Październikowy przegląd filmowy

Autor: Allan, Hagath
3 października 2013

Po raz kolejny przyglądamy się premierom zapowiadanym na następny miesiąc, ale po raz pierwszy będą one omawiane przez dwóch redaktorów naszego portalu. Pierwsza połowa października bardzo zróżnicowana – od ambitnych dramatów po prześmiewcze komedie. Z kolei w ostatnich dniach miesiąca w kinach pojawią się wszelkiej maści filmowi bohaterowie - tancerze, uciekinierzy, rodzeństwo, chorzy, okrutnicy, nawiedzeni, prowokatorzy, wybrani. Czy z ratunkiem przyjdzie reżyser… sagi Zmierzch?!

Wałęsa. Człowiek z nadziei, premiera 4 października

 „Jak stało się możliwym, by jeden człowiek potrafił tak bardzo zmienić współczesny świat? W filmie o Lechu Wałęsie pytanie to stawia Andrzej Wajda. Wdzierając się w prywatność, nawet intymność związkowego przywódcy reżyser próbuje uchwycić fenomen przemiany prostego, skupionego na codzienności robotnika w charyzmatycznego przywódcę. Kontrowersyjny, niepozbawiony słabości wyzwolił ukryte w sercach milionów ludzi marzenie o wolności, co dało energię dla przemian przerastających ówczesną wyobraźnię”

Allan:

Polski kandydat do Oscara. Z jednej strony mnie to zaskoczyło, a z drugiej było w jakiś sposób oczywiste i przewidywalne. Ciekawe jak pójdzie „Mistrzowi” (bez śmiechów proszę, kiedyś w kinie byłem świadkiem jak Andrzeja Wajdę zaczepiono zwracając się doń tym tytułem) konkurencja z Agnieszką Holland, której czeski film zrealizowany dla HBO też ma stanąć w szranki z „Wałęsą”. Choć do filmów Wajdy w ostatnich latach mam sceptyczne nastawienie (poza „Tatarakiem” – choć uznanie dla tego filmu to zasługa Krystyny Jandy), to tej produkcji jestem ciekaw. Zwiastun jest zrobiony dobrze (choć po co ten błyszczący napis na koniec?), Więckiewicz nie tyle gra Wałęse, co się nim stał  (ciekawe tylko, czy nie przeszarżował). No i nadal rozważam, do kina, czy nie? Ale chyba zaczekam na dystrybucję DVD / BD.

Hagath:

Film budzi spore kontrowersje jeszcze przed premierą, dlatego tym bardziej chętnie zobaczę go w kinie. Zwiastun zapowiada ciekawy dramat historyczny, jednak obawiam się trochę, czy nie znajdziemy tutaj zbyt dużej ilości patetyzmu. Film może być dobry, ale znając Wajdę – może też być za bardzo wzniosły, zakrzywiający rzeczywistość na zasadzie „byleby tylko było patriotycznie”.

Legenda Kaspara Hausera (La leggenda di Kaspar Hauser), premiera 4 października

„Filmowy Kaspar Hauser, ubrany w dres i słuchawki, pojawia się na prawie bezludnej plaży na wyspie "X" nad morzem "Y" w roku "0". Szeryf (w tej roli Vincenta Gallo), który jest jednocześnie DJ-em, rozpoznaje w nim Mesjasza. Księżna władająca niewielką społecznością czuje się zagrożona przez blond chłopca i wysyła przeciw niemu kryminalistę, wielkiego fana disco, o znamiennym imieniu The Pusher (w tej roli także Vincent Gallo), aby rozwiązał problem Kaspara.”

Allan:

Choć tyle można dowiedzieć się o filmie z opisu dystrybutora, bo ze zwiastuna niewiele można wywnioskować, choć to akurat dobrze. O ile ciekaw jestem eksperymentów z filmową formą, to tego filmu nie mam ochoty oglądać. Powód? Vincent Gallo – a to kradnie dusze (względnie kupuje i nie chce oddać), a to wystawia penisa przed kamerą twierdząc, że robi kino artystyczne, a nie pornograficzne. Choć wiem, że jest wielu fanów aktora – ja do nich nie należę, więc za film również podziękuję.

Hagath:

Zwiastun jest tak artystyczny, surrealistyczny i nic nie mówiący, że w ogóle nie zachęca do obejrzenia produkcji. Zapowiada film bardzo specyficzny i zdecydowanie nie w moim guście. Niby lubię czasem obejrzeć produkcje odstające od rzeczywistości, ale to chyba nie jest jedna z nich.

The Story of Film – Odyseja filmowa (The Story of Film: An Odyssey), premiera 4 października

„900 minut najprawdziwszej filmowej magii - to efekt wieloletniej pracy Marka Cousinsa, reżysera, krytyka filmowego i człowieka, którego serce najmocniej bije w kinie. The Story of Film - Odyseja filmowa to, jak nazwa wskazuje, projekt przyglądający się rozwojowi kinematografii. Jego niezwykłość polega na tym, że stworzył go ktoś, kto język kina ma w małym palcu i doskonale go rozumie, a właściwie - mówi nim. Opowiadając o pełnej przypadków, intrygujących faktów i wiekopomnych epizodów historii filmu, reżyser nie stoi na pozycji patrzącego chłodnym okiem dokumentalisty, ale inkorporuje kinowe style i chwyty.”

Allan:

15 godzinny film? O historii kina? Brzmi doskonale i pragnę go zacząć oglądać choćby zaraz. Obraz był już prezentowany na Nowych Horyzontach. Podzielono go wówczas na kilka części. Ciekawy jestem, czy rzeczywiście pojawi się w kinowej dystrybucji (jeśli tak, to pewnie tylko w kinach studyjnych) i jak będzie wyświetlany. W jednej, dwóch, czterech częściach? Jakkolwiek będzie wyświetlany – jak najszybciej muszę nabyć bilet.

Hagath:

Fascynujący. Zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla każdego fana kina – według mnie zarówno tego zaznajomionego z historią kinematografii, jak i dopiero rozpoczynającego swoją przygodę z tą sferą kultury. Na pewno każdy po obejrzeniu takiej produkcji z większą motywację i zainteresowaniem zacznie nadrabiać filmy z zeszłego stulecia, a to pomoże w zrozumieniu i ocenie filmów XXI wieku. 12 godzin z reżyserskimi wersjami Władcy pierścieni to przy tym pestka.

