TOP 5: Przerrrażające seriale

Autor: Joanna Biernacik
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
30 października 2015

Październik dobiega końca, nieuchronnie budząc wszelkiej maści mary, strachy, zjawy i inne stwory, które cały rok czekają na swoje święto. Jakie macie plany na Halloween? Czy odważycie się wyjść z domu? Może lepiej w nim zostać, zamknąć drzwi na wszystkie zamki, opatulić się ciepłym kocem i zafundować sobie solidny maraton z jakimś strrrasznym serialem? Jeśli wolicie filmy – nic straconego! Rzućcie okiem na TOP5: Horrory z ostatnich lat, na pewno znajdziecie coś dla siebie.

 

 Żwawy dziadek  Strefa mroku (1959-1964)

Czy chcesz zobaczyć coś naprawdę przerażającego?

Antologiczny serial Roda Serlinga to prawdziwy kamień milowy w dziejach telewizyjnego medium. Każdy odcinek (trwający od 20 do 50 minut) wprowadza nas w życie zwyczajnych ludzi, którzy niespodziewanie znajdują się w niezwykłych, nadprzyrodzonych sytuacjach. Charakterystyczna ścieżka dźwiękowa i nieprzewidywalne zwroty akcji wieńczące każdą część na stałe zapisały się na kartach audiowizualnej historii. Serial zestarzał się niczym dobre wino – choć minęło już przeszło pół wieku, poszczególne historie wciąż śledzi się z zapartym tchem, co czyni Strefę mroku niedoścignionym wzorem dla wszelkich produkcji grozy. Prawdziwe mistrzostwo.

 

Faceci (i kobieta) w czerni – Miasteczko Twin Peaks (1989-1991) / Z Archiwum X (1993-2002)

Prawda jest gdzieś tam – tam, gdzie sowy nie są tym, czym się wydają.

Kolejną pozycję stanowią seriale, które zmieniły wizerunek odcinkowych serii, do tej pory kojarzonych przede wszystkim z ckliwymi telenowelami i sitcomami napędzanymi śmiechem z puszki.

Kultowe Miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha i Marka Frosta sprytnie korzysta z obu konwencji, tło wypełniając dziwacznymi gagami i wątkami obyczajowymi rodem z Mody na Sukces. Pierwszy plan to jednak przede wszystkim przeuroczy agent specjalny Dale Cooper (Kyle MacLachlan) odkrywający mroczne sekrety sennego miasteczka. Pozornie idylliczna atmosfera Twin Peaks skutecznie przytępia czujność widza, przez co każde pojawienie się BOBa – naczelnego postrachu rzeczonej mieściny – przyprawia o palpitację serca.

Z drugiej strony mamy do czynienia z parą agentów FBI rodem z osławionego archiwum „X” – specjalnego wydziału do spraw, których nie da się wyjaśnić w racjonalny sposób. Serial na nowo rozbudzał spekulacje na temat istnienia życia poza Ziemią, bawił i przerażał widzów na całym świecie przez 9 sezonów. Niesamowita chemia między aktorami – Davidem Duchovnym i Gillian Anderson, zaskakujące występy gościnne (ciekawostka: niewielka rola Bryana Cranstona zadecydowała o przyznaniu mu roli Waltera White’a w serialu Breaking Bad. Wyobrażacie sobie innego Heisenberga?), charakterystyczne odcinki spod znaku monster of the week i czołówka do dziś jeżąca włosy (nie tylko) na głowie – czego chcieć więcej?

Bez względu na to, czy wolicie surrealistyczne neo-noir w lynchowskim wydaniu, czy też perypetie duetu Mulder-Scully, Halloween to idealny moment na odświeżenie sobie tych kultowych klasyków. Co więcej, niedaleka przyszłość ma nam przynieść wznowienie obu seriali. Na co jeszcze czekacie?

 

Przerażające lata 90. – Opowieści z krypty (1989-1996) / Czy boisz się ciemności? (1990-2000) / Gęsia skórka (1995-1998)

A może szczypta nostalgii? Lata 90. obfitowały także w produkcje skierowane do nieco młodszego odbiorcy. Niezwykle trudno wyłuszczyć jedną, dlatego też kolejna propozycja to aż trzy tytuły!

Całe trio opiera się na podobnym schemacie – każdy odcinek to zupełnie inna opowieść, którą zapowiada osobliwy prowadzący – czy to mistrz ceremonii przy ognisku, mocno nadgryziony zębem czasu umarlak, czy też sam autor cyklu opowiadań grozy dla młodzieży – R. L. Stine.

