcji, idealnie dawkując napięcie. Reszta zaś leży w rękach Willisa-McClane’a, który nie stracił swojego uroku i nadal stanowi gwarancję znakomitej zabawy. Dlatego Die Hard 2, mimo iż nieco słabszy od poprzednika, zaskarbił sobie niemal równą sympatię widzów.

Co ciekawe, akcja filmu rozgrywa się w zimie, podczas gdy w czasie kręcenia zdjęć nie spadł ani jeden płatek śniegu. Dzięki ambitnej pracy scenografów oraz nieustannemu wykorzystywaniu armatek śnieżnych udało się stworzyć wyjątkowo przekonującą scenerię. Ale twórcy nie raz „oszukiwali” w taki sposób widza, bowiem Szklana pułapka 2 pełna jest imponujących efektów specjalnych, które do dzisiaj robią wrażenie. Przeciętny odbiorca nie zauważał raczej, że w większości pokazywane samoloty stanowiły jedynie idealnie odwzorowane modele, a w jednej z sekwencji, w której McClane o mały włos nie ulega zmiażdżeniu przez pędzący po pasie startowym kolos, w rzeczywistości użyto jedynie samych kół. Udane efekty specjalne stanowią więc znak rozpoznawczy drugiej części, a na ich tle najlepiej prezentuje się oczywiście kultowa już scena, która do dzisiaj nieodłącznie kojarzona jest z tym filmem, kiedy to nasz bohater katapultuje się z wybuchającego samolotu.

W 1995 roku do kin trafiła kolejna, trzecia część przygód naszego bohatera, w którego ponownie wcielił się Bruce Willis. Akcja trzeciej odsłony znacząco odstaje od swoich poprzedniczek. Scenarzyści pozwolili sobie na wprowadzenie gruntownych zmian w charakterystycznych elementach serii. Dla miłośników Die Hard sporym zaskoczeniem mogła być duża, otwarta przestrzeń, którą bohater może swobodnie demolować (oczywiście w słusznym celu). Zmianę tę przyjęto jednak z aprobatą. W kwestii czarnego charakteru wrócono natomiast do korzeni i antagonistą uczyniono tajemniczego Simona, który okazuje się być bratem Hansa Grubera. Teraz terroryzuje miasto podkładając bomby w strategicznych miejscach w celu rozegrania prywatnej wojny z Johnem. Kolejną ważną zmianą jest fakt, że po raz pierwszy główny bohater doczekał się… pomocnika. Choć słowo pomocnik może nie oddawać całego kunsztu, który okazał na planie filmowym Samuel L. Jackson, wcielając się w rolę Zeusa Carvera. Duet, jaki stworzył z Willisem, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i wybuchowych w historii kina akcji. Od tej pory „partner” stał się już nieodłącznym elementem serii. Szklana pułapka 3 przez wielu fanów czy krytyków uznawana jest za najlepszą część przygód nowojorskiego gliniarza.

Środowisko wiernych fanów nie spodziewało się raczej informacji, że twórcy po latach zaryzykują nakręcenie kolejnego filmu mogącego przywrócić się starzejącej renomie Die Hard zasłużoną sławę, a przy okazji zjednać sobie kolejne, młode pokolenie widzów, gustujących już w nafaszerowanych akcją i efektami specjalnymi superprodukcjach. Wykorzystano więc legendę, jaką przez lata obrosła Szklana pułapka, do stworzenia nowej produkcji, której bliżej do Transformers niż do Die Hard. W 2007 roku na ekranach kin zagościł stary (dosłownie i w przenośni) John McClane. Czwarta odsłona bardzo szybko odniosła komercyjny sukces, dzieląc przy okazji widzów na zadeklarowanych obrońców filmu, jak i zagorzałych przeciwników widzących w nim jedynie profanację.

Twórcy postanowili nie wdrażać większych zmian poza wyjątkiem, że tym razem zasłużony policjant musi stanąć do walki w obronie niemal całego kraju (gdzie się podział John McClane boso skradający się po szybach wentylacyjnych?). Konwencja Szklanej pułapki była już tak zakorzeniona w umysłach odbiorców, że diametralne zmiany mogłyby zrujnować całą produkcję. W rezultacie widzowie po raz kolejny otrzymali kino pełne szybkiej akcji, wybuchów, pościgów i strzelanin. Fabuła oparta na atakach hackerskich była smaczkiem łączącym serię ze współczesnymi realiami, na tle których Bruce Willis udowodnił, że mimo swojego wieku, dalej jest jednym z największych twardzieli kina akcji.

Ryzyko podjęte w 2007 roku pod względem finansowym na pewno się opłacało. Kosztem utraty sporej grupy fanów, dla których cykl zakończył się na trzeciej części, odniesiono komercyjny sukces. Nic dziwnego więc, że po jakimś czasie zaczęto planować następną odsłonę. Tym bardziej, że obecnie starzy twardziele są w modzie, czego przykładem mogą być Niezniszczalni. Po długich 25 latach na ekrany kin wchodzi piąta część przygód destrukcyjnego policjanta. Miłośnicy kina akcji oraz pozostali fani serii już zacierają ręce, choć u tych drugich premiera budzi pewną dozę niepokoju. Rodzi się pytanie, czy kolejny film jest potrzebny i czy nie zrujnuje doszczętnie nieco już nadszarpniętej renomy Die Hard­? Odpowiedź otrzymamy zapewne w najbliższych dniach.  



blog comments powered by Disqus