TYLKO U NAS! Nolan jak Alex Ferguson - wywiad z Whiteheadem, Stylesem, Carneyem i Lowdenem (aktorami z "Dunkierki")

Wywiad został przeprowadzony z: Tom Glynn-Carney, Jack Lowden, Harry Styles, Fionn Whitehead
Rozmawiał: Redakcja Gildii Filmu
Tłumacz: Joanna Biernacik
Korekta: Pityez
15 grudnia 2017

Z okazji polskiej premiery rewelacyjnego filmu Christophera Nolana - Dunkierki na 4K ULTRA HD, Blu-ray oraz DVD, przygotowaliśmy dla Was, dzięki uprzejmości Galapagos Films, wywiad z Fionnem Whiteheadem (Tommy), Harrym Stylesem (Alex), Jackiem Lowdenem (Collins) i Tomem Glynnem-Carneyem (Peter). Aktorzy opowiedzieli nam m.in. o rozmachu produkcji oraz geniuszu reżysera.

GILDIA FILMU: Kim są portretowani przez was bohaterowie i jak wpisują się w historię przedstawioną w Dunkierce?

JACK LOWDEN: Moja postać nazywa się Collins. Jest oficerem RAF, patrolującym niebo nad Dunkierką w trzyosobowym szwadronie kierowanym przez Farriera – Toma Hardy’ego. Razem ochraniamy zarówno żołnierzy czekających na ewakuację, jak i statki cywili, którzy zdecydowali się pomóc w akcji.

Film ukazuje działania spod Dunkierki z trzech perspektyw – lądu, morza i powietrza. Przeskakujemy między sekwencjami bardzo szybko, co daje wrażenie ciągłości narracyjnej, jednak każdy wątek ma swoją własną oś czasu – tydzień dla żołnierzy na lądzie, dzień na morzu i godzinę w powietrzu. Nie ma chwili na oddech.

TOM GLYNN-CARNEY: Gram Petera, który przebywa na statku zwanym Moonstone i wraz ze swoim ojcem (portretowanym przez Marka Rylance’a) wyrusza na niebezpieczną wyprawę. Pan Dawson, ojciec, jest jednym z cywili, którzy odpowiedzieli na wezwanie Winstona Churchilla, by przekroczyć kanał La Manche i pomóc w ewakuacji uwięzionych na plaży w Dunkierce żołnierzy.

FIONN WHITEHEAD: Tommy jest zwykłym żołnierzem, jednym z wielu na molo – miejscu ewakuacji, oczekującym na przybycie kolejnego okrętu, którym wróci do domu. Jest młodziutki, nie ma wielkiego doświadczenia i chyba tak naprawdę nie do końca wiedział, na co się pisze…

HARRY STYLES: Gram młodego żołnierza, Alexa. Przez większość filmu trzymam się razem z Tommym, w którego wciela się Fionn. Ci goście dostali broń, buty, po czym zostali rzuceni w sam środek tej niebezpiecznej sytuacji. Nie wiedzą, co robią, ani czy będzie im dane wyjść z tego w jednym kawałku. Myślą więc sobie: „okej, jesteśmy po tej samej stronie, razem jakoś damy sobie radę”. 

Nasza część filmu to standardowy survival, walka o przetrwanie. To, co mnie uderzyło w tym wątku, to wojenna mentalność. Gdy jesteś żołnierzem – zwłaszcza w momencie tak skrajnego zagrożenia – nieważne, kim jest koleś obok, nieważne, co robi. Jeśli nosi ten sam mundur, jesteście drużyną. Macie siebie i razem znajdziecie wyjście z tego piekła. Może i zabrzmi to ckliwie, ale na tym właśnie polega czyste braterstwo.

GILDIA FILMU:  Co zrobiło na was największe wrażenie, gdy po raz pierwszy spotkaliście Christophera Nolana, reżysera i scenarzystę filmu?

TOM GLYNN-CARNEY: Jego opanowanie i serdeczne podejście. Przerażał mnie tylko przez pierwsze pięć minut [śmiech].

