Warsaw Comic Con: Fall Edition - relacja z wydarzenia

Autor: Korni, Krzysiek Płociński, Sal
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
16 grudnia 2017

Targi czy konwent?

Jakiś czas temu troje z naszej redakcji miało możliwość wziąć udział w jesiennej edycji Warsaw Comic Con i, jak pewnie zauważyliście, na bieżąco dostarczaliśmy Wam kolejne zdjęcia z wydarzenia. Specjalnie dla Was nasze ścieżki były pogmatwane, a każdy z nas przez te 3 dni wydeptał własne drogi po halach imprezy. Przedstawiamy krótkie podsumowanie tamtego weekendu.

Na Comic Conie byłam przez 3 dni. Co na pewno jest warte podkreślenia, jest to impreza typowo komercyjna (i nie należy porównywać jej ze znanymi nam dobrze konwentami). Tutaj główną atrakcją były strefa gwiazd oraz wystawcy.

Spotkania z zaproszonymi sławami były przeprowadzone dobrze, a pytania zadawane przez uczestników bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie zarówno poziomem merytorycznym (ukłony dla dziewczyny, która życząc Andrew Scottowi nagrody Oliviera za rolę w Hamlecie, szczerze zaskoczyła samego aktora), jak i po prostu znajomością języka angielskiego. Te stawiane przez dziennikarzy na gali otwarcia, no cóż, pozostawmy bez komentarza. Jeśli chodzi o przestrzeń wystawową, należy ją podzielić na dwie części: pierwsza, czyli stoiska, na których można było dokonać fanowskich zakupów oraz druga – działy promocyjne konkretnych stacji telewizyjnych czy dzieł popkultury. To tu można było spróbować swoich sił w walce na miecze świetlne, wykonać test na czynnik X w naszym organizmie, a także zrobić sobie zdjęcie ze smokami z Gry o tron, w Kantynie czy w TARDIS. Całość można pochwalić za szerokie alejki. Dzięki nim można było się przemieszczać pomimo stojących wzdłuż stoisk ludzi, którzy nie przeszkadzali w komunikacji między halami.

Na dalszym planie pozostawiono prelekcje, zazwyczaj pełniące dość istotną rolę na tego typu wydarzeniach. Można to było odczuć już w samym sposobie organizacji, ponieważ sale prelekcyjne zlokalizowane były wzdłuż ścian jednej hali. O ile (o dziwo!) nie przeszkadzał za bardzo szum niosący się od przestrzeni wystawowej, tak mankamentem były ścianki, czy też przegrody pomiędzy dwoma salami prelekcyjnymi, które nie sięgając sufitu, co prawda dzieliły pomieszczenie, lecz nie zatrzymywały dźwięku, co w efekcie powodowało uczestnictwo w dwóch prelekcjach równocześnie (lub żadnej). W tym miejscu pozwolę sobie zrobić wstawkę do organizatorów: jeśli wpuszczamy uczestników na teren imprezy o godz. 10:00, to chyba trochę chybionym pomysłem jest o tej samej godzinie planować już pierwsze punkty programu (pomijając nawet, że warto by zrobić zapas czasu na rozładowanie kolejki lub dojście od bramek do sali). Tym bardziej, że nawet prelegenci mieli możliwość wejścia dopiero wtedy. Niemniej same prelekcje czy panele (te, na których byłam) były przygotowane dobrze, bez większych zastrzeżeń. Dodałabym jeszcze na planie informacje, kto prowadzi lub bierze udział w danym punkcie programu, bo to jednak dość częsty argument wyboru uczestnictwa lub rezygnacji z niego.

Na koniec chciałam zwrócić uwagę na jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze – obsługa stojąca przy akredytacji powinna nieco wiedzieć nie tylko o tym, co mają zrobić w danym miejscu, ale również gdzie pokierować pozostałych ludzi. Byłam świadkiem nie jednej sytuacji, w której przybyli goście nie wiedzieli co mają zrobić, choć odpowiedź była naprawdę prosta: było drugie wejście, gdzie swoje wejściówki mogły odebrać wspomniane osoby. To nie jest dużo, a uniknięto by niepotrzebnego zamieszania oraz zdenerwowania przybywających.

Po drugie i nie mniej ważne, ogromnym problemem był dojazd. Impreza zlokalizowana jest pod Warszawą, gdzie komunikacja miejska jeździ dosyć rzadko i jedyną alternatywą pozostaje samochód. Teoretycznie były zorganizowane darmowe autobusy, lecz w praktyce nie spełniały one swojej roli nawet w połowie. Należy pamiętać, że jest to impreza, której odbiorcami są przede wszystkim ludzie młodzi, a to znaczy, że większość z nich będzie korzystać z transportu publicznego. Pojazdów było zwyczajnie za mało, by pomieścić wszystkich chętnych i często przychodząc na przystanek trzeba było czekać nawet około godziny, by w końcu do któregoś z nich się dopchać. Osobiście uważam, że dobrym rozwiązaniem byłoby zrobienie nawet płatnych autobusów, w cenach porównywalnych do komunikacji miejskiej, a po prostu dużo częściej, bo w dużym stopniu ma to wpływ na postrzeganie całego wydarzenia i chęć uczestnictwa w kolejnych dniach, a nawet kolejnych edycjach.

Podsumowując, całą imprezę odbieram pozytywnie, choć jak widać trzeba jeszcze wiele poprawić. Nie jest to miejsce, które stanie się obowiązkowym punktem w kalendarzu, aczkolwiek nie był to zmarnowany weekend i sprawił mi wiele radości.