Labirynt (Prisoners),premiera 4 października

Kilkuletnia córeczka stolarza z małego miasteczka zostaje porwana, w tym samym czasie znika również jej koleżanka. Początkowo współpracuje z policją, ale szybko zmienia zdanie i postanawia sam wymierzyć sprawiedliwość. Nie musi prowadzić śledztwa, bo upatrzył już człowieka, którego obwinia o zbrodnię. Przystępuje więc do realizacji planu porwania mężczyzny, aby torturami wymusić przyznanie do winy i odpowiedź gdzie są dziewczynki.

Allan:

Przyznaję, że zwiastun trzyma w napięciu i gdyby tylko nie Hugh Jackaman łaskawszym okiem spojrzałbym na tę produkcję. Mroczny klimat w reklamówce oraz nazwisko reżysera działają na plus. Denis Villeneuve stworzył wcześniej znakomite Pogorzelisko, ale jeżeli spojrzeć na nazwisko scenarzysty – nie zachwycam się tak bardzo. Aaron Guzikowski jest autorem amerykańskiej adaptacji scenariusza do filmu Kontrabanda, który był jednym z najgorszych seansów ostatnich miesięcy. Dlatego w przypadku Labiryntu nie śpieszy mi się do kina – zaczekam na wersję BD i to również bez odliczania czasu.

Hagath:

Ja z kolei lubię zarówno Hugh Jackmana, jak i Jake’a Gyllenhaala, więc do obsady nie mam żadnych zarzutów. Zwiastuny trzymają w napięciu, pozostaje tylko mieć nadzieję, że tak też jest z filmem. Chociaż uśmiech na mej twarzy wywołał fakt, że główny detektyw nazywa się Loki (serio, nikt nie wpadł na to, że ludziom to się będzie strasznie kojarzyć z zupełnie innymi rzeczami niż powinno, szczególnie, że na boga kłamstw ewidentnie jest ostatnio moda?). Pomijając ten szczegół, już teraz widać, że będzie to kolejna produkcja poruszająca problem skuteczności prawa i zadająca pytanie, czy czekać na działania władz, czy może lepiej wziąć sprawy we własne ręce, podążając za sprawiedliwością, a nie pustymi paragrafami.

Droga na północ (Tie Pohjoiseen), premiera 4 października

„Poukładane życie czterdziestoletniego pianisty Timo (Samuli Edelmann) rozsypuje się jak domek z kart, gdy opuszcza go żona, a on zastaje pod drzwiami mieszkania, niejako w zamian, schorowanego ojca, Leo (Vesa-Matti Loiri), którego nie widział od 30 lat. Ich ponowne spotkanie zbiega się z momentem dla obu przełomowym. Stracili niemal wszystko, co mieli i w co wierzyli, lecz jeden jest absolutnym przeciwieństwem drugiego.”

Allan:

Czas na kino fińskie? Mnie zwiastun nie zachęcił do obejrzenia. Kolejny film, jakich wiele o drodze dwóch różnych osób, związanych więzami krwi, które odkrywają prawdę o życiu i sobie. Nie jestem fanem kina drogi i choć cieszę się, że trafiają do Polski nie tylko amerykańskie filmy, to czy nie mogą być to bardziej uznane produkcje? Droga na północ dostała trzy nominacje fińskiej akademii filmowej. Ciekawe czy nasze filmy nominowane do krajowych nagród też wysyłamy za granicę – pewnie kilka tak. Podsumowując – film na listę „do obejrzenia” nie zostaje zapisany.

Hagath:

Cieszę się, że kino skandynawskie ostatnio coraz częściej trafia do Polski. Na razie dominują Szwedzi, ale chętnie zobaczę, co Finowie mają do zaprezentowania. Prawdopodobnie ten film będzie i tak lepszy od kilku ostatnich amerykańskich produkcji o niesfornych rodzicach.

Metallica: Through the Never, premiera 4 paźdzerinika

„Podczas realizowanego z ogromnym rozmachem koncertu grupy Metallica, młody członek ekipy koncertowej Trip (Dane DeHaan), dostaje zlecenie odebrania niezwykle ważnej przesyłki. Rutynowe z pozoru zadanie przeradza się w groźną, surrealistyczną odyseję, którą muzycznie ilustruje Metallica, wykonując na żywo swoje ikoniczne utwory. Zdeterminowany, by dostarczyć przesyłkę Metallice, zdany wyłącznie na siebie Trip pokonuje opustoszałe ulice miasta.”

Allan:

Mam wrażenie, że piosenki zespołu Mettalica nie potrzebują fabularnej oprawy, trochę więc dziwny wydaje mi się pomysł tworzenia fabularnej linii opowieści i łączenia jej ze spektakularnym koncertem legendarnej kapeli. Mimo to ciekaw jestem jak na wielki ekranie taki mariaż by się prezentował. Jeżeli więc oglądać to wyłącznie w IMAXie. W wolnej chwili, warto pewnie sprawdzić, problem tylko taki, że  ilość kin IMAX w Polsce sprawia, że dla wielu osób (również dla mnie) to dosyć duża wyprawa, pod rozwagę – ale ponownie bez dużej presji na obejrzenie.

Hagath:

Jestem fanką metalu od dawna, a Metallica na pewno w pierwszych latach poznawania ciężkiej muzyki jakoś mnie ukształtowała i choć nigdy trash nie dominował w mojej muzycznej biblioteczce, to na ten film na pewno się wybiorę. Szczególnie, że mieszkam w dużym mieście i dostęp do IMAXa to nie problem. I w sumie nawet się cieszę, że nie jest to kolejna, zwykła koncertówka, tylko coś bardziej niesztampowego. Oby tylko efekt nie był jednak zbyt przesadzony czy sztuczny (a patrząc na sceny z zamaskowanym jeźdźcem, można mieć chyba takie obawy).

