Powrót do odległej galaktyki - kilka spojrzeń na "Powrót Jedi"

Autor: Roan, Tomasz Nowak
Korekta: Smok
26 grudnia 2015

Jedi powrócili w epizodzie VI, Moc powróciła do kin, a my po raz ostatni powracamy do naszego cyklu mini-recenzji. Oto jak wspominamy Powrót Jedi.

Tomek: Gwiezdna saga musiała się jakoś się skończyć. Lepiej lub gorzej, ale musiała. Zwyciężyło dobro. Wtedy, w latach 80tych, zawsze zwyciężało. Czy był to Rambo czy Karate Kid, czy też Gwiezdne wojny właśnie. Ale to tryumf dobra sprawił, że Powrót Jedi budzi mniejszą fascynacje niż pełne grozy i przemocy Imperium kontratakuje. Saga jednak miała zakończyć się przesłaniem pozytywnym i tak się stało. Zresztą, domknięcie całej trylogii w ten sposób po dwóch znacząco odmiennych częściach, nie było zadaniem łatwym. Tym bardziej chwali się Lucasowi, że utrzymał poziom i bez nadmiernego zadęcia rozwiązał wątki, które nękały fanów od praktycznie pierwszego seansu Gwiezdnych wojen. A na dodatek wszyscy bohaterowie pozostali sobą. Nikt nie mógł poczuć się zawiedziony tym, że obstawił postać niewłaściwą. A to dlatego, że Powrót Jedi był bodajże ostatnim wielkim filmem fantastycznym pozbawionym przewrotności. Epitafium czasów, kiedy dobro było dobrem, a zło złem. A jeśli komuś z dzisiejszej perspektywy wydaje się to banalne, to niech samemu spróbuje stworzyć tak charyzmatyczną i wyrazistą opowieść, nie przekraczając przy tym owych cieniutkich granic moralnej względności, po których lubimy hasać z lewa na prawo, w przekonaniu, że reszta świata i tak jest gorsza od nas.

W wymiarze uniwersalnym o wielkości Powrotu Jedi świadczy jeszcze jedna rzecz. Wychodząc z kina czuło się żal, wręcz rozczarowanie. Jak to, to już wszystko? To koniec? I nie dowiemy się, jak dalej potoczyły się losy odległej galaktyki? Tylko sobie życzyć, żeby po wyjściu z kina w grudniu poczuć to znów…

Roan: Dzieło pełne kontrastów. Najlepsza bitwa gwiezdna w historii sagi i najbardziej abstrakcyjna armia naziemna w dziejach kinematografii. Multum śmierci postaci epizodycznych podczas potyczki nad Sarlacciem, które pozostają niezauważone i dramatyczna scena śmierci jednego Ewoka, która nie pozostawi obojętnym żadnego widza. Potężna flota Imperium, która przez większość filmu nie robi absolutnie nic i zbieranina statków Sojuszu, wśród których są transportowce ze znikomą siłą ognia, ale rzucone do walki pod rozkazami admirała Ackbara ostatecznie odnoszą zwycięstwo. Oto Powrót Jedi.

Ten film naprawdę dobrze się ogląda, przez większość czasu. Niestety końcówka może zdenerwować dwoma podstawowymi momentami. Pierwszym, kiedy uświadomimy sobie, że wybór Luke’a jest pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia dla losów bitwy o Endor. I drugim, kiedy zobaczymy Haydena Christensena obok Aleca Guinessa (ale to akurat zależy od wersji filmu, którą oglądamy). Niemniej jednak zalety wydają się przeważać nad wadami tego utworu.





blog comments powered by Disqus