JACK LOWDEN: To trochę tak, jakbym spotykał Alexa Fergusona [wieloletni trener klubu Manchester United – przyp. red.], tylko w branży filmowej [śmiech]. Móc obserwować go przy pracy to coś niesamowitego. Jest coś wyjątkowego w widoku faceta, który pewnie dowodzi tak wielkim przedsięwzięciem, tak liczną ekipą, w pełni kontroluje sytuację, a przy tym pozostaje skupiony na postaciach i aktorach. Respekt, który wzbudza, to coś nadzwyczajnego. Zawsze podziwiałem jego filmy j nie mogłem doczekać się kolejnych – teraz już wiem dlaczego.

HARRY STYLES:  Kiedy masz okazję poznać go osobiście i spędzić z nim trochę czasu, zwłaszcza na planie, zaczynasz rozumieć, dlaczego tak długo czeka się na jego kolejne filmy. Jest perfekcjonistą, całkowicie oddanym kolejnym projektom. Nie robi ich taśmowo. Wydaje mi się, że woli raczej poczekać i upewnić się, że wszystko na dany temat wie, by móc godnie go zaprezentować. O Dunkierce przeczytał i obejrzał wszystko, co tylko mógł – od kostiumów, przez fryzury, make-up, aż po oświetlenie. Wszyscy członkowie ekipy, nawet ci z wieloletnim doświadczeniem, przyznali, że uczą się od niego nowych rzeczy przy okazji każdej kolejnej produkcji.

FIONN WHITEHEAD: Wszyscy wiedzą, że jest kimś. Chris jest jedyny w swoim rodzaju, bo ma określoną wizję i koncepcję swojej sztuki i chce mieć nad nią całkowitą kontrolę, co dla aktora jest po prostu spełnieniem marzeń. Możesz odetchnąć, bo wiesz, że nie musisz spełniać zachcianek innych, odpowiadasz tylko przed jedną osobą.

GILDIA FILMU: Jakie było wasze pierwsze wrażenie na planie zdjęciowym i produkcji na tak wielką skalę?

TOM GLYNN-CARNEY: Po prostu… wow.  Rozmach produkcji – epicki. W porównaniu z ogromem przedsięwzięcia czujesz się taki malutki… Już pierwszego dnia wypłynęliśmy na statku Moonstone i przepłynęliśmy obok prawdziwego niszczyciela. Nie do pomyślenia, taka próba ognia. Z jednej strony było to dość przytłaczające, jednak zawsze miałem świadomość, że jestem częścią większej machiny, która zmierza naprzód w celu stworzenia niepowtarzalnego kawałka kinematografii. Czułem się tak podekscytowany, że nie bardzo wiedziałem, jak to przepracować.

FIONN WHITEHEAD: Cały pierwszy tydzień zdjęć na plaży sprawił, że dotarł do mnie ogrom tej operacji – tysiące statystów, eksplozje, autentyczny Spitfire szybujący nad naszymi głowami. To niesamowity rozmach, ale zarazem jedyny słuszny, by wiernie oddać klimat ewakuacji w Dunkierce. Stać na tej samej plaży, na molo, które wówczas zbudowali, to jak dokument na żywo. Miałem wielkie szczęście, że mogłem być częścią tego projektu.

JACK LOWDEN: To unikatowe doświadczenie, jedyne w swoim rodzaju, bo Chris nie robi niczego na pół gwizdka, bardzo dba o realizm w swoich filmach. Dlatego też wykonywałem akrobacje nad kanałem La Manche w najprawdziwszym myśliwcu Spitfire, nurkowałem pod wodą, zwisałem z klifu. Powiedziałem Chrisowi, że każdy mój kolejny projekt będzie po prostu nudny, bo to, co się działo na tym planie, to jeden wielki rollercoaster. 

HARRY STYLES: To plan większy, niż się spodziewałem, ale i w pewien sposób intymny. Mimo całego tego zamętu, gdy padał klaps, zawsze czułem się tak, jakbym był sam na sam z Chrisem i kamerą. To niesamowite, jak sprawnie udaje mu się kierować aktorem i sprawiać, że czuje się na planie komfortowo.