Klopsiki kontratakują (Cloudy with a Chance of Meatballs 2), premiera 11 października

„Świat wreszcie poznał się na geniuszu konstruktora Finta Lockwooda. Został nawet zaproszony do współpracy przez firmę, która wymyśla różne nowoczesne technologie ułatwiające życie. Niestety, Flint nagle dowiaduje się, że jego poprzedni, nieudany wynalazek - maszyna zmieniająca wodę w żywność - nadal działa. Ale teraz produkuje niebezpieczne jedzeniowo-zwierzęce hybrydy (jerzęta? zwijedzenie?). Maszynę koniecznie trzeba unieszkodliwić, a los świata znowu spoczywa w rękach Flinta.”

Allan:

Choć zwiastun nie przekonuje mnie do obejrzenia filmu, to już dorobek filmowy studia Sony Pictures Animation sprawia, że patrzę na nową propozycję animowaną łagodniej. To samo studio dostarczyło mi ostatnio wiele radości bajkami Hotel Transylwania i Artur ratuje gwiazdkę, kontratakującym klopsikom dam więc szansę, ale dopiero na BD, bo w polskich kinach niezwykle rzadko (o ile w ogóle) wyświetla się bajki w oryginalnej wersji językowej.

Hagath:

Mnie zwiastuny nie zachęciły do oglądania pierwszej części, więc na drugą tym bardziej nie czekam. Jakoś sam pomysł na całą historię też do mnie nigdy nie przemawiał i krwiożercze hamburgery raczej nie zmienią mojego zdania.

Wieczni chłopcy (Les Gamins), premiera 11 października

„Thomas (grany przez Maxa Boublila, współautora scenariusza) marzy o komponowaniu piosenek. Plany poślubienia Loli, a tym samym konieczność zarobienia na ślub, dom, przyszłą rodzinę, powodują, że z obiecującego muzyka staje się szarym wyrobnikiem na urzędniczym etacie. Gdy z przyszłą żoną odwiedza jej rodziców: cynicznego Gilberta (wspaniały Alain Chabat) i jego żonę Suzanne, jego świat zostaje wywrócony do góry nogami. Gilbert wyniszczony przez monotonię trzydziestoletniego małżeństwa postanawia uratować Thomasa od popełnienia życiowego błędu – poślubienia młodszej kopii swojej żony.”

Allan:

Komedia, której zwiastun mnie nie bawi nie wróży nic dobrego. Choć cenię francuskie kino i uważam, że mało którzy filmowcy w Europie potrafią tak zgrabnie naśmiewać się ze współczesnego świata – szczególnie biorąc sobie na cel dzisiejsze mieszczaństwo - to jednak opowieść o kryzysie wieku średniego mnie nie interesuje. Może się mylę, ale zwiastun zapowiada kolejny seksistowski film, dowodzący, że mężczyzna, żeby być męski, musi „się zabawić”, a potem pewnie bez problemu może do rodziny powrócić. Zdanie oparte wyłącznie na reklamie filmu może być mylne, bo francuskie recenzje filmu są pozytywne.

Hagath:

Sam główny motyw filmu również do mnie nie przemawia, jednakże z drugiej strony, film będzie seksistowski, jeśli tylko zakończenie podtrzyma konkluzję, o której napisał mój poprzednik. W zwiastunie było kilka interesujących momentów, do tego w filmie gra Alain Chabat, więc poważnie zastanawiam się, czy nie dać szansy tej francuskiej komedii.

Grawitacja (Gravity) – premiera 11 października

„Szczątki satelity uderzają w stację kosmiczną na orbicie ziemskiej niszcząc i zabijając niemalże wszystkich poza parą astronautów, którzy walczą o przetrwanie i powrót do domu.”

Allan:

Jakże prosty pomysł na film. Prosty, nie znaczy w tym wypadku jednak łatwy do zrealizowania, nie znaczy również zły. Historia kina pokazuje, że filmy, które można streścić jednym zdaniem, zawierając w nich główny konflikt, dramatyczny rys akcji – sprawdzają się najlepiej. Pierwszy zwiastun z piękną muzyką Arvo Pärta- Spiegel im Spiegel oczarował mnie. Ze wszystkich premier października na ten film czekam najbardziej. Nawet jeżeli okaże się wyłącznie kinem akcji czuję, że warto go zobaczyć. Poza tym piękne ujęcia planety Ziemia widzianej z jej orbity – pierwszy raz muszę to zobaczyć w kinie. Reżyseruje Alfonso Cuarón – trudno więc jednoznacznie ocenić, jakie będzie to kino. Jedno jest pewne – reżyser Ludzkich dzieci, Labiryntu Fauna i Biutiful jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Wierzę, że teraz też dostarczy mi niesamowitych przeżyć filmowych.

Hagath:

Czekam na ten film już od dawna. Niezwykle oryginalny pomysł – było już wiele pomysłów na historie o próbie przetrwania w nieprzyjaznym środowisku, ale czegoś takiego jeszcze nikt nie zrealizował. W kosmosie nie ma powietrza, siły tarcia czy tym bardziej pożywienia lub schronienia. Trochę się obawiam obsadzenia Sandry Bullock w głównej roli, bo ostatnio według mnie miała pewien spadek formy, ale być może to będzie jej szansa na „odbicie się od dna”.

Kumba (Khumba), premiera 11 października

„Wszystkie zwierzęta w Afryce wiedzą, że zebra bez pasów jest jak słoń bez trąby i lew bez grzywy. Kiedy jesteś zebrą i rodzisz się pasiasty do połowy, życie potrafi być bardzo skomplikowane. Na własnej skórze przekonuje się o tym Kumba – jedyny na świecie przedstawiciel pasiastych, któremu natura poskąpiła pełnego umaszczenia.”

Allan:

Muszę przyznać, że dystrybutor jest odważny wprowadzając ten film na ekrany w tym samym tygodniu, w którym zadebiutuje również animacja od Sony. Po zwiastunie widać, że w bajce nie można spodziewać się niczego nowego. Dla młodych widzów pewnie się będzie nadawać – bo kolorowo i krzykliwie. Ja mam ten komfort, że do seansu nikt mnie nie zmusi.

Hagath:

Może i nic nowego, ale jakoś bardziej to do mnie przemawia niż jedzące ludzi hamburgery. Jest Afryka, są zwierzaki, jest humor, ładne animacje i historia o tym, że ktoś nieco inny niczym się nie różni od tych „normalnych”, ale musi się bardzo napracować, by to udowodnić. Niczego więcej nie wymagam od produkcji tego typu.