Antologiczne serie bazujące na tzw. miejskich legendach, ludowych wierzeniach i innych wytworach ludzkiej wyobraźni do dziś mają swoich fanów. Część odcinków, zwłaszcza z technicznego punktu widzenia, dziś może wydawać się kiczowata i zwyczajnie śmieszna, są jednak i takie, które wciąż przyprawiają o… gęsią skórkę.

Joanna Biernacik

 

Gotyk jak żywy – Dom grozy (2014-)

Serial Johna Logana (Gladiator, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Skyfall) jest połączeniem horroru, thrillera oraz dramatu psychologicznego oraz godnym podziwu przykładem na to, że nie tylko sama fabuła, ale także klimatyczna otoczka wiktoriańskiego miasta potrafią przyciągnąć i zatrzymać niejednego widza.

Akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznym, ogarniętym serią niewyjaśnionych, brutalnych morderstw, Londynie. Kiedy miasto coraz bardziej pogrąża się w strachu przed niezidentyfikowanymi sprawcami, sir Malcolm Murray (Timothy Dalton), ojciec zaginionej w dziwnych okolicznościach dziewczyny oraz piękna i równie tajemnicza spirytystka Vanessa Ives (Eva Green) rozpoczynają własne śledztwo. Ich zdaniem, w popełnione zbrodnie zamieszane są złe moce. W walce z nimi mają pomóc im także amerykański rewolwerowiec Ethan Chandler (Josh Hartnett) i doktor Victor Frankenstein (Harry Theadaway).

Idealnie odzwierciedlona magiczna atmosfera wiktoriańskiego, pełnego tajemnic Londynu i kostiumy wiernie oddające klimat epoki stanowią główne atuty obrazu, który polecić można także koneserom pięknej muzyki. W Domu grozy stanowi ona nienagannie komponuje się z całością tło. Ponadto przewijające się w trakcie serialu postaci, takie jak doktor Frankenstein czy profesor Van Helsing ucieszą niejednego fana starej, dobrej literatury grozy.

Ewelina Chruściel

 

"Postmodernisyczny metaszajs" – Scream Queens (2015-)

Twórcy horrorowego American Horror Story i komediowego Glee postanowili zmiksować te dwa gatunki. I tak powstał Scream Queens – serial, którego akcja dzieje się w znacznej części w żeńskim bractwie studenckim Kappa Kappa Tau obranym na celownik przez seryjnego mordercę ukrytego pod maską (i pełnym kostiumem) Czerwonego Diabła. Oprócz zmagań z zabójcą, dziewczyny toczą personalne wojenki między sobą, a także miewają na głowie panią dziekan przeciwną instytucji bractw.

To, co stanowi niesamowitą siłę serialu (ale potencjalnie i słabość, o czym za chwilę), to konwencja. Serial zawdzięcza wiele serii Krzyk podobnie wyśmiewającej multum motywów z kina grozy. Scream Queens jest przy tym potężnie skąpany w sosie komedii (nierzadko czarnej), przecudnego pure nonsensu i popkulturowych nawiązań do przeróżnych filmów. Oglądając go, przypomnisz sobie między innymi, że w poszukiwaniu zabójcy należy się koniecznie rozdzielić, a po znokautowaniu go nie ma czasu na spojrzenie, kto kryje się pod maską. Zobaczysz jump scare rodem z Egzorcysty III, przejdziesz się labiryntem z Lśnienia, a przy tym będzie cię zżerać ciekawość, kto jest tajemniczym zabójcą.

A gdzie te wady? Być może w... konwencji – serial jest na tyle specyficzny, że może odstraszyć zarówno miłośników komedii (mających już dosyć kolejnych parodii w typie Strasznych filmów), jak i zagorzałych fanów mocnych horrorów (strach jest rozmywany humorem). Może stąd wynika postępujący spadek oglądalności? Bardzo szkoda, bo Scream Queens trzyma wysoki poziom, humor po prostu rządzi (brylują tu zwłaszcza Glen Powell i Emma Roberts), a i aktorsko jest świetnie (mamy tu nawet przedstawicielkę faktycznych królowych krzyku, Jamie Lee Curtis, w roli pani dziekan). Serial ma olbrzymi potencjał, więc warto oglądać, by cieszyć się tym absurdalnym humorem z dreszczykiem i tym samym zwiększyć szansę Scream Queens na drugi sezon. Po prostu warto.

Marek Kamiński

 

Zimno, straszno, a sąsiedzi i tak nie będą mieli dla Was słodyczy. Z takim zestawem propozycji nie warto wychodzić z domu – przygotujcie zapas napojów i przekąsek, zaszyjcie się w ulubionym kąciku i dajcie się skusić na nocne oglądanie. W serialowym świecie będziecie bezpieczni… albo i nie.



blog comments powered by Disqus