GILDIA FILMU:  Który aspekt produkcji filmu uważacie za najtrudniejszy?

FIONN WHITEHEAD: Najbardziej wymagające fizycznie były chyba sceny kręcone w wodzie. Spędziliśmy w morzu cały dzień – z krótkimi przerwami.

HARRY STYLES:  To trochę tak, jakby ktoś wyciągnął cię z łóżka, wrzucił do wody, a potem z powrotem wcisnął do łóżka. Ale to były dobre dni. Takie, które wspominasz po pewnym czasie i wszyscy czują, że… [gwiżdże] “To dopiero było coś”.

FIONN WHITEHEAD: Tak, „A teraz chodźmy na piwo!” [śmiech]. Jesteś wykończony, ale potem zdajesz sobie sprawę z tego, że to tylko drobna niedogodność w porównaniu z tym, co żołnierze wtedy musieli czuć naprawdę. 

GILDIA FILMU: Ile wiedzieliście na temat Operacji Dynamo, zanim zaangażowaliście się w ten projekt? 

FIONN WHITEHEAD: Temat II wojny światowej w Anglii poznaje się od najmłodszych lat. Jest mielony do tego stopnia, że można się wobec niego trochę znieczulić. Z czasem Dunkierka staje się po prostu kolejnym faktem historycznym, a nie tragicznym doświadczeniem tysięcy dzieciaków, czasem młodszych nawet ode mnie. Kręcenie filmu na plaży, na której faktycznie miało to miejsce, obcowanie z autentycznym zapisem ewakuacji spod Dunkierki – to wszystko wzmacnia ładunek emocjonalny, urealnia to doświadczenie.

HARRY STYLES: Na lekcjach historii Dunkierka nie jest omawiana tak dokładnie, jak inne bitwy II wojny światowej, ale to w istocie moment zwrotny. Gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej, prawdopodobnie żylibyśmy dziś w zupełnie innej rzeczywistości.

GILDIA FILMU: Czy czuliście presję, a może poczucie odpowiedzialności za efekt końcowy? W końcu film opowiada historię prawdziwego wydarzenia sprzed dziesiątek lat.

TOM GLYNN-CARNEY: Absolutnie. Myślę, że trudno byłoby ich nie czuć – mimo tego, że opowiadana przez nas historia jest częściowo fikcyjna, tak jak i postacie, które kreujemy. Wciąż jest to przecież sytuacja, którą przeżyli prawdziwi ludzie, nasi rówieśnicy. Trzeba to uszanować. Mimo że zarówno film, jak i doświadczenie, jakie zafundował nam Chris [Nolan – przyp. red.], okazały bardzo realistyczne, niemożliwe było dla nas totalne wczucie się w sytuację tych postaci. W końcu nigdy nie mieliśmy okazji znaleźć się w tak trudnej sytuacji i, miejmy nadzieję, nigdy nie będziemy jej mieć. Jednakże naszym celem było dać z siebie wszystko i oddać tej opowieści sprawiedliwość.

FIONN WHITEHEAD: Oczywiście. Tym, co w Dunkierce uważam za najlepsze, jest fakt, że udało nam się rzucić widza w wir wydarzeń i pozwolić mu przeżyć to, co przeżyli ci biedni młodzi ludzie. Dzięki temu może docenić, przez co przeszli – w całej grozie i brutalności. Mam nadzieję, że widzowie wezmą tę naukę do serca i już nigdy nie będzie nam dane przeżyć czegoś takiego.

JACK LOWDEN: Państwa naprawdę walczyły o przetrwanie, a tym, co zmieniło porażkę w cud, była siła zjednoczenia. Obywatele brytyjscy stanęli ramię w ramię. Walczyły nie tylko trzy potężne armie, ale i niesamowici cywile, którzy znaleźli w sobie odwagę, by stawić czoła bombowcom i U-bootom, by uratować wyczekujących na plaży żołnierzy. To musiało być niesamowite przeżycie – okropne, ale na swój sposób jednak niesamowite. 



blog comments powered by Disqus