Chce się żyć, premiera 11 października

„Kiedy Mateusz (Dawid Ogrodnik) przyszedł na świat, lekarze wydali na niego wyrok, uznając go za "roślinę". Jednak rodzice chłopca (Arkadiusz Jakubik i Dorota Kolak) nigdy nie pogodzili się z diagnozą, wierząc, że mimo problemów z komunikacją, ich syn jest w pełni sprawny intelektualnie. Mateusz dorasta otoczony troską i miłością, zyskując wiernego przyjaciela - mieszkającą w sąsiedztwie Ankę (Anna Karczmarczyk). Jednak los sprawia, że musi rozłączyć się z rodziną i trafia do specjalistycznego ośrodka. Z dala od bliskich podejmuje trudną walkę o godność i prawo do normalnego życia.”

Allan:

Zwiastun budzi we mnie mieszane uczucia, bo z jednej strony widać w nim bardzo ukierunkowane światopoglądowo spojrzenie na świat (niekoniecznie zbieżne z moim) i do tego narracja zza kadru, która moim zdaniem działa na niekorzyść fabuły i siły przekazu, którą daje wyłącznie obraz. Z drugiej strony to prawdziwa historia, a obraz chwalono i nagradzano nie tylko na polskich festiwalach. Do tego w główną rolę wciela się Dawid Ogrodnik, który zaprezentował już swoje umiejętności w Jesteś Bogiem – może więc warto wesprzeć polskiego filmowca i wybrać się do kina. Jestem na tak.

Hagath:

Sama nie wiem, co sądzić o tym filmie. Niewątpliwie taką problematykę należy poruszać i jest to dość oryginalne przedsięwzięcie. Niemniej, wolę takie filmy oglądać w domowym zaciszu niż w kinie, dlatego poczekam na wydanie cyfrowe.

W ciemno (Out In the Dark), premiera 11 października

Obsypana nagrodami kilkuwymiarowa historia romansu Palestyńczyka i Żyda z rozdartej konfliktem etnicznym Jerozolimy. Żurnalowego Roya, dziedzica prawniczej fortuny i Nimera, studenta psychologii ze społecznego awansu dzieli nie tylko wyznanie, język, polityka, ale również pieniądze. Pomimo sprzeciwu obu rodzin, wszechobecnej służby bezpieczeństwa i arabskiej homofobii starają się znaleźć miłość tam, gdzie jej nie ma, a przynajmniej być nie powinno. Łącznikiem porozumienia staje się Loai Noufi w roli właściciela gejowskiego klubu, którego dramat jest lustrzanym odbiciem prawdopodobnego losu Nimera Mashrawi.

Allan:

Opis przypomniał mi znakomity film, który widziałem przed laty na Warszawskim Festiwalu Filmowym – izraelska „Bańska mydlana” z 2006 roku. Tutaj podobnie jak we wspomnianym filmie w uczucie wdzierają się społeczne zakazy, różnice i polityka. Mam nadzieję, że film dotrze chociaż do kin studyjnych (nie liczę na ogólną dystrybucję w multipleksach), bo chciałbym go zobaczyć, choćby ze względu na piękne zdjęcia, które w połączeniu z dobrą muzyką tworzą ciekawy zwiastun. Do tego film nominowano i nagradzano na wielu festiwalach filmowych – nie tylko związanych z tematyką LGBT.

Hagath:

Zapewne jest to piękny, prowokujący dramat, ale znów – zdecydowanie wolę to obejrzeć na spokojnie, w domowym zaciszu. Szczególnie, że gdzieś z tyłu głowy mam świadomość, że w świecie żydowskim i arabskim jest naprawdę dużo więcej ważniejszych, nierozwiązanych problemów, o których wciąż zbyt mało się mówi, ale przecież zawsze jest czas na film o homoseksualistach.

Dom: Warszawa-Meksyk, premiera 11 październik

„Dokument „Dom: Warszawa – Meksyk” to podróż do dwóch miast znajdujących się na odległych od siebie kontynentach, po których przewodnikami są emigranci: Polacy mieszkający w Mieście Meksyk oraz Meksykanie w Warszawie ukazujący koloryt miejsc, które zamieszkują na emigracji, a także proces adaptacji w odmiennej kulturze. Ludzie ci, wywodzący się z rożnych pokoleń, środowisk, o rozmaitych doświadczeniach zawodowych i osobistych, ujawniają swoje tęsknoty, obawy oraz definiują własne pojęcie domu.”

Allan:

Zawsze jestem ciekaw kina dokumentalnego. W przypadku tego filmu bardziej przemawia do mnie opis dystrybutora niż niewiele prezentujący zwiastun produkcji – ale być może jest jakimś wyznacznikiem filmu, który, jeżeli będzie zbudowany bardziej na nastroju, może w ciekawy sposób oddawać ujęcie tego, co odczuwamy jako dom. Ciekawi mnie czy 50-minutowy dokument rzeczywiście ma szansę trafić do kinowej dystrybucji, czy seans będzie połączony z innym filmem.

Hagath:

Pomysł na pewno nietuzinkowy. Poznanie wrażeń na temat danego kraju z punktu widzenia emigrantów może być ciekawym doświadczeniem.

Carrie, premiera 18 października

„Nastolatka Carrie White wychowywana jest przez samotną matkę, fanatyczkę religijną. Nie przysparza jej to popularności w szkole, gdzie czuje się samotna. Jest w niej jednak coś bardzo wyjątkowego. Prześladujący ją rówieśnicy poznają sekret Carrie w dniu balu maturalnego, kiedy dziewczyna ujawni swoje moce telekinetyczne i wykorzysta je, aby wyrównać rachunki.”

Allan:

Teraz pora się przyznać, że nigdy nie widziałem wcześniejszej wersji filmu z 1976 roku, którego reżyserem był Brian De Palma. Nie jestem też fanem ekranizacji prozy Stephena Kinga. Horrory to po prostu nie moja bajka, więc się do nich nie zbliżam.

