Zmienić polskie kino - rozmowa z Piotrem Mareckim, dyrektorem Krakowskiej Szkoły Scenariuszowej

Wywiad został przeprowadzony z: Piotr Marecki
Rozmawiał: Rafał Pawłowski
22 października 2008

Czym ma być Krakowska Szkoła Scenariuszowa?

To pomysł na szkołę z prawdziwego zdarzenia powstałą w odpowiedzi na największą bolączkę polskiego kina, czyli brak scenariuszy. Tę lukę chcemy zapełnić. Chcemy kształcić młodych, profesjonalnych scenarzystów dla filmu fabularnego. Poza tym to szkoła z misją. Chcemy zetknąć dwa środowiska: literackie i filmowe. Nauczyć literatów pisać dla kina, zaś filmowcom wskazać przykłady z najnowszej prozy, które można przenieść na ekran. W okresie PRL-u polskie kino miało literacki status. Cała Polska Szkoła Filmowa taka była. Filmowcy i pisarze razem chodzili do stołówki na obiady, do kawiarni. Jednocześnie oglądali nawzajem nowe filmy i czytali współczesną literaturę. Naturalne było, że literaci brali udział w pisaniu scenariuszy czy tworzeniu dialogów. Poza tym chcemy wrócić do funkcji kierownika literackiego w polskim kinie. Uważam, że brak kierownika literackiego negatywnie wpłynął na poziom intelektualny i warstwę tekstową najnowszego kina. W PRL-u i kierownicy literaccy i sami pisarze mieli ogromny udział w tworzeniu kina. I to przekładało się na przede wszystkim kontakt z widownią i międzynarodowe sukcesy. Zapaść polskiego kina po 1989 roku była spowodowana po części właśnie przez rozejście się tych dwóch światów.

Dlaczego dziś są one od siebie odległe?

Współcześni pisarze nie myślą nawet w takich kategoriach, że mogliby pisać dla kina. Wydaje się im to strasznie odległe, nienaturalne. Wiem o tym, bo wydawałem wielu młodych twórców. Jednocześnie zaś filmowcy nie czytają tego co się wydaje. Scenarzyści zaś, a mówię to na bazie doświadczeń z warszawskiej imprezy Script Festival, tkwią w błędnym przekonaniu, iż prawa do powieści są niebotycznie drogie, a przez to niedostępne dla kina. Wszystkie te mity chcemy obalić. Wielu młodych pisarzy mogłoby swobodnie z marszu stać się dobrymi scenarzystami np. Jakub Żulczyk, Tomasz Piątek, Izabela Sowa. Ale też pisarze, którzy na pierwszy rzut oka nie są filmowi, jak Michał Witkowski, Zbigniew Masternak, Sławomir Shuty czy Dorota Masłowska, których zresztą zaprosiliśmy na pierwszy rok studiów.

Pisanie scenariuszy to pewna umiejętność, którą trzeba opanować. Najlepszym przykładem jest właśnie Masłowska, która, gdy dowiedziała się, jak się tworzy dramaty, poszła w tym kierunku. Jeden jej tekst został już zrealizowany w Teatrze Rozmaitości, obecnie powstaje kolejny. Myślę, że ci twórcy również chcą i potrafią się nauczyć kina.

Nie chcę, aby to zabrzmiało, że to jest elitarna szkoła tylko dla pisarzy. Chodzi przede wszystkim o wykształcenie profesjonalnych scenarzystów. Chcemy nauczyć tego w rok. Nasi wykładowcy twierdzą, że jest to możliwe.

Kto konkretnie?

Pojedyncze wykłady poprowadzą Mistrzowie Kina: Andrzej Żuławski, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stefan Stawiński, topowi scenarzyści: Cezary Harasimowicz, Piotr Wereśniak, pisarze: Janusz Głowacki, Józef Hen. Natomiast kursy będą prowadzone przez Przemysława Wojcieszka, Marcina Wronę, Andrzeja Barańskiego. Oczywiście, każdy z nich powie, iż nie ma przepisu, aby stworzyć dobry scenariusz. Tym bardziej, że chcemy, aby w naszej szkole powstawało kino, cytując Andrzeja Żuławskiego, „mocno siedzące na dwóch półdupkach”. Z jednej strony intelektualne, a z drugiej będące spektaklem, atrakcją wizualną, czyli tym, co jest esencją kina. Jeśli nie ma tego wyważenia, to mamy przeważnie klapę.

Z tego co wyczytałem, aby zostać słuchaczem Waszej szkoły, trzeba przyjść z pomysłem na film. A jeśli ten pomysł będzie „jednopółdupkowy”, to co?

