O animacjach i "polskim Shreku" z Bagińskim i Kobyleckim

Wywiad został przeprowadzony z: Tomasz Bagiński, Marcin Kobylecki
Rozmawiał: Wojciech Szot
13 lipca 2006

Nominowany do Oscara za Katedrę Tomek Bagiński oraz producent ze studia Platige Image, Marcin Kobylecki odpowiadają na pytania związane z obecną sytuacją polskiej animacji, "polskim Shreku" i aktualnymi planami.

Wojciech Szot: Jakie są szanse na stworzenie pierwszej polskiej pełnometrażowej animacji 3D?

Tomek Bagiński (TB): To zależy czy pierwszej w ogóle czy pierwszej przyzwoitej. Na to pierwsze szanse oczywiście są - 3D to tylko nazwa techniki - można w ten sposób wygenerować 90 minut animacji choćby i w dwa tygodnie - tyle, że nie będzie się to nadawało do oglądania.

Jeśli jednak zawyżymy trochę wymagania i zamarzy się nam animacja w miarę dobra - to już nie widzę tego tak różowo. Sytuacja dla takiej produkcji jest już znacznie lepsza niż jeszcze parę lat temu. Mamy więcej specjalistów, podniósł się poziom, rynek się powiększa, ale moim zdaniem wciąż jesteśmy jeszcze przed punktem, w którym da się powiedzieć - tak film taki może powstać i będzie dobry.

Obecnie jesteśmy świadkami tego, jak popularne są filmy robione przez twórców rodzimych, czego przykładami są tajlandzki Król Słoń, oraz rosyjski Książę Włodzimierz. Biją one w swoich krajach rekordy popularności, może więc jest jakaś szansa?

TB: Jak wspomniałem wcześniej – jest, ale też prognozy sukcesu na rynku tak małym jak nasz lokalny, każą do takiego projektu podchodzić z ogromną ostrożnością. Przynajmniej na razie.

Co obecnie robi Platige Image i jakie są sposoby na dotarcie z gotowym już produktem do widza?

Marcin Kobylecki (MK): Obecnie wyprodukowaliśmy dwa filmy studenckie. Pierwszy z nich pt. Wielka ucieczka to film Damiana Nenowa z łódzkiej filmówki, Drugi to film pt. Moloch Marcina Pazery z krakowskiej ASP. Oba filmy zaczęły już swoja przygodę festiwalową i zobaczymy jak sprawdzą się w świecie.
Początkowo dystrybucja to głównie festiwale - robi się kilkaset kopii filmu na płytach DVD i rozsyła się do selekcji na festiwale.

Dodatkowo w wielu krajach, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych są firmy które specjalizują się w tzw. ”road show”. To taki objazdowy przegląd filmów które znacząco wyróżniły się w animacji w danym roku. Często są to filmy nominowane do Oskara czy tez laureaci innych ważnych nagród. Tak pokazywana Katedra i Sztuka spadania, które krążyły po samych Stanach ponad przez rok.

Krótkie filmy animowane kupują także telewizje zachodnie, jako przysłowiowy „deser” w swojej ramówce. Śmieszna sytuacja, iż Sztukę spadania częściej można zobaczyć w telewizji w Hiszpanii czy też we Francji niż w ramówce naszych rodzimych stacji, które kompletnie nie są zainteresowane tego typu produkcjami.

Pixar już kilkakrotnie przed swoimi filmami pokazywał krótkie animacje [obecnie Człowiek-orkiestra]. Czemu nie ma takiego zwyczaju w polskich kinach?

MK: To pytanie dla kiniarzy i dystrybutorów. Głównym powód to taki, iż dystrybutorzy sami nie są za bardzo zainteresowani taką aktywnością. Być może z takiego powodu, iż sami nie dostają zbyt wiele interesujących propozycji dotyczących krótkich form zarówno jeśli chodzi o animacje, filmy aktorskie czy dokumentalne. Poza tym czas przed projekcja filmu jest tak naładowany reklamami, iż naprawdę trudno jest jeszcze wcisnąć dodatkowe 8 minut. Nam na szczęście się udaje, mamy już to przećwiczone i myślę, iż w przyszłości przy nowych projektach uda się nam znów swobodnie wprowadzić filmy nasze do kina. 

Szkieletem filmu jest scenariusz, czy do dobrego scenariusza do filmu animowanego trzeba zatrudnić wielu twórców czy wystarczy jeden?

TB: Wystarczy jeden dobry. Przy czym nie zapominajmy, że w filmie animowanym poza scenariuszem liczy się bardzo strona plastyczna, stylistyka, bardzo precyzyjne przygotowanie scen, zanim jeszcze dojdzie do produkcji - i to już trudno sobie wyobrazić w wykonaniu jednej osoby - tu już wchodzi ekipa.

U nas obserwować możemy brak dialogów w szortach. Dlaczego ?

TB: Bo uniknięcie dialogu znacznie obniża koszty, szczególnie jeśli mamy w planach dystrybucję międzynarodową i ścieżkę dźwiękową w obcym języku - a praktycznie tylko taka dystrybucja ma jakikolwiek sens dla filmu krótkiego.
Filmy krótkometrażowe swoje kosztują, zazwyczaj trudno liczyć przy nich na jakiś specjalny zarobek, więc tnie się koszty na czym się da. To zresztą sytuacja charakterystyczna nie tylko dla naszego kraju.  Obecnie jestem w trakcie szukania budżetu na kolejny film, w którym dialog już występuje - i, po pół roku pukania od drzwi do drzwi ciężko powiedzieć czy uda się go znaleźć.

Tomek, wspominałeś coś o pełnometrażówce Ruch generała

TB: Mam w planach kilka pełnometrażowych projektów. Dwa są w trakcie pisania scenariusza. Ruch Generała jest już w formie ukończonego scenariusza, ale z racji piekielnego skomplikowania odłożyliśmy ten projekt na dalszą przyszłość.

Co sądzisz o festiwalach jako sposobie promocji filmu?

MK: Między innymi po to się robi filmy, szczególnie krótkie animacje, ażeby móc zaprezentować go na festiwalach. To zarówno promocja samego autora jak i filmu a tym bardziej jak się jeszcze uda taki festiwal wygrać. Poza tym festiwale to doskonała okazja do nawiązania kontaktów. Festiwalach często pojawiają się przedstawiciele światowych wytwórni czy też studiów produkcyjnych a to już procentuje konkretnymi kontaktami czy propozycjami.
No i na koniec to fajnie jednak czasami coś wygrać.

Rozmawiał: Wojciech Szot

Zdjęcia 1,2 - Kinematograf, reż. Tomasz Bagiński, 3 - Moloch, reż. Marcin Pazera, 4 - Wielka Ucieczka, reż. Damian Nenow

 



blog comments powered by Disqus