Hagath:

Carrie była jedną z pierwszych książek Stephena Kinga, jaką przeczytałam. Pamiętam, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Krótka, ale wciągająca i trzymająca w napięciu. Z niecierpliwością czekam na jej nową wersję. Horrory często mają ten problem, że remake’i i ekranizacje po prostu nie wychodzą, jednakże oglądając zwiastuny oraz widząc niezwykłą Julianne Moore w roli fanatycznie religijnej matki Carrie, nie mogę powstrzymać rosnącej nadziei na dobry film.

Ślepy Traf (Runner, Runner), premiera 18 października

„Student, który zarabia na czesne uprawiając internetowy hazard, pada ofiarą oszustwa i zostaje doprowadzony do ruiny. Mimo iż grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo, wyrusza na Florydę, by wymierzyć sprawiedliwość właścicielowi portalu, bezwzględnemu gangsterowi, który nie cofnie się przed niczym, by udowodnić, że kasyno zawsze wygrywa.”

Allan:

Reżyser Brad Furman do tej pory nie zachwycił mnie żadnym ze swoich filmów (np. Prawnik z Lincolna lub Po napadzie). Czy na pokładzie ze scenarzystami Brianem Koppelmanem i Davidem Levienem może to się zmienić? Obaj panowie mają na swoim koncie zarówno dobre filmy (Hazardziści, Ława przysięgłych), jak i bardzo kiepskie produkcje (Z podniesionym czołem, Synowie mafii). Runner, Runner zapowiada się na dobrze zrealizowany, ale absolutnie nie odkrywczy film. Justina Timberlake’a wolę na scenie muzycznej niż na ekranie, podobnie Bena Afflecka za kamerą niż przed nią. Seans może kiedyś w przyszłości w domu, nie w kinie.

Hagath:

Zapowiada się interesujący film - jeśli ktoś lubi klimat kasyn i ryzyko z nimi związane, na pewno się tutaj odnajdzie, jednakże w tym miesiącu jest tyle ciekawych premier, że Ślepy traf może po prostu zginąć wśród innych, dużo ciekawszych premier. Mogą go uratować tylko nazwiska Timberlake’a i będącego ostatnio na topie Afflecka.

Życie Adeli - Rozdział 1 i 2 (La Vie d'Adèle), premiera 18 października

„Opowieść zaczyna się, kiedy tytułowa bohaterka ma 15 lat i jest w liceum. Przeżywa pierwsze zauroczenie, pierwszy seks, miłosne rozczarowanie. Jedna rzecz nie ulega dla niej wątpliwości: dziewczyny chodzą z chłopakami. Jej życie zmienia się jednak na zawsze, gdy pewnego razu spotyka Emmę, młodą kobietę o niebieskich włosach. To właśnie dzięki niej Adela odkryje swoje pragnienia i kobietę w sobie. Na oczach widzów Adela dojrzewa, poszukuje swojej życiowej drogi, gubi ją i znowu odnajduje...”

Allan:

Zwycięzca Złotej Palmy na Festiwalu filmowym w Cannes w tym roku to dla mnie propozycja obowiązkowa do zobaczenia w kinie i nie odstrasza mnie nawet czas trwania seansu. Trzy godzinny seans może być niezapomnianym doświadczeniem filmowym. Zwiastun jest już małym dziełem filmowym.

Hagath:

A mnie zwiastun w ogóle nie przyciągnął, ani nie zainteresował – co najwyżej zmęczył.  Wygląda na to, że jesień na całym świecie zdominowały dramaty o homoseksualistach. Trzeba jednak przyznać, że dzięki temu można zrobić ciekawe porównanie, jak na ten problem patrzy się w różnych krajach, by wymienić tylko Polskę, Izrael i Francję.

Z miłości do... (Song for Marion), premiera 18 października

„Para głównych bohaterów, Marion (Vanessa Redgrave) i Arthur (Terence Stamp), to starsze małżeństwo, mieszkające w obskurnym blokowisku w Newcastle. Ona, niezmiennie pogodna, otwarta na ludzi, uśmiechnięta i życzliwa, uczęszcza na próby chóru emerytów, prowadzone przez młodą nauczycielkę śpiewu, Elisabeth (Gemma Arterton) w osiedlowej świetlicy. On, zgorzkniały, mrukliwy tetryk, skłócony z synem (Christopher Eccleston), stroniący od ludzi, dowozi tylko swoją schorowaną żonę, na wózku inwalidzkim raz w tygodniu na próby, samemu nie wchodząc nawet na salę. Ponieważ chór przygotowuje się do konkursu śpiewaczego, Elisabeth wybiera repertuar składający się z dość zaskakujących i nie oczywistych evergreenów, w rodzaju "Let’s talk about sex". Artur, kochający Marion do nieprzytomności, pogrążający się coraz bardziej w smutku i samotności, uważa to wszystko za kompletną bzdurę, wyczerpującą niepotrzebnie jej energię i resztki sił witalnych.”

Allan:

Seniorzy w kinie mają się znakomicie. Ostatnio pojawia się coraz więcej filmowych opowieści, których bohaterami są ludzie w kwiecie wieku. Zwiastun Song for Marion zapowiada niezwykle sympatyczne kino, może i odrobinę przesłodzone – co jednak nie znaczy, że złe. Sądzę, że może być o wiele lepiej niż w przypadku debiutu reżyserskiego Dustina Hoffmana. Z przyjemnością obejrzę tę produkcję.

Hagath

Taki kolejny Kwartet, czyli zapowiada się miło i przyjemnie. Jednak bardziej niż starszych aktorów ciekawa jestem drugoplanowej roli Gemmy Arterton, której obecność w tego typu produkcji nawet mnie zaskoczyła. Dobrze, że ta młoda aktorka próbuje swych sił w różnych gatunkach filmowych.

Ambassada, premiera 18 października

„Mela i Przemek przyjeżdżają do Warszawy, aby zająć się mieszkaniem wuja. Okazuje się ono nie tylko luksusowe, ale i niezwykłe. Melania, zgłębia historię domu i odkrywa, że na ulicy Piusa 17 - dziś Pięknej - przed wojną znajdowała się niemiecka ambasada. Winda, która znajduje się w budynku, nie tylko przenosi mieszkańców z piętra na piętro, ale też umożliwia podróż w czasie: z sierpnia 2012 roku do sierpnia 1939 roku.”