Osoba, która się stara o przyjęcie nie musi znać scenariuszowej terminologii. Chodzi o pomysł, szkic, opowiadanie, cokolwiek, nad czym można pracować. Będziemy to oczywiście oceniać. I wszystko zależy od tego, jaki potencjał w nim dostrzeżemy.

Dziś jest bowiem tak, że gdy patrzę na polskie kino, to wydaje mi się, iż jest ono dużo bardziej cofnięte niż inne polskie dyscypliny artystyczne. Sztuki wizualne, teatr, literatura są zdecydowanie bardziej do przodu. Polskie filmy opierają się przede wszystkim na rozpoznawalnych z telenowel aktorach i pomysłach, które niestety nie wytrzymują całego metrażu. To najczęściej nie są scenariusze.

Ale czy to nie jest trochę tak, że polski scenariusz może być dobry, ale brakuje mu pewnego uniwersalizmu, który powodowałby, iż jest on czytelny i interesujący dla zagranicznego odbiorcy?

Ci reżyserzy z Polski, którzy się przebili za granicą zawsze byli uniwersalni. Polańskiego zrozumieją w USA, Wielkiej Brytanii, Francji i w Polsce. Podobnie jest z Żuławskim. I teraz zobacz na te dyscypliny, które wymieniłem. Sasnala zrozumieli na całym świecie, Masłowską zaakceptowali i pokochali, Witkowski święci tryumfy. W polskim kinie w ostatnich latach nikogo takiego nie mieliśmy. Chcemy aby polskie kino zaczęło aspirować do intelektualnego kontaktu z tymi sztukami.

Wydaje mi się jednak, że polskie kino jest strasznie „konfekcyjne” i żeby wyprowadzić je na świat, potrzeba radykalnej rewolucji. Rumuni święcili w zeszłym roku tryumfy filmem o aborcji. W Polsce nikt nie zdecyduje się dziś na taki film.

Właśnie o to chodzi. Zobacz jakimi tematami przebił się Sasnal na Zachód. Wziął się za nieruszony przez polskie kino ostatnich lat temat żydowski. Odniósł się do książki Grossa i to tego, jak ona zmieniła postrzeganie w Polsce Shoah. Masłowska zgniłym językiem opisała nasz polski absurd. I to też „chwyciło” na Zachodzie. Witkowskiego kochają zachodni geje i smakosze prozy. W polskim kinie, mimo kilku interesujących młodych, jak Xavery Żuławski, Artur Urbański czy Piotr Uklański, rzeczywiście brak odwagi do mierzenia się z rzeczywistością. Kino omija też kwestie genderowe, gay-les – coś, co w innych dziedzinach polskiej sztuki odegrało bardzo ważną rolę w ostatnich 15 lat. Będziemy chcieli zwrócić naszym słuchaczom uwagę na te rzeczy w literaturze i sztukach wizualnych.

Kiedy ruszacie?

Pierwsze zajęcia zaplanowaliśmy na początek listopada. Całość – 400 godzin - rozłożyliśmy na rok kalendarzowy, z przerwą wakacyjną, co wydaje nam się istotne, gdyż wtedy nasi studenci będą kończyć swoje projekty, by je następnie zaprezentować wykładowcom. Studia są płatne. Kosztują 350 pln za miesiąc, co wydaje nam się kwotą niedużą.

Co stanie się z powstałymi w Waszej szkole scenariuszami?

Mamy potwierdzenie, iż co najmniej jeden ze scenariuszy powstałych w ramach kursu w naszej szkole będzie szedł do produkcji. Poza tym będziemy starali się promować naszych słuchaczy na festiwalach filmowych itp. Na naszej stronie www.scenariusz.edu.pl zamierzamy stworzyć bazę, z której będą mogli korzystać np. producenci. Mamy nadzieję, iż uda nam się zmienić polskie kino.

Krakowska Szkoła Scenariuszowa powstaje pod patronatem PISF, UJ oraz Instytutu Sztuki.
Strona internetowa:
www.scenariusz.edu.pl

Piotr Marecki (1976), wydawca, redaktor, kulturoznawca. Adiunkt w Katedrze Kultury Współczesnej UJ. Wydawał książki m.in. Sławka Shutego, Mariana Pankowskiego, Marty Dzido, Michała Witkowskiego. Redaktor pism „Ha!art.” i „Krytyka Polityczna”. Współautor głośnego wywiadu-rzeki z Andrzejem Żuławskim, oraz autor wielu pozycji o nowej literaturze polskiej. Współtwórca Krakowskiej Szkoły Scenariuszowej.



blog comments powered by Disqus