Sal

Trzydniowy Warsaw Comic Con to kolejna, jesienna edycja tego wydarzenia. Tym razem organizatorzy postawili na zaproszenie wielu zagranicznych gwiazd znanych filmów i seriali, co z pewnością przełożyło się na wysoką frekwencję. Niestety, amerykański sławy nie przykryły mankamentów imprezy i pod wieloma względami odbiegała ona jakością od kwietniowego eventu.

Przede wszystkim zawiodła strona organizacyjna: od niekończących się szeregów ludzi do darmowych autobusów, po ogromne kolejki do stref autografów i zdjęć. Przy pierwszej edycji transport był przeprowadzony znacznie sprawniej – tym razem uczestnicy musieli godzinami czekać na mrozie, gdyż żaden z podstawionych pojazdów nie był w stanie zabrać wszystkich oczekujących. Kierowca powinien interweniować w sytuacji, kiedy autobus nie jest w stanie zamknąć drzwi, a w środku ludzie praktycznie leżą na sobie. Podobne sceny działy się w kolejkach do gwiazd: panele aktorów przerywały krzyki i piski napierających fanów w pobliskiej strefie foto i autografów. W którymś momencie doszło do groźnej sytuacji, gdy jedna z dziewczynek została ranna i musieli zająć się nią ratownicy medyczni. Szczęśliwie dla nastolatki aktor z serialu nie został obojętny na tę sytuację i starał się ją uspokoić. Nie było możliwości, żeby obsługa wydarzenia zapanowała nad rozentuzjazmowanym tłumem, a część widzów odchodziła bez upragnionego zdjęcia.

Kolejnym mankamentem Comic Conu był sam dobór wystawców – niestety bardziej przypominało to chiński bazar niż festiwal fantastyki czy gier. Zewsząd atakowały natrętne reklamy, chociażby sprzętu do ćwiczeń, a także kolorowe kubki i zmechacone koszulki ze słabymi nadrukami. Okazje do łatwego zarobku zdali się wyczuć także producenci żywności – po halach unosił się zapach starego tłuszczu, a na zewnątrz atakowały kebaby, kiełbasy i piwo w plastikowych kubkach. Dodatkowo wielu uczestników narzekało na wysoką cenę parkingu, brak miejsc w szatniach oraz na niedostatek odpowiednich oznaczeń poszczególnych stref.

Mimo wielkiego nakładu pracy, jaki z pewnością wykonali organizatorzy przy produkcji, a także promocji wydarzenia, impreza jakościowo się nie obroniła. Pozostaje nam liczyć, że wiosenna edycja Warsaw Comic Con wypadnie dużo lepiej.

Kornelia

 

Dwiema największymi zaletami jesiennego Comic Conu są klimat całej imprezy i mnogość możliwości spędzenia czasu. Chodząc po terenie, można było niemal na każdym kroku zobaczyć zadowolonych zwiedzających, wystawców zachęcających do obejrzenia ich stanowisk czy ludzi, przebranych za popularne postacie z filmów, komiksów i nie tylko, chętnie pozujących do zdjęć.

W zależności od zainteresowań praktycznie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. W strefie gier wideo spokojnie dało się usiąść do komputera czy konsoli i wspólnie z innymi graczami oddać się elektronicznej rozrywce. Sporą popularnością cieszyły się zwłaszcza różne stanowiska z VR (wirtualną rzeczywistością). Kolejki przy nich z każdym dniem robiły się dłuższe. Poza tym można byłoteż podziwiać zmagania e-sportowców podczas rozgrywek w szalenie popularną League of Legends. Jeśli komuś jest bliższe granie w „realu” to w każdej chwili mógłusiąść do jednej z wielu gier planszowych. Dla kolekcjonerów i amatorów gadżetów to istny raj.

Mając przy sobie dostatecznie dużo pieniędzy, dało się ubrać od stóp do głów, od zera zbudować dużą kolekcję o tematyce np. Gwiezdnych Wojen, a nawet dostać fantazyjną ręcznie robioną biżuterię. Niestety, tego typu artykuły to niemały wydatek. Przykładem niech będą hełmy szturmowców – ze wspomnianych już Gwiezdnych Wojen –  wycenione przez sprzedających na kilkaset złotych za sztukę.

Jeśli ktoś nie miał ochoty chodzić od wystawcy do wystawcy i wydawać pieniędzy, to mógł spokojnie wybrać się na jedną z prelekcji lub podejść na warsztaty. Oczywiście, jak tona Comic Conie, nie mogło zabraknąć gwiazd filmu i telewizji. Gra o tron, Harry Potter czy Sherlock – polską imprezę odwiedzili aktorzy znani z każdej z tych produkcji. Podczas spotkań z nimi można było posłuchać anegdot z planu, poznać ich opinie na różne tematy, a nawet samemu zadać im pytanie. Niestety, by spotkać się z kimś osobiście i zrobić zdjęcie lub zdobyć autograf, trzeba było znowunaruszyć swój budżet. To takżenie było tanie. Z punktu widzenia zwiedzającego całe wydarzenie miało jedną znaczącą wadę – transport.

O ile dostanie się na teren targów autobusemzapewnionym przez organizatorów jeszcze nie było problemem, o tyle jazda w drugą stronę wzbudzała sporo negatywnych emocji. Kierowcynotorycznie się spóźniali, a gdy już przyjeżdżali trzeba było przepychać się na siłę, by dostać się do środka pojazdu. Takie sytuacje były najbardziej uciążliwe dla osób wracających ze sporą ilością zakupionych rzeczy.

W skali szkolnej Warsaw Comic Con zasłużył na ocenę 4 – ogólnie było dobrze, ale wciąż jest miejsce na poprawę.

Krzysiek Płociński



blog comments powered by Disqus