Allan:

Juliusz Machulski upodobał sobie ostatnio podróże w czasie. W 2008 był Ile waży koń trojański, później pastisz filmów grozy Kołysanka. Ambassada jednak wydaje się dziwniejsza niż oba poprzednie filmy razem. Nie jestem ciekaw tej produkcji i może kiedyś ją poznam, ale z pewnością nie w kinie.

Hagath:

Prawda jest taka, że Juliusz Machulski chyba nigdy mnie nie zawiódł. I choć Ambassada budzi we mnie sprzeczne uczucia, to zdecydowanie muszę ją obejrzeć. Więckiewicz w roli Hitlera, Nergal w roli Ribbentropa, zakręcony humor związany z II Wojną Światową – mieszanka wybuchowa! I zapewne miła odmiana od tych wszystkich napuszonych, patriotycznych filmów.

Maczeta zabija (Machete Kills), premiera 18 października

Niezniszczalny zabijaka i kochanek – Maczeta, powraca. Tym razem w misji przydzielonej przez rząd amerykański. Jego zadaniem będzie odnalezienie i usunięcie z powierzchni planety bezwzględnego miliardera i handlarza bronią Luthera Voza (Mel Gibson). Pokój na świecie wisi na włosku, więc Maczeta nie ma ani chwili do stracenia.

Allan:

Na pierwszej części Maczety, oglądanej w kinie – bawiłem się doskonale. Za nic w świecie nie przepuszczę wizyty w kinie na kontynuacji. No i w końcu zobaczę debiutującego na ekranie Carlosa Esteveza, czyli wcale nie debiutującego Charliego Sheena.

Hagath:

Po prostu uwielbiam prześmiewczy, przerysowany klimat Maczety. Do tego już zwiastuny sequela sprawiają, że się dobrze bawię, więc tym bardziej muszę zobaczyć pełną wersję. Do tego ta niesamowita obsada – Mel Gibson jako czarny charakter, Charlie Sheen jako prezydent USA! Takiej zabawy filmem jeszcze nie było.

Cyrk (The Circus), premiera 18 października

„Charlie ponownie wciela się w postać bezrobotnego. Przez pomyłkę dostaje portfel skradziony przez kieszonkowca. Niespodziewanie wzbogacony postanawia zabawić się w wesołym miasteczku. Jednak Charliego znajduje prawdziwy właściciel portfela i bierze go za złodzieja. Charlie ucieka i nagle wpada na arenę cyrku. Publiczność myśli, że to część przedstawienia i nagradza go oklaskami. Błazen z przypadku zostaje zatrudniony w cyrku. Niestety, w następnych przedstawieniach Charlie wypada fatalnie. Z pomocą przychodzi mu woltyżerka (Merna Kennedy), która podtrzymuje go na duchu i uczy sztuki aktorskiej”

Allan:

Kolejny klasyk Charliego Chaplina na ekranach kin studyjnych. Jak zawsze dla wielbicieli komika ery kina niemego i dla tych, którzy nie znają osiągnięć Charliego doskonała okazja do obejrzenia filmu na dużym ekranie. Obiecuję sobie już trzeci miesiąc, że muszę zobaczyć któryś z tych filmów w kinie – możliwe jednak, że zaczekam na kolejny, np. Dyktatora.

Hagath:

Dobrze, że takie filmy wracają do kin, dzięki czemu można się łatwiej zapoznać z największymi klasykami. Na pewno będzie to niesamowite przeżycie dla każdego, kto uda się na ten seans.

Bitwa roku (Battle of the Year), premiera 25 października

“Akcja pełnej fascynujących postaci i dynamicznych sekwencji tanecznych BITWY ROKU została osadzona w międzynarodowym świecie B-boyingu – miejskiego tańca, powszechnie znanego jako breakdance.”

Allan:

Opis dystrybutora zajmuje jeszcze trzy potężne akapity, ale dla mnie sprawa kończy się już na haśle bitwa taneczna. Nie fascynują mnie taniec współczesny, telewizyjne taneczne show, tym bardziej taneczne filmy w żadnej wersji 2D, 3D, nawet 15D, gdzie można pewnie oberwać potem tancerza po licu. Dla mnie filmem tanecznym młodości był Footloose albo Blues Brothers (Bracia Blusowie w końcu pięknie tańczyli – szczególnie Jake).

Hagath:

Miło, niewymagająco, pozytywnie i widowiskowo. Film skierowany do młodych ludzi, którzy chcą pooglądać zdolnych tancerzy i posłuchać przebojowej muzyki. Bardzo podoba mi się fakt, że Bitwa roku stawia na internacjonalizm oraz pracę drużyny, a romans prawdopodobnie pokaże się tylko gdzieś w tle. Do tego coś dla fanów (fanek?) serialu LOST – w filmie pojawia się Josh Holloway.

Dwa życia (Zwei Leben), premiera 25 października

„Europa, rok 1990. Wieści na temat upadku muru berlińskiego docierają do uszu dojrzałej Katrine (Juliane Kohler) – żony, matki i babci. Mimo, że Katrine płynnie mówi po norwesku i na północy Europy mieszka od dwudziestu lat, urodziła się we Wschodnich Niemczech i wychowała w tamtejszym sierocińcu. Na kartach rodzinnej historii jest zapisane, że matkę, Asę (Liv Ullmann), Katrine odnalazła po wielu ciężkich próbach i dramatycznej ucieczce z NRD przez morze bałtyckie.”

Allan:

Choć w zwiastunie tego filmu nie podoba mi się, jak średnio co 30 sekund jakiś mężczyzna potrząsa kobietą (najczęściej tą samą), to mam nadzieję, że cały film będzie odrobinę inny, bo to może być ciekawa dramatyczna opowieść. Do tego kilka nagród na międzynarodowych festiwalach filmowych i w jednej z głównych ról występuje Liv Ullmann. Chętnie zobaczę tę produkcję.

Hagath:

Zwiastun jest strasznie nierówny i średnio zachęca do obejrzenia filmu. Niemniej, skądś się te wszystkie nagrody wzięły, więc prawdopodobnie jest lepiej niż się może wydawać.

