Powrót do odległej galaktyki – kilka spojrzeń na "Nową nadzieję"

Autor: Roan, Smok, Tomasz Nowak
Korekta: Smok
12 grudnia 2015

W naszych wspomnieniach poszczególnych części gwiezdnej sagi nadszedł wreszcie czas na klasyczną trylogię. Tym razem przedstawiamy Nową Nadzieję.

Smok: Na początku swojej kariery George Lucas był owładnięty pragnieniem stworzenia nowego mitu dla młodych Amerykanów. Udał mu się ten wyczyn i to z nawiązką. Mało jest dzieł współczesnej popkultury, które w równym stopniu zawładnęły umysłami odbiorców. Mickiewiczowski Konrad żądał od Boga rządu dusz. Lucas nie prosił sił wyższych i w pocie czoła, walcząc tylko z tym, co ludzkie, stworzył obraz, który dał mu niemal niezliczone rzesze wyznawców. Genialna w swojej prostocie, oparta na zakorzenionych w nas schematach opowieść o młodym chłopaku, który wyruszył naprzeciw przeznaczeniu od lat chwyta za serca i umysły ludzi pod niemal każdą szerokością geograficzną.

Na tym właśnie polega wielkość Nowej nadziei. Nie tylko na tym, że jest to sprawnie zrealizowany film, lecz również na ruchu, który rozpoczął się wraz z wejściem do kin pierwszego (w chronologii powstawania) epizodu gwiezdnej sagi. Było wiele przełomowych momentów w historii kina i telewizji, ale chyba żaden z nich nie może się równać z Gwiezdnymi wojnami. Dowodów na to jest mnóstwo, chociażby zawartość portalu, na którego łamach czytają Państwo te słowa. Wśród sekcji Gildii nie ma Star Treka, Bonda, Obcego czy Terminatora, ale Star Wars jest. Gwiezdne wojny są nieodłączną częścią naszego życia i nie byłoby tego wszystkiego, gdyby w maju 1977 roku na srebrne ekrany nie trafił pewien świetny film, który zrewolucjonizował całą kulturę popularną.

Tomek: Kosmiczna przygoda... marzenie każdego. A tu? Proszę, na wyciągnięcie ręki. Tylko kim właściwie wolałbyś być? Młodym Lukiem - trochę naiwnym, ale za to posiadającym Moc i wiedzę, że pisane mu są rzeczy wielkie? A może awanturniczym Hanem lub Mrocznym Lordem? Wyrazistość postaci w Nowej nadziei, również tych epizodycznych, niewątpliwie uwodzi. A do tego znakomitemu zgraniu aktorów towarzyszą dwie godziny porywającej opowieści. Jest ona na wskroś tradycyjna w swej treści. Walka dobra ze złem, tyle że podana w formie dla dorosłych i bez przerysowania (nie na darmo nazywa się SW kosmiczną baśnią).

Pędząca naprzód akcja, przyprawiona blasterowymi salwami i odrobiną romansu iskrzącego niczym hipernapęd Sokoła Millennium. Awanturnicza opowieść unosząca się w gęstych oparach mistycyzmu. Niby wszystko, co w kinie już było, ale doskonale przez Lucasa przetworzone, zmiksowane i utrzymane w doskonałych proporcjach. W efekcie powstało absolutne arcydzieło wznoszące sposób realizacji filmów na niebotyczny poziom. Dlatego tak podane Gwiezdne wojny były filmem, który miażdżył kinowego widza. I co ciekawe, nawet dziś pod względem nakładania i przenikania różnych wątków oraz równowagi pomiędzy treściami uniwersalnymi, a bieżącym "oczkiem" do widza, broni się znakomicie. Spieranie się teraz, z perspektywy lat, o jego wady i zalety czy też warsztatowe niedoróbki przypomina próby naprawiania naszych dziejów rozmaitymi historiami alternatywnymi. Obrazy takie, jak początek gwiezdnej sagi wraz z całą jego spuścizną i wpływem na kino światowej to kroki milowe w dziedzinie kultury nie tylko filmowej. A jeśli ktoś tego nie rozumie, to jego problem.

Roan: Nowa nadzieja jest jak Józef Piłsudski. Od niej wszystko się zaczęło. Stała się legendą już w czasach pierwszego wyświetlania w kinach. Ujęła serca i umysły zastępów ludzi. Nie sposób oceniać jej źle, nawet jeżeli są przesłanki ku temu. Już zawsze będzie punktem odniesienia dla fanów względem wszystkich innych utworów w uniwersum odległej galaktyki.

W tym filmie kultowe jest wszystko to, co jest i wszystko to, czego już w nim nie ma. Han strzelający pierwszy i Greedo… niestrzelający pierwszy mimo tego, co mogłoby się wydawać. Jabba jako wielki oślizgły jaszczur i Jabba jako stary facet rasy ludzkiej odziany kawałkami futra. Chewbacca jako bohater Rebelii zasługujący na medal po bitwie o Yavin i jako dyskryminowany obcy, na którego nie warto marnować metali kolorowych. Nowa nadzieja to legenda i incepcja legendy.





blog comments powered by Disqus