Nic wielkiego, premiera 25 października

Historia rodzeństwa Zosi i Stasia, ich wspólnego dzieciństwa, relacji z rodzicami, w końcu wejścia w pełnoletniość i dorosłość. Okres dojrzewania to ten specyficzny czas, kiedy podejmujemy różne decyzje, których znaczenie będziemy rozumieć dopiero za kilka lat. To także, a może przede wszystkim, czas kształtowania charakteru i szukania siebie. Czasami taka podróż do własnego wnętrza jest, tak jak w przypadku Stasia, zaskakująca i kręta. Młody chłopak może nie być gotowy na to, co tam odkryje.

Allan:

Po ponad 2 minutowym zwiastunie też zadaje sobie pytanie – co tu jest do odkrycia, a właściwie to co ja w ogóle widziałem? Film wydaje się być strasznie amatorski i oby w fabule zdarzenia w jakiś sposób były powiązane (żeby nie napisać brzydko, aby trzymały się… całości), bo jak śpiewali polscy raperzy „nie ma składu, nie ma ładu, nie ma po nim nawet śladu”, a jeśli jest to ja już się o tym nie przekonam, bo pewnie nic wielkiego nie stracę, nie oglądając nic wielkiego…

Hagath:

Dawno nie widziałam tak chaotycznej zapowiedzi. Na dodatek gra aktorska stoi według mnie na bardzo niskim poziomie. Dosłownie nic wielkiego.

Nie zapomnij mnie (Vergiss mein nicht), premiera 25 października

Film można już było oglądać na Planete Doc Film Festival, a później na przeglądzie tych filmów, prezentowanym w kinach studyjnych w jeden z majowych weekendów. „David Sieveking, znany polskim widzom z filmu "David chce odlecieć", w unikalny sposób, nie bojąc się groteski i humoru, portretuje tym razem swoją matkę, która – jak miliony ludzi w Europie – zapada na chorobę Alzheimera i powoli zapomina o świecie, w którym żyje”

Allan:

Film już oglądałem i byłem zdziwiony, że poszło mu tak kiepsko, skoro reżyser ma już trochę doświadczenia. Dosyć głośno było w naszym kraju o jego wcześniejszym projekcie David chce odlecieć. W Nie zapomnij mnie zdjęcia Adriana Stählia, często robione są z tzw. ręki – bez statywu, co ma postawić widza bliżej akcji. Udowodnić na siłę, że to, co na ekranie jest najprawdziwszym życiem. Piszę z odrobina rozgoryczenia, bo niemiecka produkcja nosi w sobie te wszystkie cechy dokumentu, które we współczesnym rozwoju gatunku drażnią mnie. Choć bohaterem filmu jest matka Davida, kamera o wiele chętniej obserwuje chłopaka, a choroba matki jest tylko świetną okazją do przedstawienia siebie. Jak na film dokumentalny – za dużo dla mnie tu kreacji, sztuczności i kontakt z bohaterami tej opowieści wymaga dużego dystansu. Kiedy mąż chorującej kobiety rozckliwia się, że żona go nie pamięta – to powodują nim bardziej wyrzuty sumienia niż miłość. Kiedy jej córka łka przed kamerą, że to czas pożegnania, w gruncie rzeczy wygląda jakby płakała nad samą sobą w obawie, że ją również czeka identyczny los. Każdy tutaj jest pełen egoizmu, każdy mówiąc kłamie i jedyna prawda, jaką można wynieść o ludziach z tej opowieści ukrywa się w tym, czego nie mówią. Nieprzyjemne doświadczenie.

Hagath:

Im dłużej ogląda się zwiastun, tym bardziej ma się wrażenie, iż jest to film nie o samej chorej, ale o jej rodzinie. I jest to chyba dość ciekawy punkt widzenia, bo wydaje się, że to zdrowi członkowie rodziny najbardziej cierpią, kiedy ktoś bliski choruje na Alzheimera i zapomina wszystkie najważniejsze rzeczy oraz ludzi, których kochał.

Borgman, premiera 25 października

„Bohaterem jest Camiel Borgman, którego pojawienie się powoduje serię niepokojących wydarzeń.”

Allan:

Enigmatyczny to opis filmu i równie enigmatyczny, co także niepokojący jest zwiastun holenderskiej produkcji. Film Alexa van Warmerdama nominowany był między innymi w Cannes do Złotej Palmy, ale zanim zdecyduję się go obejrzeć, pewnie dużo czasu jeszcze upłynie. Seans więc w domu z możliwością szybkiego wyłączenia filmu, a nie w kinie.

Hagath:

O polską zapowiedź tego filmu na razie jest niezwykle trudno. Niezwykle krótki opis nie pomaga ani w zrozumieniu fabuły, ani w ocenie produkcji.

Istnienie (Hunter), premiera 25 października

„Lisa wkrótce będzie obchodzić swoje szesnaste urodziny. Po raz kolejny. Przeżywa ten sam dzień od nowa od wielu lat. Ona i cała jej rodzina są martwi. Zamieszkują nawiedzony dom, w którym zostali zamordowani. Wokół posesji roztacza się gęsta mgła, która nie pozwala na ucieczkę. Dziewczyna jako jedyna z domowników zdaje sobie sprawę z tego, że jest duchem. Kiedy próbuje powiedzieć o tym pozostałym, na jej drodze pojawia się przerażająca postać. Zła moc czyha na swoje kolejne, żywe, ofiary i nie pozwoli, by ktoś jej w tym przeszkodził. Lisa zrobi wszystko, by zapobiec kolejnym zbrodniom.”

Allan:

Z horrorami zupełnie jak z animacjami – musi się ich kilka w miesiącu pojawić w kinach, a ich jakość to już sprawa względna. Tym razem więc gratka dla miłośników kanadyjskiego kina . Nie tak dawno temu pewien kanadyjski horror, którego akcja dzieje się na polskiej wsi był przebojem na youtube. Istnienie ma szansę powtórzyć jego „sukces”.

Hagath:

Zwiastun intryguje i zachęca nazwiskiem Vincenzo Nataliego – twórcy niezwykłego Cube oraz oryginalnej Istoty. Najciekawszym elementem tej produkcji niewątpliwie jest fakt, że tym razem spojrzymy na horror z innej perspektywy – zwykle to przecież duchy są „tymi złymi”.

Mój Biegun, premiera 25 października

„Mój biegun to prawdziwa historia Jana Meli ,najmłodszego w historii zdobywcy dwóch biegunów, a zarazem pierwszej niepełnosprawnej osoby, która dokonała takiego wyczynu. Zanim jednak do tego doszło, jego rodzina musiała poradzić sobie z serią tragicznych wydarzeń. Śmierć młodszego syna, a po kliku latach – ciężki wypadek nastoletniego Jaśka. To historia, w której rodzina odnajduje na nowo wiarę i miłość. Historia chłopca, który walcząc o powrót do normalnego życia, odnajduje w sobie siłę charakteru obcą niejednemu dorosłemu. To przepiękna opowieść o ludziach, którzy trwają razem pomimo tragedii i uczą się bolesne wydarzenia przekuwać w zwycięstwo.”

Niestety nie udało nam się odszukać zwiastuna filmu, trudno więc dokonać jakiejkolwiek oceny. Marcin Głowacki – reżyser filmu wcześniej realizował między innymi Układ warszawski i Naukę jazdy – doświadczenie więc już w profesji ma, ale czy jest ono na tyle duże, aby powstał interesujący materiał – nie można jednoznacznie stwierdzić.

Piąta władza (The Fifth Estate), premiera 25 października

„Julian Assange (Cumberbatch) i Daniel Domscheit-Berg (Brühl) rozpoczynają działalność w internetowym podziemiu jako obserwatorzy światowego establishmentu. Projektują serwis, który umożliwia użytkownikom publikację ściśle tajnych danych, rzucając światło na pilnie strzeżone tajemnice rządów i międzynarodowych korporacji. W krótkim czasie ujawniają więcej szokujących faktów, niż tradycyjne media w ciągu wielu lat. Sytuacja zagęszcza się, gdy Assange i Berg zyskują dostęp do największego zbioru tajnych informacji w historii USA. Stają się najbardziej poszukiwanymi ludźmi na Ziemi. Rozpoczyna się dramatyczna walka i rodzi się jeden z największych dylematów naszych czasów. Jakie konsekwencje niesie za sobą utrzymywanie tajemnic w wolnym społeczeństwie ery Google, i jaką cenę płacimy za ich ujawnienie?”

Allan:

W końcu jest film na zakończenie miesiąca, na który warto czekać. Choć za kamerą stał Bill Condon, który ostatnimi czasy poświęcił się ekranizacjom kolejnych części sagi Zmierzch, to warto pamiętać, że to on reżyserował świetnego Kinseya, choć jeszcze wcześniej zrobił drugą część kultowego Candymana. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie miał drugi dobry film w karierze. Frekwencję zapewni gorący temat i oczywiście rewelacyjna obsada aktorska: Benedict Cumberbatch, Daniel Brühl, Laura Linney i Moritz Bleibtreu. Wizyta w kinie obowiązkowa.

Hagath:

Kolejna premiera tego miesiąca, której wypatrywałam z prawdziwą niecierpliwością. Oparta na faktach produkcja porusza niewątpliwie bardzo ważną, ale i kontrowersyjną tematykę. Gdzie są granice w informowaniu społeczeństwa? Kiedy trzeba potępiać działania rządu, a kiedy należy pozwolić mu na pewne tajemnice? Każdy po obejrzeniu tego filmu będzie mógł sobie odpowiedzieć na te i inne pytania. Do tego na pewno żaden z widzów nie będzie mógł narzekać na poziom gry aktorskiej. Benedict Cumberbatch ostatnio jest na topie, ale trzeba przyznać, że naprawdę zasłużenie. To niezwykle zdolny oraz charyzmatyczny aktor, który odnajduje się w praktycznie każdej roli i nie daje sobie przypiąć żadnej etykietki – jest otwarty na wyzwania, a Piąta władza to po prostu kolejne z nich, któremu zapewne podoła.

Gra Endera (Ender’s Game), premiera 31 października

„Jest rok 2070. Minęło 40 lat od nieudanej inwazji obcych. Cały świat żyje w oczekiwaniu na powrót najeźdźców. Ziemskie centrum obrony realizuje tajny plan polegający na rekrutowaniu najinteligentniejszych jednostek jeszcze na etapie dzieciństwa i poddawaniu ich szkoleniu w walce z obcymi. Najlepszym spośród kadetów jest Andrew Wiggin zwany Enderem, który po wstępnym szkoleniu zostaje wysłany do orbitalnej szkoły bojowej. Tam przechodzi trening mający przygotować go na zbliżające się starcie z kosmicznym wrogiem.”

Allan:

Po raz pierwszy dzisiaj obejrzałem zwiastun filmu Gra Endera, uczyniłem to jednocześnie po raz ostatni i podobnie nie zamierzam oglądać filmu. Dla mnie to kolejna futurologiczna opowiastka liczona bardziej na zyski niż fabułę – jakby nie było zwiastun skupia się przede wszystkim na akcji. Nie twierdzę, że to źle – ale twierdzę, że mnie wielkie literackie serie i ich ekranizacje nie przyprawiają o szybsze bicie serca. Harrisona Forda i Bena Kingsleya chętnie pooglądam na ekranie, ale w jakiś starych, dobrze znanych filmach – i to mi wystarczy.

Hagath:

W tym roku w kinach pojawia się wręcz nadzwyczajnie duża ilość filmów s.f. Praktycznie w każdym miesiącu fani gatunku znajdą coś dla siebie. Tym razem jest to Gra Endera. Wokół tego filmu, a raczej wokół autora książkowego oryginału, jednak wciąż narastają kontrowersje. Choć w książkach podobno tego nie widać, pisarz Orson Scott Card słynie z antyhomoseksualnych poglądów, co owocuje nawoływaniem ze strony odpowiednich środowisk do całkowitego bojkotu ekranizacji Gry Endera. Ja jednak wolę się odciąć od tej batalii. Już niedługo przeczytam książkę, a na film czekam, bo pomysł na całą historię jest niewątpliwie dość interesujący. Ciekawa też jestem, jak dadzą sobie radę najmłodsi członkowie obsady. Duża ilość akcji mi nie przeszkadza, ba, nawet trochę na nią liczę, ponieważ świetne efekty specjalne robią zdecydowanie lepsze wrażenie na dużym ekranie niż w domowym zaciszu.




blog comments powered by Disqus